Post MŚ, grupa G, wygrana Ameryki i Kanady pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Solidna gra Amerykanów
W mecz lepiej weszli siatkarze z USA. Doskonale wiedzieli w jakim celu przyjechali na ten mecz. W każdym secie byli kilka kroczków przed rywalami. Brylowali w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Co przyniosło im upragnioną, kolejną wygraną na tych mistrzostwach. Bułgaria nie bardzo potrafiła postawić się rywalom, przez co kibice oglądali raczej jednostronne widowisko.
Bułgaria – USA 0:3 (20:25, 20:25, 18:25)
Bułgaria: Uczikow, Skrimow, Seganow, Nikołow, W. Bratojew, Josifow, Salparow (libero) oraz Todorow, Gradinarow, Penczew
USA: Russell, Anderson, Sander, Smith, Holt, Christenson, E. Shoji (libero)
Historyczna wygrana Kanady
Kanada szybko weszła w ten mecz na bardzo wysoki poziom. Zwłaszcza na początku Iran miał duży problem z przyjęciem zagrywki rywali. Mimo, że próbowali odrabiać straty, w tym secie musieli uznać wyższość Kanady.
W drugim secie, Irańczycy chcieli się zrehabilitować. Grali punkt za punkt. Nie było widać praktycznie żadnej różnicy w jakości gry. Dopiero po chwili udało im się odskoczyć na kilka punktów. Tej przewagi już nie wypuścili.

W tym secie w całości inicjatywę przejęli Kanadyjczycy. Byli lepsi praktycznie w każdym elemencie. Doskonale czytali grę swoich przeciwników. Ustawili szczelne bloki i dobrze grali w ataku. A Irańczycy nie byli w stanie już nic z tym zrobić.
Te partię Kanadyjczycy także rozpoczęli z przytupem. Szybko się rozkręcili i wyszli nawet na prowadzenie. Jeden chwilowy zastój dał szansę Irańczykom. Wykorzystali ją bezbłędnie, ponieważ wygrali tego seta.

Ostatnia partia także została lepiej rozpoczęta przez Kanadę. Jednak chwilowe zawirowania techniczne doprowadziły do wyrównania wyniku przez obie drużyny. Dopiero interwencja kapitana dała Kanadzie historyczną wygraną.
Iran – Kanada 2:3 (20:25, 25:20, 15:25, 25:23, 12:15)
Iran: Marouf, Mousavi, Manavinezhad, Ghafour, Shafiei, Ebadipour, Marandi (libero) oraz Kazemi, Vadi, Hosseini
Kanada: Virgass, Perrin, Hoag, Blankenau, Vernon-Evans, Cameron Bann (libero) oraz Sclater, DeRocco
Autor: Julia Białasik
Źródło: informacja własna
Post MŚ, grupa G, wygrana Ameryki i Kanady pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post PL: PGE Skra Bełchatów zgarnęła trzy punkty pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Mecz nieszczęśliwie dla Skry błędem w serwisie otworzył Janusz, jednak szybko na 1:1 wyrównał Lisinac. Ruciak wykorzystując przechodzącą piłkę doprowadził do remisu 4:4, który później okazał się ostatnim remisem tego seta. Kluth wykorzystał swoją szansę na atak, jednak piłka zamiast wylądować w boisku powędrowała za linię (4:9). Atak Ebadipoura zapewnił bełchatowianom cztery punkty prowadzenia (9:13), a zepsuta zagrywka Lisinaca kilka akcji później zmniejszyła różnicę o punkt (13:16). Udany atak Klutha zakończył się wynikiem 18:20, jednak chwilę później Bednorz zapewnił Skrze piłkę setową (20:24). Ze środka Lisinac zakończył partię wynikiem 21:25.
Od udanego bloku na Bednorzu drugiego seta rozpoczęli gospodarze. Swoim atakiem Ebadipour szybko zapewnił podopiecznym Piazzy dwa punkty przewagi (2:4), a jego as zmienił dwa na cztery i wynik na 4:8. Blok na Katiciu w wykonaniu Espadonu zniwelował różnicę do dwóch punktów (8:10). Gdy bełchatowianie mili ponownie cztery punkty prowadzenia, do trzech zmniejszył je Duff (11:14). Efektowny blok Katicia dopisał do konta Skry dwudziesty punkt (15:20). As Lisinaca zakończony wynikiem 18:24, a ostatni punkt gościom zapewnił Duff (19:25).

Co prawda trzecią partię udanie zapoczątkowali szczecinianie, ale Lisinac czujnie wyrównał na 1:1. Kilka chwil później na tablicach pojawił się wynik 1:5, dzięki Katiciowi. Do trzech punktów różnicę zmniejszył Menzel (5:8), a ładne uderzenie Ruciaka z prawej flanki po przekątnej zakończyło się wynikiem 9:11. Do remisu 16:16 doprowadził Ruciak. Błąd Katicia dał prowadzenie gospodarzom (20:19), które wzrosło do dwóch punktów po asie Tervaporttiego (22:20). Gałązka swoim czujnym zachowaniem na siatce zapewnił piłkę setową Espadonowi (24:23), jednak nie wykorzystali oni szansy. Wynik 25:26 oznaczał piłkę setową dla gości, którą zapewniali oni Kluthowi, a spotkanie zamknął Katić (25:27).
Espadon Szczecin – PGE Skra Bełchatów 0:3 (21:25, 19:25, 25:27)
MVP: Marcin Janusz
Espadon Szczecin: Gałązka, Kluth, Duff, Kowalski, Malinowski, Murek (L), Ruciak, Tervaportti, Gwaryszewski, Mihułka (L), Menzel
PGE Skra Bełchatów: Lisinac, Wlazły, Janusz, Bednorz, Katić, Czarnowski, Ebadipour, Łomacz, Milczarek (L)
Autor: Magdalena Żywicka
Źródło: opracowanie własne
Post PL: PGE Skra Bełchatów zgarnęła trzy punkty pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post PL: Trzy punkty trafiają do Indykpolu AZS-u Olsztyn pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Spotkanie otworzył udany atak Tahta, który kilka akcji później zapewnił swojej drużynie cztery punkty prowadzenia (4:0). Pierwszy punkt dla gości zdobył atakiem Rousseaux (4:1). Przewaga gospodarzy szybko zmalała do jednego punktu (8:7) dzięki Kochanowskiemu, który zaatakował ze środka. Na 11:11 wyrównał Rousseaux, który kolejnym atakiem dał olsztynianom prowadzenie 12:13. Zepsuta zagrywka Kaczmarka zmieniła wynik na 16:16, a wykonany przez niego kilka chwil później blok dał Cuprum dwudziesty punkt (20:19). Błąd ataku Kańczoka zakończył się wynikiem 23:21, z kolei zepsuty serwis Zniszczoła zapewnił gospodarzom piłkę setową (24:22). Zagrywka w siatkę Kańczoka zamknęła partię wynikiem 25:23.
Drugą część spotkania rozpoczął atakiem Biegun, jednak tym razem szybko na 1:1 wyrównał Kochanowski. Blok punktowy w wykonaniu Rousseaux dał trzy punkty prowadzenia gościom, a blok Woickiego powiększył przewagę o kolejny punkt (2:6). Różnica zmalała do dwóch punktów po asie Kaczmarka, jednak zepsuta zagrywka w kolejnej akcji nieco ją powiększyła (5:8). Atak punktowy Rousseaux zakończył się wynikiem 6:10, jednak po chwili na tablicach pojawiło się 9:10, dzięki blokowi Gunii. Piętnasty punkt do konta Indykpolu dopisał atakiem Zniszczoł (12:15), a Andringa blokiem zapewnił swojej ekipie dwudziesty (15:20). Błąd zagrywki Kochanowskiego dopisał Cuprum osiemnasty punkt, podczas gdy olsztynianie mieli ich już dwadzieścia dwa. Nieudany atak Tahta zakończył seta wynikiem 21:25.

Błąd rozegrania Woickiego otworzył trzecią część spotkania, a zły atak Hadravy zapewnił gospodarzom dwa punkty przewagi (3:1). Po ataku Rousseaux na 4:5, Kaczmarek dobrym blokiem doprowadził do remisu 5:5. Od tamtej pory przewaga gości szybko rosła. As Woickiego zmienił wynik na 7:10, a atak Hadravy zakończył się wynikiem 8:13. As serwisowy w wykonaniu tego zawodnika dał sześć punktów przewagi Indykpolowi (10:16). Dwudziesty punkty swojej ekipie zapewnił Kochanowski (15:20). As Andringi zbliżył gości do wygrania, które ostatecznie olsztynianom zapewnił Hadrava (20:25).
Już na początku czwartego seta na 1:1 zepsutą zagrywką wyrównał Masny. Rousseaux doprowadził do remisu 2:2, a as Patucha zapewnił dwa punkty przewagi gospodarzom (5:3). Na 6:6 wynik zmienił udany blok Kochanowskiego. Serię błędów obu zespołów przerwał Rousseaux udanym atakiem (10:10). Zepsuty atak Patucha zapewnił prowadzenie gościom (13:15), a błąd Rouseaux zakończył się wynikiem 16:18. Końcówka spotkania była serią błędów zarówno po stronie Cuprum, jak i Indykpolu. Błąd ataku Gunii (17:21), błąd zagrywki Hadravy (18:21), błąd ataki Haina, który zapewnił piłkę setową gościom (18:24), a na koniec obicie bloku przez Andringa (18:25).
Cuprum Lubin – Indykpol AZS Olsztyn 1:3 (25:23, 21:25, 20:25, 18:25)
MVP: Tomas Rousseaux
Cuprum Lubin: Kaczmarek, Trezić, Patucha, Taht, Gunia, Biegun, Masny, Hain, Gorzkiewicz, Kryś (L), Makoś (L)
Indykpol AZS Olsztyn: Kańczok, Hadrava, Żurek (L), Pliński, Zniszczoł, Andringa, Kochanowski, Makowski, Woicki, Rousseaux,
Autor: Magdalena Żywicka
Źródło: opracowanie własne
Post PL: Trzy punkty trafiają do Indykpolu AZS-u Olsztyn pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Siatkówka, rak i kobiety – recenzja książki „Życiowy tie-break” pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Rób swoje, ryzyko jest Twoje!
„Tysiąc razy słyszałem, że mam anioła stróża. Ktoś, kto w niewytłumaczalny sposób dba, aby nic złego mi się nie stało, abym mógł żyć, jak mi się podoba, abym mógł przekazać swoje doświadczenie”
Powyższy cytat idealnie oddaje opisane w książce życie trenera Andrzeja Niemczyka. Przygoda w dzieciństwie z kilkoma sportami jednocześnie (w tym nawet boksem!), epizod z psychologiem, później rozkwit miłości do siatkówki w Łodzi, potem w Mielcu, przemycanie dolarów do Włoch, bezkompromisowe decyzje o pracy w Niemczech czy Turcji… Andrzeja Niemczyka energia wręcz roznosiła. Przypuszczam, że układ nerwowy w obliczu tak szybkiego życia i płynącej w żyłach skłonności do rewolucji kompletnie przestał reagować. Sekret sukcesów? Robił swoje! Doskonale wiedział, że ryzyko może dzięki ciężkiej pracy równać się wygranej, więc w rzeczywistości komunistycznej zdecydował się na wyjazd do Niemiec Zachodnich. Wiedział, że jego dziewczyny będą odważnie dążyć do zwycięstw tylko wtedy, kiedy będą miały uporządkowane sprawy prywatne, więc dążył do tego, by im pomóc! Jego zrozumienie dla kobiet jest już legendarne! Przykład? Zmiana zasad w reprezentacji Polski w 1975 roku, które od tamtej pory zakładały przyjazd mężów, narzeczonych i kochanków na zgrupowania czy opiekunkę dla dzieci podczas nich. Albo nakaz posiadania makijażu podczas meczów, aby zawodniczki czuły się pewnie, a rywalki zdeprymowane. Takie działania też były objęte niemałym ryzykiem, a jednak trener je podjął! Pół żartem, pół serio stwierdza się, że książka „Jak zrozumieć kobiety?” byłaby składanką pustych stron. Jestem jednak zdania, że Andrzej Niemczyk wypełniłby każdą stroniczkę bardzo drobnym druczkiem! Może w pewnym momencie zabrakło tej atmosfery (niesnaski z Małgorzatą Glinką w 2006 roku, które uruchomiły lawinę artykułów w gazecie i mocno zaburzyły kręgosłup drużyny), ale to tylko pokazało lepiej jego styl pracy – otwartość, tworzenie komfortu mentalnego, ale i równe traktowanie, brak kompromisów. Cały on!
Niepokoje i problemy? Hartują!
„Na najwyższym poziomie nie można mieć ani momentu zwątpienia. Trzeba być aż do przesady pewnym siebie i swoich umiejętności. Trzeba być bezczelnie w sobie zakochanym.”
Im dalej w las, tym język jest bardziej dosadny, konkretny. Ta książka jest wręcz brutalnie szczera – jest zatem lustrzanym odbiciem charakteru szkoleniowca „Złotek”. Zapewne dlatego, czytając tę książkę o godzinie 7:40, będąc w drodze autobusem do Warszawy, miałam wrażenie, że trener Niemczyk siedzi obok mnie na siedzeniu i, paląc papierosa, ze spokojem i uśmiechem opowiada mi o swoim życiu, od czasu do czasu intonując „No, to wypijmy za błędy”. Na tych błędach się zatrzymajmy, bo właśnie one hartowały bohatera książki najbardziej, a trochę ich było – romanse, rozwody będące konsekwencją zbyt małej ilości czasu poświęcanego rodzinie, inwestycja giełdowa, która zakończyła się utratą całego majątku (notabene naprawdę dużego, w Turcji zyskał astronomiczną sumę z premii dzięki niewierze włodarzy drużyny, w której wówczas pracował), kiepskie relacje z córką, Małgosią. Andrzej Niemczyk w książce pisanej wraz z Markiem Bobakowskim otwarcie się do tego przyznaje. Nie wybiela się, ma świadomość swoich złych wyborów, dlatego tym bardziej cenię tę autobiografię. To nie jest cukierkowa opowieść o nieskazitelnej, wybitnej osobistości. To opowieść o człowieku jak każdy inny, który przeżywał w swoim życiu zarówno wielkie wzloty, jak i spektakularne upadki, ale jednocześnie ich nie tuszował. W jego słowach przebija się samokrytycyzm, a jednocześnie pewna wyrozumiałość dla siebie – przecież błędy popełnia każdy. Nawet wybitny trener.
Wszystkie kobiety Niemczyka
„Cóż jest bowiem piękniejszego w życiu mężczyzny niż towarzystwo seksownej, inteligentnej, powabnej, interesującej, fascynującej, tajemniczej, wyjątkowej, cudownej, elokwentnej, zaskakującej, nieprzewidywalnej, namiętnej, oryginalnej , delikatnej, uroczej, romantycznej, spontanicznej kobiety?”
Trochę ich było, począwszy od nauczycielki, z którą przeżył swój „pierwszy raz”, przez Barbarę, pierwszą żonę, która była synonimem pięknej, płomiennej, ale bardzo trudnej i z czasem pełnej kłótni miłości; Austriaczkę, z którą wziął ślub dla pracy na Zachodzie, skończywszy na znacznie młodszej od niego Sigrid, tym razem synonimu dość stabilnego i spokojnego, pomimo wszystko, życia. Były córki – Małgosia, Natascha, Saskia, także „Złotka”, w tym ta najbardziej wyjątkowa, Agata Mróz, którą dzięki telefonowi Macieja Binkiewicza odkrył, a następnie powołał do kadry, której oddałby zdrowie, po której śmierci czuł się prawdziwie bezsilny. Prawdziwą kobietą jego życia była jednak siatkówka, będąca prawdziwą koroną jego życia kosztem szczęścia rodzinnego. Tutaj koniecznie należy wymienić chociaż część z i tak bardzo imponującej listy sukcesów – sześciokrotne mistrzostwo Niemiec, czterokrotne mistrzostwo Turcji, medale Pucharu Europy z drużynami z obu tych państw i te najważniejsze medale dla Polski zdobyte w dwóch różnych sytuacjach. W pierwsze złoto z 2003 roku mało kto wierzył, po nim zaczęło się wielkie „bum” na siatkówkę, drugie złoto w 2005 roku zdobywał zaś zespół o wiele dojrzalszy, który miał świadomość celu, który sobie obrał. Te dwa zespoły łączyły jednak dwie rzeczy – niezłomność i waleczność. To właśnie Andrzej Niemczyk dał swojej miłości życia, co pięknie sportretowała książka.
Rak kontra Andrzej
„Miałem taki sen: schody w dół, wysoka temperatura, czerwona poświata, dobiegające głosy imprezowiczów – no piekło jak nic. Zawsze powtarzam, że tam właśnie trafię.”
W książce znalazło się trochę miejsca dla choroby i „życia po życiu” trenera Niemczyka. Nie zrobił tego, czego spodziewali się „paranoiczni Niemcy”, kiedy dowiedział się o chorobie. Dzielnie stawił jej czoła i niejednokrotnie musiał pocieszać siatkarki, z którymi pracował. Dystans, z jakim został opisany cały proces choroby, sprawił, że myślę, iż śmierci bał się o wiele mniej, niż życia, choć żyć bardzo pragnął. To właśnie ten dystans i siła pomogły mu wygrać (w domyśle „zapić”, bo z ukochanej whisky nie zrezygnował) nowotwór. A życie po życiu? Stało pod znakiem komentowania spotkań i bycia ekspertem w TVP czy Polsacie Sport i tradycyjnej bezkompromisowości oraz ostrych opinii… i żartów (należący już do klasyki gatunku żart o braciach Kaczyńskich grających na korcie tenisowym w siatkówkę). Ten rozdział to idealna klamra do charakterystyki trenera. Nieco niespójna i według mnie niezbyt współgrająca z całą treścią była wkładka z rozmowami z zawodniczkami współpracującymi z Andrzejem Niemczykiem – dla mnie jest to za to idealny materiał na osobną książkę, który uzupełniłby wiedzę o „Złotkach”. Szkoda tylko, że im dalej końca, tym większą pustkę się odczuwa – autobiografia trenera Niemczyka zdaje się przez jego odejście niedokończona. Rak nie dał się zapić i zadymić po raz drugi…
Reasumując, „Życiowy tie-break” był warty przeczytania. Warto było nie zasypiać w autobusie do Warszawy o godzinie 7:40. Warto było wstać niewyspanym do pracy, po czytaniu książki do godziny pierwszej w nocy. Ta opowieść dzięki swojej szczerości wciąga. Czytelnik czuje się zaproszony do świata pełnego papierosów, whisky, ciężkiej pracy i miłości do siatkówki. I paradoksalnie w tym świecie można się dzięki lekkości tekstu odnaleźć.
„Szła sobie miłość siatkarska wąską dróżką i napotkała moje serduszko. Przystanęła, nie zapukała, ale w nie weszła i już została.”

Przeczytanie książki było możliwe dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna
Post Siatkówka, rak i kobiety – recenzja książki „Życiowy tie-break” pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ U19: wygrana Polaków z Meksykiem pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>W pierwszym secie to Polacy ustalili wysoką poprzeczkę i od samego początku objęli prowadzenie(8:5), które potem stopniowo zwiększali. Biało-czerwoni wygrali tę partię zdecydowanie do 16.
W drugiej partii to Meksyk na początku był nieco lepszy od Polaków(8:6, 10:7) jednak nasi reprezentacji szybko doprowadzili do remisu(15:15). Po bardzo wyrównanej końcówce udało im się zwyciężyć 29:27.
Trzecia odsłona meczu była niemalże identyczna jak druga. W pierwszej części seta Meksykanie prowadzili (12:10), a biało-czerwoni odrabiali straty. W końcu im się to udało (18:18) i po zaciętej walce wygrali partię 25:23, a tym samym całe spotkanie 3:0.
Polska – Meksyk 3:0(25:16, 29:27, 25:23)
POLSKA: Artur Sługocki, Sebastian Adamczyk, Remigiusz Kapica, Rafał Prokopczuk, Bartosz Firszt, Bartosz Michalak, Kamil Szymura (L) oraz: Filip Grygiel, Patryk Czyrniański
Trener: Maciej Zendeł, II trener: Sebastian Pawlik
Autor: Aleksandra Mrozicka
Źródło: pzps.pl
Post MŚ U19: wygrana Polaków z Meksykiem pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post KONKURS: Wygraj koszulkę z autografem Pawła Zagumnego! pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Post KONKURS: Wygraj koszulkę z autografem Pawła Zagumnego! pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Jak poprawnie wymawiać imiona i nazwiska zagranicznych siatkarzy? pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Rozgrywki ligowe już za nami, ale już niedługo zacznie się sezon reprezentacyjny i będziemy mieli styczność z obcymi imionami i nazwiskami już w pełnej krasie. Nikt nie wymaga, by każdy wymawiał obce nazwiska jak native speaker, perfekcyjnie wymawiając każdy dźwięk i do tego idealnie akcentując każde imię i nazwisko. Z szacunku dla samych siatkarzy warto jednak nauczyć się wymowy chociaż w przybliżonej, spolszczonej formie, a nie jest to wcale trudne!
Wielkich kłopotów nie sprawiają nam zazwyczaj hiszpańskojęzyczne imiona i nazwiska. Jest oczywiście kilka zasad, że j to [h], h jest nieme, a argentyńskie ll to [sz]. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka nazwisk:
Rodrigo Quiroga to [Rodrigo Kiroga] a nie [Kłiroga]
Cristian Poglajen możemy wymówić jako [Kristian Poglahen] lub po prostu [Poglajen], ponieważ jest to słoweńskie nazwisko
Luciano De Cecco to [Lusjano De Sekko] lub [De Czekko] (w tym przypadku mamy dowolność, gdyż jest to włoskie nazwisko)
W tym kraju mamy taką trudność, że używane są trzy języki – niderlandzki, francuski i niemiecki. Musimy mieć zatem wyczucie, które imię i nazwisko zgodnie z zasadami jakiego języka powinniśmy wymawiać. Najwięcej mamy zawodników niderlandzkojęzycznych. Jest to język germański tak jak język angielski i często przez podobieństwo wizualne wymawiamy nazwiska zgodnie z angielskimi zasadami, a tak naprawdę oo to [oo], v to [f], bo w to polskie [w], a e na końcu wyrazu nie jest nieme. Oto kilka przykładów:

Sam Deroo to po prostu [Sam Deroo] a nie [Deru]
Pieter Coolman to [Piter Koolman]
Simon Van De Voorde to [Simon Fan De Foorde]
Pieter Verhees to [Piter Ferhees]
Często pojawiają się również nazwiska, za które nawet nie wiadomo jak się zabrać, a jednak nie są aż tak skomplikowane, a więc:
Stijn D’Hulst to [Stejn Duhulst]
Hendrik Tuerlinckx to [Hendrik Turlinks]
Nieco mniej w belgijskiej kadrze jest francuskich nazwisk (o francuskiej wymowie więcej odnośnie kadry Francji), a są to:
François Lecat to [Frąsła Leka]
Tomas Rousseaux to [Toma Russo]

Język portugalski, a zwłaszcza jego brazylijska odmiana, ma dość oryginalną wymowę, a my niestety bardzo często kierujemy się hiszpańskimi zasadami, które są dla nas zupełnie prostsze. A więc kilka imion i nazwisk, które w rzeczywistości brzmią inaczej niż by się wydawało:
Bruno Rezende to [Bruno Rezendź]
Wallace de Souza to [Łalasi dzi Sołza]
Tiago Brendle to [Ciago Brendle]
Sérgio to [Serżio], a nie [Serdżio]
Wszystkie popularne brazylijskie zdrobnienia imion z końcówką – ão również mają specjalną wymowę, czyli:
Sidão to w przybliżeniu [Sidał], a samo Sidnei Dos Santos to [Sidźnei Dos Santos] lub [Santosz]
Lucão to [Lukał], którego nazwisko czyta się zgodnie z niemiecką wymową, czyli po prostu [Saatkamp]
Obcojęzycznych nazwisk w reprezentacji Brazylii jest zresztą więcej – są to też Ricardo Lucarelli, Eder Carbonera (włoskie) oraz Murilo Radke (niemieckie), ale one są akurat poprawnie wymawiane.
Są dwa typy ludzi: ci, którzy kochają język francuski oraz ci, którzy go nienawidzą. Język ten słynie też z tego, że pisownia to jedno, a wymowa to drugie, jednak jak w każdym innym języku istnieją zwykłe zasady i koniec końców można stwierdzić, że wszystko jest dość logiczne. A więc kilka zasad – zazwyczaj nie czyta się końcowych liter (trzeba mieć niestety już wyczucie i obeznanie kiedy), in daje nam [ę], ont i an [ą], ou [u], au [o], ll [j], a h jest nieme., czyli:
Antonin Rouzier czytamy [Ątonę Ruzie]
Kévin Tillie to [Kewin Tiji] i nie możemy być również hiperpoprawni, mówiąc [Kewę], ponieważ Kévin to imię zapożyczone

Thibault Rossard to [Tibo Rossar]
Nicolas Maréchal to [Nikola Mareszal]
Hubert Henno to [Uber Enno]
Franck Lafitte to [Frąk Lafit]
We francuskiej kadrze mamy również kilka obcych nazwisk:
Earvin N’Gapeth czytamy [Erwin Engapet]
Jenia Grebennikov to [Żenja Grebennikow]
Benjamin Toniutti to [Bężamę Toniutti]
Problemem złej wymowy irańskich imion i nazwisk jest angielska transkrypcja na koszulkach czy w statystykach, ponieważ oryginalnie język perski jest zapisywany zmodyfikowanym alfabetem arabskim. Często nie zwracamy uwagi i nie zdajemy sobie sprawy, że w związku z tym należy czytać te nazwiska zgodnie z angielskimi, a nie polskimi zasadami. A więc kilka przykładów:
Mojtaba Mirzajanpour to [Modżtaba Mirzadżanpur] a nie [Mirzajanpur] lub co gorsza [Miżajanpur]
Mohammad Javad Manavinezhad to [Mohammad Dżawad Manawineżad]
Pamiętajmy również o tym, aby nie pomijać w czytaniu litery h:
Shahram Mahmoudi to [Szahram Mahmudi] a nie [Szaram Mamudi]
Całkiem dobrze radzimy sobie z kanadyjskimi nazwiskami, głównie przez popularność języka angielskiego. Należy jednak pamiętać, że drugim językiem oficjalnym w Kanadzie jest francuski i posługuje się nim wcale niemała liczba użytkowników. Do tego dochodzi fakt, że Kanada tak jak większość krajów obu Ameryk to kraj imigrantów lub ich potomków, więc wszystko może zależeć od indywidualnych upodobań posiadaczy nazwisk. A więc siatkarz, który wywołuje w Polsce największe emocje:
John Gordon Perrin – jak sam on kiedyś stwierdził powinniśmy wymawiać [Dżon Gordon Perin], chociaż z pewnością nie obrazi się gdy powiemy [Perę], ponieważ jest to nazwisko francuskiego pochodzenia. A więc należy po prostu zachowywać zasady języków, z którymi nazwisko ma związek.
W tym miejscu można przywołać samego premiera Kanady. Justin Trudeau ma matkę anglojęzyczną, a jego ojciec był francuskojęzyczny, więc można nazywać go zarówno [Dżastin Trudoł] jak i [Żustę Trudo].
Sam Perrin nie jest jedynym problematycznym nazwiskiem:
Rudy Verhoeff po angielsku wymawiany jest jako [Rudi Werhuf], chociaż można zachować też niderlandzkie zasady i powiedzieć [Ferhef]
Toontje Van Lankvelt podobnie jak poprzednie – po angielsku [Tontje Van Linkwelt], a po niderlandzku [Toontje Fan Lankfelt]
Graham Vigrass to [Gream Wajgras], chociaż jest to francuskie nazwisko i nic się nie stanie gdy powiemy [Wigra].
Zdecydowanie najlepiej idzie nam z rosyjskimi nazwiskami. Z pewnością wynika to z bliskości językowej oraz niegdyś dużej popularności języka rosyjskiego w Polsce. Nieścisłości mogą wynikać z angielskiej transkrypcji rosyjskich nazwisk w oficjalnych statystykach oraz na samych koszulkach zawodników. Polska transkrypcja rosyjskiego lepiej od angielskiej oddaje jego brzmienie, więc:
Egor Kliuka to po prostu [Jegor Kljuka]
Artem Ermakov to [Artjom Jermakow]
Evgeny Sivozhelez to [Jewgienij Siwożelez]
Andrey Ashchev to [Andriej Aszczew]

Zaskakująco sporo problemów mamy z serbskimi nazwiskami, mimo że nie jest to język zbyt odległy od polskiego – należy przecież do wspólnej grupy języków słowiańskich. Pierwszy zasadniczy błąd pojawia się niemal przy wszystkich nazwiskach – jest to końcówka -ić, której nigdy nie powinniśmy czytać -icz! Serbowie właśnie od Polaków zapożyczyli literę na dźwięk ć i wymawiają ją identycznie jak my [ć], mają zresztą oni osobny znak na literę cz – jest to č, które podobnie jak š [sz] lub ž [ż] Polacy często pomijają, a więc:
Miloš Nikić czytamy [Milosz Nikić]
Uroš Kovačević czytamy [Urosz Kowaczewić]
Dražen Luburić czytamy [Drażen Luburić]
Prawdziwym hitem jest serbski środkowy grający w Skrze Bełchatów. Jego nazwisko analogicznie czytamy z ć lub cz na końcu, jednak żadnej z tej liter tam nie ma, zatem:
Srećko Lisinac to po prostu [Srećko Lisinac], a nie [Sreczko Lisinacz/Lisinać]
Problematyczny okazać się może były rozgrywający również drużyny z Bełchatowa:
Aleksa Brđović lub czasami zapisywany jako Brdjović to [Aleksa Brdziowić], a dla ułatwienia możemy mówić nawet [Byrdziowić]
Jak już wcześniej wspominaliśmy, ogółem anglojęzyczne nazwiska nie sprawiają nam problemu. Czasami pojawiają się jednak dość rzadkie imiona i nazwiska lub też takie, które pochodzą z innych języków. Wśród nich są:

Micah Christenson, którego powinniśmy wymawiać [Majka Kristenson]
Kawika Shoji, który posiada hawajskie imię i japońskie nazwisko, które powinniśmy czytać [Kawika Szodżi], a nie [Kałika Szoji]
Thomas Jaeschke – polscy kibice bardzo się emocjonują, że ten siatkarz posiada polskie nazwisko, jednak to są tylko pozory – nazwisko tak naprawdę jest niemieckie i oryginalnie czyta się je [Jeszke], a Amerykanie mówią na niego [Tomas Dżeski] lub [Dżeszki], mamy zatem spory wybór wariantów.
Poza tym często popełniamy podstawowe błędy i nie do końca dobrze wymawiamy imiona czy nazwiska, które są dość proste, np.:
Taylor Sander wymawiamy [Tajlor Sander], a powinniśmy mówić [Tejlor Sander].
Niewielkie problemy mamy z włoskimi nazwiskami. Być może nie są one kłopoczące dlatego, że sam język jest jednym z ważniejszych w siatkówce i sami otrzymujemy dobrze wymówione wersje od komentatorów i innych siatkarskich specjalistów. Należy jednak pamiętać o kilku rzeczach – podwójnie zapisane spółgłoski nie bez powodu są tak zapisane i nie czytamy ich pojedynczo, czyli:
Luca Vettori to nie [Luka Wetori], tylko [Luka Wettori]
Giulio Sabbi to [Dżulio Sabbi], a nie [Dżulio Sabi]
O ile zazwyczaj wiemy, że gi czytamy niemal jak polskie [dż], to często z czytamy jak polskie [z], mimo iż w języku włoskim jest to dźwięk [dz] lub [c] (ogólnie mówiąc różnica zależy od regionu i mamy wybór), zatem:
Filippo Lanza to [Filippo Lanca] lub [Landza]
Simone Anzani to [Simone Ancani] lub [Andzani]
Trzeba pamiętać, że we włoskiej kadrze występuje też sporo zawodników o innym pochodzeniu i ich imiona i nazwiska rządzą się własnymi prawami, zatem:
Jiří Kovář to [Jerżi Kowarż], chociaż sami Włosi mają z tym problem i mówią – [Dżiri] lub [Żiri Kowar]
Jest też kilka innych nazwisk z innych krajów, na które należy zwrócić uwagę, a często pojawiają się błędy w ich wymowie:
Matej Kazijski nie czytamy przez ź, [Kaźijski], w tym nazwisku z nie ulega zmiękczeniu i wymawiamy je po prostu [Kazijski]
Aidan Zingel – chociaż australijski siatkarz ma bardzo charakterystyczne imię i nazwisko, sami nie powinniśmy kombinować w wymowie, ponieważ poprawnie mówi się [Ajdan Zingl]
Klemen Čebulj – słoweński zapis jest bardzo bliski serbskiemu, więc ogólnie powinniśmy zachowywać te same zasady, a więc w tym przypadku powinniśmy mówić [Klemen Czebulj].
W przypadku słoweńskich nazwisk trzeba być jednak uważnym i mimo że język jest bardzo podobny do serbskiego również w pisowni, trzeba zauważać, że np.:
Dejan Vinčič to [Dejan Vinczicz] a nie [Vinczić], ponieważ w słoweńskim nie ma litery ć.
Każdy język ma swoją specyfikę i wręcz niemożliwe jest perfekcyjne wymawianie każdego imienia i nazwiska. Zresztą zagraniczni kibice i komentatorzy również nie najlepiej radzą sobie z polskimi nazwiskami. Miłym ukłonem w stronę siatkarzy jest jednak wymówienie ich nazwisk w miarę możliwości poprawnie – a jest to jak najbardziej możliwe. Należy tylko pamiętać o wymawianiu ich zgodnie z zasadami języka, z którego się wywodzi lub w którym funkcjonują!
Autor: Anna Biernacka
Post Jak poprawnie wymawiać imiona i nazwiska zagranicznych siatkarzy? pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Co oznaczają nazwiska zagranicznych siatkarzy? pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Oczywiście każde nazwisko pochodzi od innego wyrazu i moglibyśmy śmiało rozkładać wszystkie nazwiska na czynniki pierwsze, dlatego zajmiemy się tą ostatnią grupą nazwisk, która bezpośrednio asocjuje z konkretnym znaczeniem w języku. Zaznaczmy, że wielu mieszkańców obu Ameryk bardzo często posiada nazwiska zapożyczone z innych języków, dlatego my poświęcimy uwagę jedynie nazwiskom siatkarzy, a także i byłych siatkarzy, a obecnie trenerów, które mają znaczenie w ich językach.
Lloy Ball – możliwe, że jest to najbardziej adekwatne nazwisko dla siatkarza, ponieważ ball oznacza piłkę. W rzeczywistości nazwisko ma inne pochodzenie, w języku średnioangielskim oznaczało niską i grubą osobę. Lloy jednak jako siatkarz całkowicie obala to określenie.
Maxwell Holt – obecnie holt po angielsku oznacza mały las, gaj, jednak jest to już bardzo przestarzałe określenie. Samo nazwisko wywodzi się właśnie z tego znaczenia, w staroangielskim było to pierwotne określenie na las.
Riley Salmon – salmon, czyli łosoś to zdecydowane MVP naszego zestawienia.
David Smith – smith to oczywiście polski kowal, w przeszłości był to tak ceniony zawód, że sam wyraz lub w zmodyfikowanej formie jest w czołówce najpopularniejszych nazwisk w wielu krajach. W samym polskim środowisku siatkarskim mamy przecież Andrzeja Kowala.
Justin Duff – kanadyjski środkowy nie miał szczęścia do nazwiska, ponieważ obecnie duff oznacza bezużyteczny. Samo nazwisko ma inne źródło, pochodzi z języka gaelickiego i niegdyś słowo duff oznaczało ciemny.

Harrison Peacock – słowo peacock oznacza paw. W języku angielskim to zwierzę ma identyczne konotacje jak w języku polskim i takie nazwisko faktycznie otrzymywały osoby dumne i wyniosłe.
Thomas Beretta – Beretta to dość popularne włoskie nazwisko, które samo w sobie nie ma znaczenia w obecnej formie, ale z czasem weszło do języka jako rzeczownik. W XVII wieku powstało przedsiębiorstwo sygnowane takim nazwiskiem zajmujące się produkcją broni strzeleckiej. Obecnie beretta to typ pistoletu, takie słowo z tym samym znaczeniem używane jest również w języku polskim.
Matteo Piano – Piano to słowo posiadające wiele znaczeń, jest to plan lub piętro, natomiast wyrażenie piano, piano oznacza „powoli” i właśnie tym znaczeniem nazwiska Mattea często bawią się włoscy komentatorzy, np. mówiąc, że jego zespół powoli odrabia straty.
Nazwisko prawdopodobnie wywodzi się z łaciny od słowa oznaczającego tereny równinne.
Daniele Sottile – po włosku przymiotnik sottile oznacza cienki. W przypadku wicemistrza olimpijskiego miejmy jednak nadzieję, że nazwisko nie odzwierciedla jakości jego gry.

Kévin Le Roux – roux po francusku jest to osoba o rudych włosach, pochodne nazwiska o takim znaczeniu są we Francji liczne, jednak w przypadku Kevina nazwisko zachowało się w podstawowej formie. Choć Kévin Le Roux sam jest blondynem, najprawdopodobniej jego przodek musiał mieć rude włosy.
Nicolas Maréchal – obecnie maréchal to marszałek, jednak samo nazwisko pochodzi od mniej szlachetnego zawodu (ale za to bardzo niegdyś ważnego) – podkuwacza koni (po francusku maréchal-ferrant).

Slobodan Kovač – kovač podobnie jak słowo smith oznacza kowala, w Serbii znacznie popularniejsze jest jednak nazwisko pochodne od kowala – Kovačević (początkowo był to syn kowala), czyli polski Kowalski.
Pawiel Moroz – мороз (maroz) oznacza oczywiście mróz. Jest to nazwisko obecne również w Polsce i w samej polskiej siatkówce. Mamy na myśli oczywiście siostry Mróz.
Raul Lozano – lozano to przymiotnik o bardzo pozytywnym nacechowaniu, może oznaczać świeży, zdrowo wyglądający, rześki lub energiczny. Co więcej, samo nazwisko pochodzi bezpośrednio od tego przymiotnika, co bardzo dobrze świadczy o przodkach argentyńskiego trenera.
Saeid Marouf – معروف (maruf) po persku to przymiotnik znany. Niewątpliwie samo nazwisko kapitana Iranu jest nie bez znaczenia – mówi się, że Saeid Marouf jest najsłynniejszym irańskim siatkarzem w historii.
Farhad Zarif – swoim nazwiskiem szczycić się może irański libero. ظریف (zarif) to przymiotnik elegancki lub subtelny.
Są to oczywiście tylko niektórzy siatkarze i ich ciekawe nazwiska. Jeśli o kimś nie wspomnieliśmy, zwłaszcza, jeśli jest to ktoś z niewymienionych krajów (woleliśmy nie zajmować się językami, którymi się nie posługujemy), piszcie śmiało w komentarzach!
Autor: Anna Biernacka
Źródło: inf. własna, jeantosti.com, cognomix.it, behindthename.com, misapellidos.com
Post Co oznaczają nazwiska zagranicznych siatkarzy? pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post 122 urodziny siatkówki! pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
William G. Morgan z zawodu był nauczycielem wychowania fizycznego w Holyoke w Massachusetts i to właśnie w ramach prowadzonych przez siebie zajęć odnalazł inspirację do stworzenia nowej gry zespołowej. I mimo, że siatkówka przez wiele lat gościła na boiskach sportowych pierwsza międzynarodowa instytucja siatkarska – Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) została powołana dopiero w roku 1947 podczas Kongresu jaki odbywał się w dniach 18-20 kwietnia w Paryżu. Wśród pierwszych 14 krajów, które były założycielami siatkówki znalazła się miedzy innymi Polska. Aktualnie Federacja zrzesza 221 krajów a do jej głównych celów należy dbanie o rozwój siatkówki dyscypliny oraz jej popularyzacja na cały świecie.
Pierwsze Mistrzostwa Świata w piłce siatkowej mężczyzn zostały rozegrane w 1949 roku, kobiet natomiast 1952. Nieznacznie wcześniej bo w 1948 roku (mężczyźni) oraz 1949 roku kobiety, powołana została impreza sportowa nazywana Mistrzostwami Europy. Siatkówka jest również dyscypliną olimpijską, pierwsze zmagania w tej kategorii zostały rozegrane w trakcie Letnich Igrzysk Olimpijskich w Tokio w roku 1964.
Swoje pierwsze kroki w Polsce siatkówka stawiała w roku 1919 kiedy to rozegrano pierwsze mecze pokazowe w Warszawie a następnie w Łodzi. Do Polski siatkówka trafiła za pośrednictwem Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej i bardzo szybko uznała uznanie wśród kibiców. Pierwsze Mistrzostwa Polski rozegrano 10 lat później, gdzie Mistrzostwa Kraju zdobywały odpowiednio zespoły AZS Warszawa wśród kobiet oraz YMCA Łódź wśród mężczyzn.
Instytucją odpowiedzialną za rozwój dyscypliny w naszym kraju jest Polski Związek Piłki Siatkowej (PZPS), który został powołany w roku 1957 jako samodzielny i niezależny podmiot. W ramach związku funkcjonuje zarówno reprezentacja mężczyzn w piłce siatkowej jak i kobiet. Obie swoje mecze inauguracyjne na poziomie międzynarodowym rozegrały z zespołami Czechosłowacji. Siatkarki zaczęły od wygranej 14 lutego 1948 w Warszawie pokonując rywala 3:1. Zespół męski kilka dni później bo 28 lutego 1948 przegrał z zespołem czechosłowackim 2:3. Prezesem PZPS od 2016 roku jest Jacek Kasprzyk.
Największe sukcesy Polska siatkówka święciła za czasów osławionego Huberta Jerzego Wagnera, kiedy to pod wodzą szkoleniowca zespół męski zdobywała złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu 1976, aby następnie tytuł Mistrza Świata w roku 1974 w Meksyku. Na kolejny wielki sukces przyszło nam czekać długo bo bo aż do roku 2014 siatkarze kiedy to ponownie siatkarze sięgnęli po tytuł Mistrzów Świata pokonując w starciu finałowym 3:1 potęgę siatkówki Brazylię.
Autor: Dagmara Kistela
Źródło: info. własna, pzps.pl, fivb.org
Post 122 urodziny siatkówki! pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Siatkarze, których pasją jest muzyka pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Część z nich angażuje się muzycznie, inni w ten sposób spędzają czas wolny, a pozostała część z nich, choć może nie posiada talentu, bez muzyki żyć nie potrafi. Nie mamy pod żadnym pozorem na myśli wokalnych eksperymentów, kiedy raz na któreś święta Bożego Narodzenia lub z innej okazji niektórzy zawodnicy starają się śpiewać, a takie akcje, mimo iż są całkiem sympatyczne, służą raczej do rozbawienia kibiców, a nie poważnego słuchania. Nie chodzi nam również o rytmy disco obecne w szatniach, chociaż nie zaprzeczymy, na pewno na jakiś sposób naładowują zawodników pozytywną energią. Niektórzy siatkarze zajmują się muzyką bardziej poważnie, jest to ich pasja i starają się tę pasję mniej lub bardziej rozwijać lub realizować. Dzisiaj przedstawimy wam właśnie tę część siatkarskiego świata, oto niektórzy z nich!
Siatkarzem, który prawdopodobnie najpoważniej i najprofesjonalniej podchodzi do kwestii muzyki jest Earvin N’Gapeth. Siatkarz Azimut Modeny znany jest nie tylko z gorącego temperamentu, ale przede wszystkim ze zjawiskowej gry, przez co zresztą nie przez przypadek nazywany jest Monsieur Magique. Ngapeth ma też swoją drugą twarz, w środowisku muzycznym znany jest jako raper Klima. W 2010 roku nagrał nawet swój pierwszy i jak na razie jedyny album Klimatizason. Jego zamiłowanie do rapu rozpoczęło się w wieku 14 lat, dokładnie wtedy, co Earvin zaczął grać w siatkówkę. Francuski przyjmujący nagrywa niezbyt często, ale zawsze ze swoimi kuplami z centrum Trois Cités w Poitiers, z którego pochodzi.
Ponieważ reprezentacja Francji ma sporo fanów również w Polsce, to z pewnością znana jest tym kibicom piosenka Earvina Team Yavbou, która stała się swoistym hymnem trójkolorowych. Zresztą nie będzie to niespodzianką, iż część swojej twórczości Earvin poświęca właśnie siatkówce. Gościnnie w utworze śpiewa Wallace, którym tak naprawdę jest inny z francuskich reprezentantów – Mory Sidibé.
Środkowy reprezentacji Włoch i Sir Safety Conad Perugii Simone Buti nie nagrywa i nie tworzy profesjonalnie, tak jak Earvin N’Gapeth, ale gra na keyboardzie i gitarze akustycznej. Poza tym, nim w pełni poświęcił się siatkówce, grał niegdyś w zespole muzycznym, z którym często występował w pubach. Simone Buti to z pewnością miłośnik i znawca muzyki – Słucham po trochu każdej muzyki, ale ta, która najbardziej mi się podoba to rock z lat 70, Deep Purple, Led Zeppelin. Ale również i włoscy artyści jak Battisti, Bennato, Ligabue, Vasco Rossi…
Spośród polskich siatkarzy największym pasjonatem muzyki jest Mateusz Mika. Przyjmujący Lotosu Trefl Gdańsk uwielbia grać na gitarze i gdyby nie został siatkarzem, wybrałby karierę muzyczną. Sam przyznaje, że gra jedynie amatorsko dla samego siebie i nie jest to muzyka znana ze stacji radiowych. Duży wzrost ma w tej pasji swoje dobre strony, Mateusz twierdzi, że na koncertach nikt nigdy nie zasłania mu widoku.’
Podobnie jak Mika, muzyką nieprofesjonalnie zajmują się Maxwell Holt i John Gordon Perrin. Ci, co obserwują tę dwójkę siatkarzy z Ameryki Północnej na chociażby Instagramie, bez zastanowienia stwierdzą, że również oni kochają muzykę. Granie na gitarze to dla obojga ich pasja i rozrywka w czasie wolnym. Niedawno Perrin podzielił się nawet kolędą na swoim profilu.
https://www.instagram.com/p/BOC2etjB9-B/?taken-by=gordperrin&hl=en
Max Holt natomiast całkiem nieźle radzi sobie wokalnie, a w tym roku miał nawet okazję po raz pierwszy wystąpić przed niewielką publicznością w swoim rodzinnym mieście Cincinnati.
https://www.instagram.com/p/_SMaEsOWm8/?taken-by=maxwellholt&hl=en
Muzyką poniekąd zajmują się również Luca Vettori i Matteo Piano. Siatkarze Modeny prowadzą internetowe radio Brodo di becchi, w którym prezentują swoją ulubioną muzykę, często bardzo wyjątkową, której nie można usłyszeć w zwykłym radiu. Poza tym sam Earvin N’Gapeth gościł niegdyś w ich radiu, a Vettori i Piano zapowiedzieli już, że ich amerykański przyjaciel z drużyny, Max Holt, prędzej czy później również do nich zawita. Cóż, nieoficjalnie można też przyznać Modenie tytuł najbardziej muzykalnej siatkarskiej drużyny.
Wielkim fanem rocka jest natomiast Lucas Saatkamp. Brazylijski środkowy, co prawda nie potrafi grać perfekcyjnie na gitarze i nie ma talentu wokalnego, bo jak twierdzi śpiewa tylko pod prysznicem, ale uwielbia słuchać dobrej muzyki i chodzić na koncerty rockowe, co jego fani bez problemu zauważą na jego profilach mediów społecznościowych.
Autor: Anna Biernacka
Źródło: inf. własna, rue89.nouvelobs.com, instagram.com, wyborcza.pl, oregional.com.br, globo.com, Corriere dello sport
Post Siatkarze, których pasją jest muzyka pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>