Hangout z Facundo Conte – tłumaczenie

Co o swojej karierze, reprezentacji, Polsce i przede wszystkim siatkówce mówi argentyński siatkarz? W zeszłym tygodniu Facundo Conte, zawodnik PGE Skry Bełchatów, wziął udział w Hangoucie dla argentyńskiej telewizji TyC.

 


Na początek, najnowsze wiadomości. Niedawno wróciłeś do treningów, jak Ci idzie?

– Można powiedzieć, że jestem już na ostatniej prostej. Przeszedłem operację 31 marca, dlatego znalazłem się poza sezonem reprezentacyjnym. Chyba dwa tygodnie temu powróciłem do pełnych treningów, jak wszyscy zawodnicy. Oczywiście wciąż mam braki, ale bark jest już sprawny musi jeszcze odzyskać siłę, a to długa droga. Jeśli Bóg pozwoli za 1-2 tyg. będę gotowy do gry. Z niepokojem wyczekuje tego momentu.

Pojawiałeś się już kilkakrotnie na boisku podczas meczów. Jak się czułeś wracając do gry?

– Tak, wchodziłem na przyjęcie. W ostatnim meczu także blokowałem i udało mi się zaatakować. Przed sezonem rozegrałem kilka spotkań towarzyskich. Oczywiście było to dla mnie bardzo ekscytujące, bo brakowało mi tych emocji płynących z gry.
Przed operacją trochę grałem, ale ostatnie mecze w dobrych warunkach zagrałem w grudniu. Minęło dużo czasu, więc jak tylko trener o coś mnie prosi, wchodzę na boisko by pomóc, poczuć środowisko od środka, za bardzo jestem przyzwyczajony do kwadratu dla rezerwowych. Na nowo staram się zaprzyjaźnić z boiskiem, wejść w rytm gry. To wszystko nie będzie łatwe. Ale to coś wspaniałego móc powrócić do gry o punkty i poczuć te emocje.

Wracając do operacji, pozbyłeś się już wszystkich dolegliwości, jakie odczuwałeś?

– Oczywiście wszystkie problemy, jakie miałem zostały rozwiązane. Dziś bark jest zdrowy. Pracuję nad jego siłą i zbilansowaniem, wyniosłem dużo z tej lekcji, co pomoże mi w przyszłości zapobiec innym domniemanym problemom.. Bark jest bardzo delikatny i trzeba o niego dbać, teraz nauczyłem się z nim pracować i na pewno będzie mi szło dużo lepiej.

Od niedawna jesteś w drużynie z Bełchatowa, powiedz, jakie są wasze aspiracje?

– Klub ostatni sezon zakończył na piątym miejscu, rok wcześniej przegrał w finale. A siedem wcześniejszych lat wygrywał mistrzostwa, dlatego chcemy wrócić do wygrywania. Gramy teraz też w pucharze CEV i oczywiście chcemy wygrywać wszystko, puchar jak i mistrzostwo Polski. Dlatego przybyłem do tego wspaniałego klubu z wielką historią by podjąć to wyzwanie. Teraz oglądam mecze z boku, na trybunach jest dużo kibiców i jest bardzo emocjonująco. Ściągnięto mnie tu bym mógł pomóc i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł to zrobić.

W sobotę czeka Was kolejne spotkanie, tym razem zagracie z Zaksą. Rozmawiałeś z trenerem czy pozwoli Ci pograć trochę dłużej?

– Rozmawiałem o tym 2-3 tyg. temu i Miquel powiedział mi, z czym całkowicie się zgadzam, że granie w meczach z tak silnymi przeciwnikami jak Resovią – ostatni podwójny mistrz Polski, i Zaksą, która grała w finałach Ligi Mistrzów i w finale mistrzostw Polski, to nie najlepsze rozwiązanie. Nie tylko ze względu na moją kontuzję, ale też rytm gry. Oczywiście jak w poprzednim meczu jestem do dyspozycji i zrobię, co będzie mi kazał. Jeśli będzie chciał, abym zagrał, tak będzie. Wiem, że trener mi ufa. Mam jednak nadzieję, że mój zespół będzie grał dobrze i nie będzie potrzeby bym wchodził na boisko. I zrobię to w innym tygodniu, kiedy będę czuł się lepiej i będę mógł rozegrać normalne spotkanie.

Za pomocą twittera dostajemy wiele pytań. Mili Garcia: „Jakie nabyte doświadczenia w twojej karierze nauczyły Cię najwięcej?”

– To trudne pytanie, w różnych miejscach nauczyłem się wielu rzeczy. I tak, to złe doświadczenie z barkiem pomogło mi zrozumieć jak ważne jest dbanie o ciało, trening siłowy, profilaktyka i wiele innych rzeczy, które wcześniej nie wydawały mi się tak istotne, kiedy byłem młodszy. Pojawiają się niestety takie momenty, które uczą, że trzeba być ostrożnym.
Bardzo ważne dla mnie było doświadczenie nabyte w GEBA (Gimnasia y Esgrima de Buenos Aires – treningi dla młodzieży organizowane przez Hugo Conte) Mój ojciec bardzo mi pomógł, kiedy jeszcze nie grałem żadnych turniejów. Był pierwszą osobą, u boku której nauczyłem się co to profesjonalizm i z biegiem czasu doskonaliłem to.

Fanka z Bełchatowa – Sylwia, zadała pytanie po angielsku: „Jak się czujesz w Polsce? I czy mógłbyś zostać w Polsce na dłużej, np. 5 lat?” Wygląda, że Cię tam bardzo kochają.

– Bardzo. Nie wiem, to mój pierwszy rok tutaj, poprzedni sezon spędziłem w Rosji. Czuję się tu bardziej komfortowo. Ludzie mówią lepiej po angielsku, mogę się z nimi porozumieć. Są bardzo mili. Hale są zawsze pełne kibiców, rozdaję mnóstwo autografów i zdjęć. I to jest fajne, sprawia, że czujesz się dobrze. Co stanie się w przyszłości, tego nie wiem. Mam dwuletni kontrakt. Kto wie może zostanę w Polsce, żyje mi się tu dobrze, ale równie dobrze mogę odejść. Przyszłość jest bardzo niepewna. Koncentruję się na teraźniejszości i cieszę się z doświadczenia zdobywanego w Polsce, które pozwoli mi się rozwinąć.

Mówiąc o nowych doświadczeniach, jak Ci idzie z językiem? Odważyłeś się już wymówić jakieś słowa?

– Odważyłem się, wypowiadam niektóre słowa, ale nie jest to łatwe. Na szczęście niektóre wyrazy są podobne do rosyjskich, których kilku się nauczyłem. Z mniejszym lub większym sukcesem staram się mówić po polsku, ale na nawiązanie konwersacji nie ma szans. Język jest bardzo ładny, nauczenie się go to zapamiętanie słów, których jest tak dużo i są tak różne, że jest to bardzo skomplikowane. Ale oczywiście staram się. Chodzimy na lekcje polskiego, próbuję nauczyć się go, chociaż trochę.

Gra z Nico Uriarte na pewno bardzo Ci pomaga, jak żyje się Wam razem w Polsce?

– To cudowne mieć przyjaciela, prawie brata, w miejscu tak odległym od domu. Pomaga przetrwać wszelkie trudności. Teraz przyjechała dziewczyna Nico, ale do niedawna spędzaliśmy razem całe dnie, jedliśmy graliśmy na PlayStation, oglądaliśmy filmy, zabijaliśmy wspólnie czas by nie być samemu. Nie mówiąc już o grze, gramy z Nico wspólnie, od kiedy skończyliśmy 14 lat, znamy się bardzo dobrze. Myślę że kiedy wrócę na boisko będziemy się dobrze bawić.

Przejdźmy do reprezentacji, gdzie też jesteś w drużynie z Nico Uriarte. W tym roku znalazłeś się poza kadrą, jak widziałeś reprezentację z zewnątrz?

– To był trudny sezon. Myślę, że widoczne były problemy, z którymi się borykamy. Mamy potrzebę ulepszania nas samych, każdego z osobna i całej drużyny. Musimy dużo pracować, to jest fundamentalne. Po IO doszliśmy do wniosków, że mamy braki, które musimy nadrobić pracą, dorosnąć, bo nie jesteśmy już juniorami. Musimy wbić sobie do głowy, że musimy ciężko pracować, musimy zmienić wiele rzeczy. Potrzebujemy radykalnych zmian by odnosić sukcesy. Wszyscy chcemy być dobrym zespołem, ale musimy działać, a nie tylko obiecywać to sobie, bo będziemy mogli robić tak w nieskończoność. Mam nadzieję, że wprowadzimy zmiany, które pozwolą nam się rozwinąć.

Na czym powinny polegać te zmiany?

– Myślę, że przede wszystkim na pracy, jaką wykonujemy. Na IO wydawało nam się, że nasza praca zmierzała w dobrym kierunku, jednak wyszło inaczej. W tym roku wydaje mi się, że zmiany również zostały wprowadzone, a rezultaty okazały się jeszcze gorsze od poprzednich. Myślę, że to skomplikowane, federacja i sztab trenerski powinni porozmawiać czy będą w stanie wprowadzić zmiany, zmienić motywację, treningi. Musimy zmienić wiele, by pracowało się nam lepiej.

Mówisz z zewnątrz, widziałeś problemy, których wcześniej, jako członek drużyny mogłeś nie dostrzegać, na czym one polegają?

– Wydaję mi się, że w tym roku nastąpiła w zespole zmiana pod względem mentalnym. Wydawało mi się, że chłopaki nie czuli się komfortowo, nastąpiły zmiany na pozycjach. Zawodnicy nie osiągnęli dobrych rezultatów na nowych pozycjach, tak jak robili to na starych. Np. Federico, grał na przyjęciu, ale nie uzyskał oczekiwanego wyniku. Myślę, że musimy odzyskać głód gry, który towarzyszył nam podczas Ligii Światowej 2011, gdzie tą ekipą graliśmy najlepiej. Teraz wszyscy nas znają, wiedzą jak gramy, co robimy, w jakich momentach, więc musimy pracować więcej, zmienić nasze upodobania.

Mówiłeś, że Federico Pereyra zmienił pozycję, kolejną zmiana nastąpiła na pozycjach kapitanów, Ciebie i Rodrigo Quirogę zastąpili Luciano de Cecco i Sebastian Sole. Jak to przyjąłeś?

– W tym roku nie byłem w kadrze, nie odczułem tego z mojej strony, jak ta zmiana wpłynęła od środka na zespół. Na początku Rodrigo został wybrany na kapitana, ponieważ miał najwięcej doświadczenia. Zmiana kapitana nie może wpływać na rezultaty gry, to tylko koszulka i także możliwość rozmowy z sędziami. Myślę, że w tej ekipie zapanowała niekomfortowa sytuacja. Popsuła się przyjazna koegzystencja, która panowała.

Myślisz, że ważne jest by Javier Weber rozpoczął drugi cykl pracy, jako trener reprezentacji i wykonał kroki których potrzebuje ta drużyna?

– To decyzja federacji. Ja, jako zawodnik chcę grać w reprezentacji, chcę wygrywać. I oczywiście jestem do dyspozycji kadry. Tak jak mówiłem wcześniej myślę, że potrzebujemy zmiany w systemie pracy. Reezultaty tego co zostało wprowadzone w tym roku okazały się bardzo negatywne. W ostatnim czasie coś się popsuło w tym zespole, są problemy w środku, przez co myślę, praca będzie trudniejsza do wykonania. Ja oczywiście mogę wyrazić swoje zdanie, ale nie jestem tym, który wybiera. Jestem zawsze do dyspozycji reprezentacji. Trzeba być ponad wszystko, czasami sprawy prywatne wychodzą ponad koszulki reprezentacyjne, a nie powinno tak być. Dlatego nie ważne czy się zgadzam czy też nie, zawsze jestem do dyspozycji trenera.

Myślisz, że w tej grupie jest potencjał by dotrzeć do elity, być jak Brazylia, Rosja. Czy jednak jeszcze dużo jej brakuje?

– Myślę, że mamy potencjał. Rozgrywaliśmy mecze jak ten z USA w 2010 roku, byliśmy dużo młodsi, a Stany Zjednoczone to wielki rywal. Przegraliśmy 1:3, ale mecz był na bardzo dobrym poziomie. W Lidze Światowej 2011 było tak samo w spotkaniach przeciwko Brazylii i Polsce. Nie mówiąc już o Bułgarii i Włoszech, z którymi wygraliśmy. Myślę, że jeśli poprawimy i odzyskamy ten głód możemy wiele osiągnąć. Te drużyny się rozwijały, a my zostaliśmy trochę w tyle. Ciężką pracą możemy to nadrobić.

Wrócisz do gry w reprezentacji w nowym sezonie?

– Tak, oczywiście. Mam nadzieje, choć tego nigdy się nie wie. W przeciągu 2 tyg. Będę już gotowy do gry. I jako zawodnik będę do dyspozycji reprezentacji. Tak, jak mówiłem wcześniej gra dla reprezentacji to coś najpiękniejszego na świecie. Mogę grać w Polsce, która jest pełna kibiców. Mogę grać w jakiejkolwiek innej lidze: włoskiej, rosyjskiej, Ale to nie to samo, co gra dla niebiesko-białych. Kiedy grasz w domu, słyszysz jak ludzie krzyczą: „Argentyna!”, są to bardzo silne emocje, których nie da Ci żaden klub. Nie zrezygnowałbym z tego nigdy, ale to nie jest tylko moja decyzja. Jestem do dyspozycji trenera i federacji, zobaczymy czy mnie wezwą. To już inna sprawa.

Z 12-14 zawodników, z których korzystał w tym roku Weber, wszyscy z wyjątkiem Martina Ramosa grają zagranicą, w Europie lub Brazylii, jak Rodrigo Quiroga. Jak ważne jest to dla reprezentacji?

– Uważam, że to dobrze. W ostatnich latach liga argentyńska rozwinęła się, wzrósł poziom, gra w niej wielu obcokrajowców. Myślę, że przejście do innych lig, takich jak Brazylia czy kraje europejskie, poznanie nowych realiów, nowych trenerów, nowych form treningów pozwalają rozwinąć się indywidualnie każdemu z zawodników. Adaptacja, poznawanie nowych rzeczy, nowych alternatyw gry przy wyższym bloku, silniejsza gra w zależności od kraju, to wszystko pomaga w doskonaleniu umiejętności. I kiedy wracamy do reprezentacji czujemy te zmiany, później możemy grać z Polską lub Włochami i wiemy jak grają, jak wracają do gry. Pozwala to przystosować się do lepszej gry z innymi.

Przybywają pytania na twittera, Nico Feldman prosi o radę: „Co radzisz osobom, które chcą stać się tak wielkie jak Ty?”

– (Śmiech). Naprawdę nie czuję się wielkim. Jestem zawodnikiem, który bawi się tym, co robi. Bez wątpienia ciężka praca popłaca, trening pomógł mi bardzo ulepszyć moje zdolności. Tworzenie sytuacji z gry, takich jak blok, atak znacznie je poprawiłem. I przyjęcie, na początku mojej kariery byłem w tym kiepski, ale spędzałem godziny na treningach z piłką, kończąc z czerwonymi rękami. Kontakt z piłką bardzo pomaga.

Marcelita pyta: „Co jest twoją motywacją? Co sprawia, że każdego dnia zjawiasz się na treningu?”

– Emocje, o których już Ci mówiłem, wejście na boisko, poczucie, że grasz o punkty. Jest to ciężkie do wyjaśnienia. Dziś jest to chęć powrotu do gry, już od prawie 10 miesięcy nie grałem w dobrych warunkach. Ta chęć powrotu na boisko, ponownego zaatakowania piłki, wyrażania swoich emocji, świętowania z drużyną to coś bezcennego. To właśnie tych rzeczy mi brakuje, to one sprawiają, że budzę się każdego dnia z chęcią do pracy. Idę na siłownię o 8 rano, robię ćwiczenia barku by szybciej wyzdrowiał i móc wrócić do gry. Jest zdanie, które mówi, że doceniasz coś bardziej, jeśli to tracisz i to jest okropne. Minęło już dużo czasu, od kiedy byłem na boisku i tęsknię za tym bardzo. Będę dbał o moje ciało najlepiej jak potrafię by nie tracić już momentów gry.

Ivan Castellani, nie wiem czy coś Ci to mówi, wysłał pytanie: „Cześć! Co masz na nosie? Jestem Twoim fanem.”

– (Śmiech). Ivan jest teraz we Francji…Miałem problem z moim nosem z powodu zimna. Cały czas przystosowuję się do klimatu.

My tu w stolicy mamy 33 stopnie.

– Tu, było dziś 2 stopnie. Jest bardzo zimno, a jeszcze nie ma zimy, więc będzie jeszcze gorzej.

Pytanie od Milagros Durels: „Jakie były Twoje najlepsze siatkarskie momenty, które przeżyłeś?”

– Jak mówiłem wcześniej, mistrzostwo z moim ojcem, to było coś wspaniałego. Doceniam to nawet bardziej teraz niż wtedy, dorosłem i zdałem sobie sprawę z tego, czego dokonaliśmy. To niesamowite, że mogliśmy grać razem. Myślę, że Liga Światowa z 2011 roku to też coś cudownego, był to nasz dobry turniej. Walka o medale w Final Six, tu w Polsce. Później Olimpiada, na której nie mogliśmy zagrać tak jak chcieliśmy. Jednak oglądanie ceremonii otwarcia od środka, a nie przed telewizorem jak wcześniej, to naprawdę coś niesamowitego. Mam nadzieję, że mundial w Polsce też będzie niezapomniany.

Facundo Twoim ojcem jest Hugo Conte, najlepszy siatkarz w historii siatkówki, jak sobie radziłeś z byciem synem sławy?

– Teraz już to minęło, ale w pewnym momencie było ciężko. Mój ojciec był w swoim dobrym momencie, a ja dopiero zaczynałem i oczy wszystkich były skierowane na mnie. Na to, co robię, czy robię to dobrze, czy też źle. Początki nie były łatwe, ale mając moich rodziców u swego boku, uświadomili mi, że robię to, co kocham i daje mi to radość. Nie ważne jest, co mówią inni, jeśli robię to, co sprawia mi przyjemność. Później to wszystko mijało, oczywiście mój tata jest dalej moim tatą, jest tym, kim był, ale ja dorosłem. To dla mnie wielka zaleta, mając w domu mojego ojca.

Jesteś synem Hugo Conte, myślisz że zacząłeś pisać już swoją własną historię jako Facundo Conte?

– Tak, przestałem być postrzegany, jako tylko syn Hugo Conte na mundialu. Zagraliśmy Ligę Światową, później Mistrzostwa Świata i właśnie wtedy zademonstrowałem sobie i innym, że potrafię. Dzięki treningom, jeśli będę się rozwijał, mogę stać się kimś. Od tego momentu zacząłem pisać własną książkę, która jest niewielka i bardzo skromna. Mam jednak nadzieję, że z biegiem czasu będzie coraz większa i bardziej interesująca.

Pytanie od Agus Micolucci: „Czy odczuwałeś jakąś presję ze strony ojca by rozpocząć karierę siatkarską?”

– Żadnej, wręcz przeciwnie. Zdanie, które było obecne w moim domu, na którym się wychowałem brzmi: „Presja jest dla starych”. Boisko jest niesamowite, daje mi wiele radości i kropka. Mój tata zawsze zdejmował ze mnie presję, przed każdym meczem powtarzał baw się dobrze, ciesz się tym, co robisz. Później przyszły też momenty na korekty i rady. Ale największą radę, jaką od niego zawsze dostawałem, to bym się cieszył grą.

Teraz Hugo jest komentatorem meczy siatkówki na naszym kanale, śledzisz ligę argentyńską. Jeśli tak, co o niej sądzisz?

– Tak, śledzę. Myślę, że liga odczuła to, że wielu zawodników odeszło zagranicę. Praktycznie wszyscy reprezentanci grają na zewnątrz. 12-14 zawodników grających na wysokim poziomie już nie ma w lidze, zastąpili ich młodsi. Myślę, że liga jest konkurencyjna i trzyma dobry poziom. Młodzi zawodnicy się rozwijają, drużyny są dobrze skompletowane, uzupełnione w obcokrajowców. Jak już mówiłem myślę, że liga w ostatnich latach się rozwinęła i mam nadzieję, że będzie się dalej rozwijała. I cały siatkarski ruch w Argentynie był coraz lepszy.

Jak to jest dzielić drużynę ze Stephanem Antigą? Z całą historią, którą napisał wiedząc, że na koniec sezonu będzie trenerem reprezentacji Polski?

– Klub zabronił nam rozmawiać na ten temat. Ale dzielenie zespołu ze Stefanem… oczywiście nie mam takiego samego zaufania, ale porównuję go do mojego ojca. Kiedy widzisz jak mądrość gry i zdolności techniczne sprawiają, że zdolności fizyczne są mniej zauważalne. Jest to starszy zawodnik, nie skacze tak jak inni, atakuje lżej, ale w obronie to niesamowity zawodnik. Czasami skaczesz do bloku i po jego ataku śmiejesz się i zastanawiasz jak i którędy weszła piłka. Jak on to zrobił, że zdobył ten punkt. W ostatnim meczu Stefan został MVP, to naprawdę bardzo dobry siatkarz. Liga polska posiada wielu obcokrajowców, ale Stefan to zawodnik inteligentny, który posiada wizję gry i niesamowitą technikę. Trudno jest naśladować kogoś tak wielkiego i z takimi zdolnościami technicznymi, ale czasami starasz się robić te same rzeczy i Ci nie wychodzą. To, że będzie to jego ostatni rok, jako zawodnika, czyni go jeszcze ważniejszym dla niego. Musi być bardziej zmotywowany, grać na 100%, wygrywać wszystko. Bardzo się cieszę, że mogę z nim dzielić drużynę, jak i z innymi, ale teraz mówimy głównie o nim. To postać z wielkim siatkarskim nazwiskiem.

Facundo dotarliśmy do końca, dziękuję za poświęcony nam czas.

– Dziękuję, to była przyjemność porozmawiać po hiszpańsku, oczywiście robię to na treningach, ale miło było zmienić otoczenie.

Tłumaczenie: Anita Sielska
Źródło: youtube.com/TyCSports

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*