Post Piotr Matela: Uczulałem przed trzecią partią, że będzie ona najtrudniejsza pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Początek spotkania z drużyną Enea PTPS Piła w wykonaniu bydgoskich siatkarek był dobry. Dwie partie Pałacanki rozstrzygnęły na swoją korzyść, dzięki czemu już w trzeciej odsłonie mogły zakończyć całe spotkanie. Tak się jednak nie stało. „Nie wiem co zmieniło się od trzeciego seta, bo tak naprawdę Piła nie zagrała nic, co sprawiałoby nam nie wiadomo jaką trudność. Myślę, że puściła głowa, puściła koncentracja na początku trzeciego seta” – mówił po końcowym gwizdku trener bydgoskiej ekipy, Piotr Matela.
Nauczyciel drużyny Pałacu Bydgoszcz przyznał, że spodziewał się trudności w trzecim secie. „Uczulałem przed trzecią partią, że będzie ona najtrudniejsza, bo zbyt dobrze poszły dwa pierwsze sety. To, co powiedziałem niestety się sprawdziło”.
Mało brakowało, a spotkanie z drużyną z Piły zakończyłoby się wynikiem korzystnym dla gości. W decydującej, piątej odsłonie bydgoszczanki zachowały jednak zimną krew, a także koncentrację i zapisały na swoim koncie cenne dwa punkty. Piotr Matela przyznał, że spotkanie mogło mieć swój finał już wcześniej, ale z racji tego, że nie należało ono do łatwych, zwycięstwo w tie-breaku również jest zadowalające. „Cieszę się, że wygraliśmy ten mecz, bo był wbrew pozorom bardzo ciężki. Tym bardziej, że mieliśmy świadomość, że Piła to jest drużyna, której jeśli poda się rękę, to będzie problem. My tą rękę podaliśmy, ale brawa dla dziewczyn za to, że w tym najważniejszym secie zebrały się i zagrały tak, jak graliśmy pierwsze dwa sety. Ten mecz powinien być za 3 punkty. Nie jest – trudno. Ciesze się, że wygraliśmy i wyszliśmy z trudnej sytuacji”.
Najbliższe spotkanie na własnym terenie Pałac Bydgoszcz rozegra 28 listopada z BKS Profi Credit Bielsko Biała. Nieco wcześniej, bo 24 listopada zespół wybierze się do Kalisza, gdzie podejmie miejscową drużynę Energa MKS. Obie ekipy dotychczas zdobyły nieco więcej punktów niż Pałacanki. Sytuacja zawodniczek z Grodu nad Brdą może być tym trudniejsza, że po kontuzji Tamary Gałuchy zespół musi radzić sobie bez nominalnej atakującej. Na chwilę obecną miejsce nieobecnej koleżanki zajęła dotychczasowa przyjmująca, Patrycja Polak-Balmas. „Dla nas żaden mecz nie jest łatwy. Tym bardziej, że jesteśmy w sytuacji, gdzie nie mamy nominalnej atakującej na ten moment. Mam świadomość, że na przykład Patrycji Polak, która nie jest nominalną atakującą jest ciężko czasem z prawego skrzydła skończyć piłkę sytuacyjną, ale w takiej sytuacji też trzeba sobie radzić. Nie zmienia to faktu, że oczekuje od zespołu, że będzie walczył do ostatniej piłki i o każdą piłkę” – zakończył Piotr Matela.
Autor: Agnieszka Piasecka
Źródło: informacja własna/foto: kspalac.bydgoszcz.pl
Post Piotr Matela: Uczulałem przed trzecią partią, że będzie ona najtrudniejsza pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Patrycja Polak-Balmas: W piątej partii pokazałyśmy, że jesteśmy lepsze pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Od początku spotkania bydgoszczanki radziły sobie bardzo dobrze. Premierową odsłonę udało im się rozstrzygnąć z dużym zapasem punktowym (25:15), a drugi set wygrały z nie gorszym wynikiem, 25:20. Kolejne dwie odsłony spotkania nie były już tak kolorowe i mało brakowało a sprawdziłoby się stare, siatkarskie powiedzenie „Kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3”. „Myślę, że powinnyśmy ten mecz skończyć w trzech setach, bo te dwa pierwsze wyglądały naprawdę dobrze. W trzecim wkradła się chyba dekoncentracja, popełniłyśmy za dużo błędów. Potem to pociągnęło czwartego seta, ale całe szczęście, że ogarnęłyśmy się i w tej piątej partii pokazałyśmy, że jesteśmy lepsze” – komentowała na gorąco Patrycja Polak-Balmas.
W trzeciej odsłonie zawodniczki z Piły szybko postarały się o przejęcie inicjatywy, z czym wyraźnie nie radziły sobie bydgoszczanki. „Wdarła się niepewność i stąd ta nasza trochę słabsza gra, ale na szczęście wyszłyśmy z tego cało” – mówiła o sytuacji Patrycja Polak-Balmas.
Całe spotkanie nie należało do łatwych i trudno wskazać element, który mógłby zadecydować o tym, że szala zwycięstwa przeszła na stronę Pałacu. Wczorajsza MVP uważa jednak, że gra zespołu wyglądała lepiej, niż do tej pory. „W pierwszych dwóch setach atakowałyśmy z bardzo dużą skutecznością i myślę, że możemy być z tego zadowolone. Lepiej niż w poprzednich meczach funkcjonował też nasz system blok-obrona”.
Warto wspomnieć, że Patrycja Balmas-Polak to przyjmująca, która została przemianowana na atakującą po tym, jak Tamara Gałucha doznała kontuzji. Mimo, że siatkarka dopiero uczy się funkcjonowania na nowej pozycji, trzeba przyznać, że statuetka dla najlepszej zawodniczki we wczorajszym spotkaniu dowodzi, że idzie jej to całkiem nieźle. „Atak to nie jest moja pozycja i dopiero trenuje od momentu, kiedy nasza nominalna atakująca przestała trenować. Nie jest to dla mnie łatwe, ale mam nadzieję, że wychodzę z tego obronną ręka” – zakończyła Patrycja Polak-Balmas.
Autor: Agnieszka Piasecka
Źródło: informacja własna/foto: kspalac.bydgoszcz.pl
Post Patrycja Polak-Balmas: W piątej partii pokazałyśmy, że jesteśmy lepsze pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Piotr Gruszka komentuje sporne sytuacje z meczu z Chemikiem Bydgoszcz pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Bydgoszczanie zwyciężyli w pojedynku z GKS-em Katowice w czterech odsłonach. Zawodnicy z Grodu nad Brdą dobrze odczytywali zamiary rywala, a ich wygrana była w pełni zasłużona. Nie obyło się jednak bez kontrowersyjnych sytuacji. Mocne zagrywki Bartosza Krzyśka w końcówce trzeciej partii pozwoliły gościom na odrobienie punktów, które wcześniej stracili. Bartłomiej Lipiński z ekipy Chemika Bydgoszcz, łapiąc się za nogę postanowił wezwać na pomoc fizjoterapeutę, dając tym samym swojej drużynie chwilę odpoczynku. Wyraźnie nie spodobało się to Piotrowi Gruszce. Szkoleniowiec przyjezdnych niedługo później żywo dyskutował z bydgoskim atakującym. Opinią w tej sprawie podzielił się także po zakończeniu meczu. „Nie chcę za bardzo tego komentować. On już swoje wie. Młody jest, niech się uczy. Takich rzeczy się w siatkówce nie robi. To było zachowanie znane raczej z boisk piłkarskich”.
Piotr Gruszka wspomniał też o decyzji arbitra, która jego zdaniem nie powinna mieć miejsca. Chodziło o zagrywkę Raphaela Margarido. W trakcie jego serwisu komisarz chciał przerwać akcję, jednak sędzia główny nie wyraził zgody. Zaskoczeni sytuacją katowiczanie kompletnie się pogubili, skutkiem czego było zdobycie punktu z serwisu w wykonaniu Brazylijczyka. Protesty sztabu szkoleniowego GKS-u nie przyniosły skutku. „Druga sytuacja miała miejsce z sędzią, a właściwie komisarzem, który gwizdnął, żeby przerwać akcję, natomiast arbiter główny ją puścił. Dla mnie to było nieco dziwne. Bydgoszczanie perfidnie to wykorzystali i zwyciężyli. Te dwie sytuacje w jednym momencie miały wpływ na rozstrzygnięcie w secie, ale z pewnością nie w całym meczu” – mówił Piotr Gruszka.
Kontrowersje wybiły z rytmu przyjezdnych, którzy do końca seta, a także spotkania nie zdołali odeprzeć ataków bydgoszczan. Ostatnia, czwarta partia rozstrzygnęła się już przy stanie 25:14. „Kiedy mamy przewagę to potrafimy grać, ale gdy wynik jest na styku, to pojawia się problem. Czwarty set był już ewidentnie przegrany. Nie mogę zarzucić chłopakom, że nie walczyli, ale były sytuacje, kiedy przeciwnik plasami zdobywał punkty kilka razy z rzędu, to niedopuszczalne na tym poziomie. Podobnie jak to, że w pewnym momencie się poddaliśmy. Nie można sobie na coś takiego pozwolić, jeżeli walczy się o każdy punkt – zakończył Piotr Gruszka.
Autor: Agnieszka Piasecka
Źródło: informacja własna
Post Piotr Gruszka komentuje sporne sytuacje z meczu z Chemikiem Bydgoszcz pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Mateusz Masłowski: Zagraliśmy ten mecz bardzo drużynowo, mądrze i cierpliwie pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Angelika Golubek, Volleyflash.pl: Dzisiejsze spotkanie od początku układało się po Waszej myśli, małą wpadkę zaliczyliście tylko w przegranym 2. secie, czego Wam w nim zabrakło?
Mateusz Masłowski: Ciężko mi tak teraz od razu po meczu powiedzieć czego nam zabrakło. Nie pamiętam nawet, którego seta przegraliśmy, a którego wygraliśmy (śmiech). Po prostu tak wyszło, że przegraliśmy tę partię, nie wiem czy to było na przewagi czy nie. Szkoda jej na pewno, ale wygraliśmy za trzy punkty, jesteśmy szczęśliwi i to nam wystarcza. Normalne jest, że w siatkówce czasami się noga potyka.
Kolejne partie należały już jednak do Was, w czym byliście lepsi od gospodarzy?
Myślę, że na pewno bardzo dobrze w tym spotkaniu graliśmy blok-obrona, także to jest na plus dla nas. Zagraliśmy ten mecz bardzo drużynowo, mądrze i cierpliwie.
Dzisiejsze zwycięstwo jest Waszym pierwszym w tym sezonie, myślisz, że podbuduje ono teraz morale zespołu?
No oczywiście, czekaliśmy od siedmiu spotkań na to zwycięstwo. Jesteśmy bardzo, bardzo zadowoleni, że ta nasza ciężka praca na treningach zaowocowała i miejmy nadzieję, że teraz będzie już tylko coraz lepiej.
Masz nadzieję, że ta wygrana pociągnie za sobą kolejne i teraz Asseco Resovia rozpocznie serię zwycięstw?
Mam nadzieję, że to jest takie przełamanie, nie no na pewno to jest przełamanie dla nas. Co będzie dalej – na pewno będziemy dawać z siebie wszystko w każdym meczu i będziemy teraz ciężko trenować, już każdy z nas od teraz myśli o kolejnym spotkaniu.

Niedawno rozpoczęliście współpracę z nowym trenerem, jak się ona układa?
Ja osobiście mogę mówić za siebie, ale jestem bardzo zadowolony, póki co jest świetnie i mam nadzieję, że tak zostanie do końca. Bardzo dużo trener mi daje pewności siebie, a także uczy, bo mam dwadzieścia jeden lat i pokazuje mi tak naprawdę na czym ta siatkówka polega.
Kolejny mecz zagracie w piątek u siebie z Indykpolem AZS Olsztyn, czego spodziewasz się po tym pojedynku?
Od teraz już myślimy o tym meczu, na pewno będziemy chcieli wyjść i wygrać za trzy punkty, no nawet za dwa, ale wygrać. Wiadomo, że byśmy chcieli wygrać za trzy, bo tak jest najlepiej. Zespół z Olsztyna trochę się zmienił od poprzedniego sezonu, także zobaczymy jak to będzie. Na pewno trener będzie analizował wszystko, a nam przekaże wyniki swoich analiz. Póki co na początku skupimy się na sobie, a już później na naszych rywalach.
Gracie to spotkanie u siebie, działa to na Waszą korzyść?
Na pewno u siebie jest dużo lepiej grać, chociażby dlatego, że nasi kibice w ostatnim meczu byli niesamowici. Ostatnimi czasy z powodu poziomu naszej gry nie zawsze było tak jak wtedy. My walczymy na boisku i cieszymy się, że oni nam bardzo mocno pomagają.
Jakie stawiacie przed sobą cele w tym sezonie?
Na pewno jako drużyna chcielibyśmy wejść do szóstki do play-offów, bo nie ma co się okłamywać jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Teraz jest okej, bo jest euforia po zwycięstwie, ale nadal nam dużo brakuje, żeby tam się dobić i myślę, że to będzie nasz cel. Później jak się dobijemy to na pewno chcielibyśmy wygrać ligę.
Dziękuję za rozmowę.
Dla volleyflash.pl rozmawiała Angelika Golubek.
Post Mateusz Masłowski: Zagraliśmy ten mecz bardzo drużynowo, mądrze i cierpliwie pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Andrzej Wrona: Wpadam na różne pomysły i staram się je realizować pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Magdalena Żywicka, volleyflash.pl: Mieliście wymarzony początek sezonu, potem przyszły dwie porażki. Czy można uznać, że był to wypadek przy pracy?
Andrzej Wrona: Czy ja wiem, czy wypadek? Ta liga taka jest, że można z każdym wygrać, z każdym przegrać. Myślę, że układ tabeli jest zaskakujący, bo przed sezonem wszyscy pewnie nie myśleli, że ta liga będzie aż tak wyrównana. My zagraliśmy trzy dobre mecze, a potem dwa słabsze. Rywale zagrali lepsze spotkania i to było tego powodem przegranej ze Szczecinem i Radomiem. Cieszy to, że w końcu po ty h porażkach wróciliśmy do dobrej gry i tym razem udało się wygrać.
Bez względu na to, czy wygrywacie, czy przegrywacie, zauważyć można, że jesteście już wyjątkowo zgraną drużyną, pomimo tego, że było wiele zmian w składzie.
AW: Część tego zespołu została po zeszłym sezonie, doszło parę nowych twarzy, no ale już z cztery miesiące ze sobą trenujemy, więc już ta gra wygląda coraz lepiej. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym meczem będzie jeszcze lepiej.
Jak w trzech słowach określiłbyś zatem ten zespół?
AW: W trzech słowach? Ciężkie zadanie. Bardzo dobry zespół.
Kolejne spotkanie gracie ze Skrą, w której przez jakiś czas grałeś. Czy masz jeszcze jakimś sentyment do spotkań z tą drużyną?
AW: Lubię wracać do Bełchatowa, bo spędziłem tam fajne trzy lata. Cieszę się, że zobaczę się z niektórymi znajomymi. Lubię tę halę, więc na pewno jakiś sentyment jest.

Nawiązując do waszego meczu z MKS-em Będzin. Co takiego stało się w tym pierwszym secie? Zaczęliście świetnie, a potem sytuacja odwróciła się.
AW: W tym pierwszym secie mieliśmy faktycznie przewagę, a potem trafił się jakiś przestój, no i rywale zdobyli kilka punktów. Mieliśmy problemy z przyjęciem, więc musimy na pewno szybciej reagować w takich sytuacjach na przyszłość. Szybko wyciągnęliśmy wniosku, bo już potem ta gra szła zdecydowanie lepiej i wygraliśmy, także zaprosiliśmy w tym pierwszym secie Będzin do grania, ale dobrze, że to był tylko ten jeden set.
Do waszej ekipy dołączył niedawno Rafael Araujo. Czy podczas jakichś przygotowań do tego meczu doradził wam jakoś, na co zwrócić szczególną uwagę?
AW: Nie byłem świadkiem takich rozmów między nim a sztabem, więc nie chcę skłamać. Nie wiem. Ale na pewno zna chłopaków, halę, więc było mu trochę łatwiej, co było zresztą widać, chociażby na bloku, bo kilka razy spektakularnie zatrzymał ich, a to świadczy o tym, że pamięta jak oni grają.
Co jest Twoją odskocznią od siatkówki?
AW: W jesienno-zimowe wieczory ubiegłego roku był to saksofon. Tak ogólnie Netflix i seriale.
A podróże?
AW: Jeżeli mówimy generalnie to tak. Uwielbiam podróże. W sezonie też się one trafiają, bo teraz na przykład byliśmy w pięknym Sosnowcu. Udało mi się nawet spełnić moje marzenie z tym związane w te wakacje i polecieć dookoła świata, także podróże zdecydowanie są tą odskocznią.
No właśnie. Nietypowy pomysł na podróż. Skąd się wziął?
AW: Z mojej głowy. Po prostu wpadłem na taki pomysł, a wpadam na różne i staram się je realizować. Ten wydał mi się fajny i ciekawy, więc cieszę się, że się odważyłem i udało się.
Pomysł nieco ryzykowny, bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi.
AW: Może ta forma, którą ja wybrałem jest odrobinę ryzykowna, bo kupiłem tylko jeden bilet na początku – do Bangkoku, a dalej była forma „potem zobaczymy”. Nie miałem żadnych noclegów, nie miałem kolejnych biletów, więc nie wiedziałem ile mi to zajmie, ani kiedy wrócę. Ale polecam bardzo wszystkim taką formę podróżowania, bo jest bardzo ciekawa i można poznać bardzo dużo fajnych ludzi.
Byłem moment, w którym tego żałowałeś?
AW: Nie. Chyba nie miałem takiego momentu. Najbardziej męczące były loty, bo wiadomo, jestem wysoki, a starałem się podróżować tanimi linami lotniczymi, więc czasami było bardzo niewygodnie, ale wiedziałem, że tak będzie, więc nie mogę powiedzieć nic złego.

Masz jeszcze jedną pasję, którą jest pomaganie najmłodszym.
AW: Powiedziałbym po prostu pomaganie. Szczególnie najmłodszym.
Zapytam po prostu – dlaczego?
AW: Bo fajnie jest pomagać. Jeżeli ktoś nigdy nie pomagał i zastanawia się, jak to jest, to niech spróbuje raz pomóc i się przekona. Fajnie jest widzieć uśmiech osoby, której się pomogło, albo której się zrobiło niespodziankę. Mnie to dużo nie kosztuje, bo tylko mój czas wolny, a że nie mam jeszcze swoich dzieci, to mogę go poświęcić innym.
Czy to jest coś, co ściąga Cię na ziemię?
AW: Myślę, że to ściągnęłoby każdego na ziemię. Jak tylko czasami, gdzieś tam odlatuję, to sobie myślę właśnie, o tym, jak ciężko mają te dzieciaki, które walczą z tymi chorobami i tak naprawdę te problemy, które mamy to nie są problemy. Zdrowia nie da się kupić.
Z tego tytułu spływa czasem na Ciebie mnóstwo hejtu, chociażby, że „gwiazdorzysz”. Jaka jest Twoja reakcja na to? Jak siedzisz w domu i czytasz te komentarze na portalach społecznościowych.
AW: Jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno. Naprawdę. Ja nie robię tego dla tych ludzi, nie robię tego pod publiczkę. Mam takie możliwości, znam parę osób, do których mogę łatwo dotrzeć i spełnić marzenie dzieciaków, nawet jeżeli to nie zawsze jest spotkanie ze mną, tylko z kimś innym znanym. Jestem w stanie to załatwić jednym, czy dwoma telefonami. Mnie to sprawia frajdę, tym dzieciakom to sprawia frajdę. Nie czytam tych komentarzy, a jak komuś się naprawdę nudzi, to niech sobie pisze.
Dla volleyflash.pl rozmawiała Magdalena Żywicka.
Post Andrzej Wrona: Wpadam na różne pomysły i staram się je realizować pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Damian Kogut: Cieszy fakt, że pniemy się w górę i nasza gra wygląda coraz lepiej pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Kamila Walczak, volleyflash.pl: Jak oceniasz ostatnie spotkanie z MCKiS Jaworznem?
Damian Kogut: Spotkanie przebiegło dobrze. Wygraliśmy 3:1. Na początku gra szła nam całkiem dobrze. Potem niestety przegraliśmy końcówkę trzeciego seta, ale już w kolejnym pokazaliśmy, że potrafimy z takich sytuacji wychodzić i po protu wygraliśmy spotkanie.
Jaki był mocny oraz słaby punkt drużyny?
DK: Na pewno brakowało nam bloku. Dopiero w końcówce meczu zaczęliśmy blokować. A jeśli chodzi o mocny atut to na pewno przyjęcie oraz atak. Tak na prawdę te elementy doprowadziły do tego, że wgraliśmy ten mecz 3:1.
O ile ten pierwszy set był zacięty, to drugi już zdecydowanie przebiegał po Waszej myśli.
DK: Przemyśleliśmy wszystkie nasze błędy, które popełniliśmy w pierwszym secie. Trener nam sporo podpowiedział, np. jak skakać do atakującego, ponieważ nie mogliśmy go zatrzymać. Dzięki temu udało nam się zatrzymać go kilka razy i wygrać tego seta dosyć gładko.

Trener dał również Tobie szansę, aby zagrać na boisku. Jak oceniasz swój występ?
DK: Niestety nie za dobrze. W ataku mi trochę nie wychodziło, ale za to nadrobiłem zagrywką i przyjęciem. I z tego jestem na prawdę zadowolony.
Kolejne cenne zwycięstwo i kolejny trzy cenne punkty dla drużyny.
DK: Wspięliśmy się do góry, z tego co wiem. Parę zespołów, takich pewniaków można powiedzieć, przegrało mecze. Bardzo cieszy mnie fakt, że pniemy się w górę i nasza gra wygląda coraz lepiej. Oby tylko tak zostało do końca.
Kolejne dwa spotkania ze spadkowiczami z PlusLigi. Czego się spodziewacie?
DK: Szczerze? Jeszcze nie wiem. Będziemy jeszcze przyglądać się temu, jak przeciwnik gra i jak sobie radzi na wysokich piłkach, jak sobie radzi w przyjęciu czy też obronie. Będziemy wszystko realizować i będziemy wyciągać jak najlepsze wnioski z tego oraz przekładać to na boisko.
Czy myślisz, że uda Wam się utrzymać passę wygranych spotkań domowych?
DK: Nie ma innej opcji.
Inną sprawą jest fakt, że Norwid Częstochowa od początku sezonu boryka się z wieloma kontuzjami.
DK: Ostatnio Mariusz Schamlewski w trakcie meczu doznał urazu. Co więcej w czasie ostatnich treningów Łukasz Usowicz skręcił palec oraz Wiktor Rajsner skręcił obydwa kciuki. Jak widać kontuzje w tym sezonie nas nie odpuszczają.
Czego mogę Wam życzyć na nadchodzące spotkania?
DK: Powodzenia oraz wygrania 1. Ligi.
Dla Volleyflash rozmawiała Kamila Walczak.
Fot.: Natalia Grabarczyk
Post Damian Kogut: Cieszy fakt, że pniemy się w górę i nasza gra wygląda coraz lepiej pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Justyna Kędziora: Gdybym nie trenowała, to myślę, że byłoby mi się ciężej uczyć pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Julia Białasik, volleyflash.pl: Bardzo dobrze rozpoczęłyście jako zespół ten sezon, same wygrane to jest coś. Jaki jest na to patent, co takiego jest w tej drużynie, że ona wygrywa?
Justyna Kędziora: Mamy bardzo waleczne charaktery i myślę, że to jest głównym, naszym atutem. Bardzo szybko się regenerujemy, mimo to, że gramy tak naprawdę, co trzy dni praktycznie, jest mecz. Także, uważam że jest to mobilizacja, szybka regeneracja i to są nasze właśnie pewne zalety.
Jesteś w drużynie już drugi sezon, ale jesteś najmłodszą zawodniczką. Czy nie czujesz się przez to trochę inaczej, nie czujesz różnicy w traktowaniu?
JK: Myślę, że zdążyłam się wdrożyć już w zespół, wiadomo zawsze jest ten najmłodszy w zespole i ma te same role w każdej drużynie, ale nie czuję się jakaś inna.
Uczysz się jeszcze, oprócz tego mecze, treningi, nauka, dużo tego. Czy jesteś w stanie to jakoś pogodzić? Jest na to jakiś złoty środek?
JK: Staram się to wszystko pogodzić, nie jest łatwo, ale no myślę, że sport ma to w sobie, że po prostu powoduje, że potrafię się sama zdyscyplinować. Gdybym nie trenowała, to myślę, że byłoby mi się ciężej uczyć. Tak naprawdę wiem, że mam czas teraz i muszę się teraz uczyć. Jakbym miała dużo czasu, to bym robiła nie wiadomo co. Skupiałabym się na różnych innych niepotrzebnych możliwie rzeczach.
To w takim razie, czy w Twoim słowniku jest miejsce na słowo „czas wolny”?
JK: Rzadko się pojawia takie słowo, ale zdarza się. Każdy musi kiedyś odpocząć.

Julia Twardowska już na początku spotkania musiała zejść z boiska. Czy to działa w jakiś sposób na drużynę? Czy przez cały mecz jest w głowie, gdzieś to wydarzenie, czy raczej szybko trzeba się tego wyzbyć i grać dalej?
JK: Wiadomo jest presja, bo pierwszoskładowa zawodniczka doznaje kontuzji. To nie będzie łatwa, dalsza gra, a presja jest na początku, potem trzeba się tego wyzbyć. Nie da się grać z tą świadomością, po prostu zrobić zmianę i grać dalej, po prostu walczyć.
Jak to jest być na meczu w kwadracie rezerwowych? Czy nie masz czasami takiej ochoty wyskoczyć na boisko, zagrać coś inaczej, zmienić coś w grze drużyny? Wiadomo, że z boku wszystko wygląda inaczej.
JK: Właśnie, właśnie, pewnie, że mam ochotę. Z boku naprawdę wszystko wygląda totalnie inaczej, o że mogła to zrobić, to zrobić. Tak naprawdę wiem, bo gram w młodszej kategorii wiekowej, w juniorkach i wiem jak to jest, jak ktoś mówi z boku, mogłaś to, mogłaś tamto. Tak naprawdę to nie jest łatwe. Także staram się wspierać, chociaż z boku drużynę, dopingować je.
Czy w takim razie tę drużynę, obecną, stać na medale, na wielkie osiągnięcia w tym sezonie Ligi Siatkówki Kobiet?
JK: Myślę, że stać. Trzeba to po prostu poprzeć ciężką pracą i to będzie klucz do naszego sukcesu.
Dla volleyflash.pl rozmawiała Julia Białasik.
Foto: budowlanilodz.pl
Post Justyna Kędziora: Gdybym nie trenowała, to myślę, że byłoby mi się ciężej uczyć pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Dwa oblicza Janka Nowakowskiego pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Seria po serii, czyli obecna sytuacja ONICO
Zaliczyli wymarzony początek, rozpoczynając sezon od zwycięstwa za trzy punkty (mecz z Cuprum Lubin) na własnej hali. Ich kolejnym rywalem była Asseco Resovia Rzeszów i jak się okazało, kolejny mecz, kolejne zwycięstwo. Następny w kolejce Aluron Virtu Warta Zawiercie również musiał uznać wyższość rywala. Wszystko, co dobre jednak szybko się kończy. Podczas ostatniego październikowego starcia dali się totalnie zdominować ekipie z Radomia, a kolejne spotkanie ze Stocznią Szczecin również okazało się pechowe.
„Muszę sobie teraz usiąść w szatni i się spokojnie nad tym zastanowić, bo na gorąco ciężko jest oceniać takie mecze, w których niby cały czas jest gdzieś tam mniej więcej równo, a w końcówce wszystko się rozjeżdża. Takie mecze bolą.” – powiedział Nowakowski, po przegranym z ekipą trenera Gogola meczu.
Czy to jest jakiś znak, że siła ONICO nieco zmalała? Z pewnością nie, a młody środkowy ma pewien pomysł, dlaczego tak jest: „Czy ja wiem, czy straciliśmy rozpęd? Graliśmy ostatnio z dwoma bardzo dobrymi zespołami i te mecze przegraliśmy. Zarówno Radom, jak i Szczecin są w tym sezonie bardzo mocne. Nie mówię, że my nie, ale jeszcze jesteśmy na takim etapie, gdzie musimy parę klocków sobie poukładać. Zagraliśmy zdecydowanie za słabo w zagrywce, przez co daliśmy przeciwnikowi bardzo dużo punktów.”

„Jesteś moją konkurencją na… w klubie”
Skład ONICO nico się w tym sezonie zmienił. Ekipa środkowych również je zaliczyła. Klub zmienił Sebastian Warda, natomiast jego miejsce zajął Graham Vigrass. Oprócz niego i Nowakowskiego w Warszawie został jeszcze ex-kapitan Wrona i Jakub Kowalczyk. To sprawia, że konkurencja o miejsce na boisku jest duża. Siatkarze jednak wierzą w wizję trenera Antigi, która płynnie zmienia się z meczu na mecz, co każdemu z nich daje szanse: „Na naszej pozycji mamy bardzo dużą rywalizację i na prawdę niuanse decydują o tym, który z nas gra. Zarówno Andrzej, jak i Graham grają bardzo dobrze, ale nie można powiedzieć, że Kuba, czy ja gramy gorzej. W meczu ze Stocznią Andrzej zagrał minimalnie gorzej w zagrywce. Stephane chciał ten element poprawić, dlatego wpuścił mnie na boisko.”.
Siatkówka to nie wszystko
Jak można się przekonać na portalach społecznościowych Nowakowski wielką miłością oprócz siatkówki darzy również… fotografię! I trzeba przyznać, jest w tym całkiem niezły. Jak się okazało nie jest to chwilowy etap, a raczej coś, do czego Janek wrócił po latach: „To jest pasja, którą mam od bardzo dawna, tylko teraz akurat znalazły się fajne miejsca i troszeczkę czasu. Mogę powiedzieć, że odkurzyłem aparat.”.
Jak przyznaje, priorytetem jest dla niego sport, ale trzeba czasem „wrócić na ziemię”: „Siatkówka jest generalnie czymś, co uwielbiam, ale trzeba mieć od tego jakąś małą odskocznię i w tym wypadku jest to fotografia i grafika komputerowa.”. Swoją pasją udało mu się już zarazić kolegę z ekipy,Jakuba Kowalczyka.
Częścią jego życia wydają się być również podróże, chociaż te ostatnimi czasy mają jeden kierunek – Szczecin, w którym spędza czas wraz ze swoją dziewczyną, również siatkarką, Martyną Grajber. „Ulubione miejsce to zdecydowanie to, gdzie trafiliśmy na mnóstwo food tracków, bo najedliśmy się za trzech. Ciężko mi, póki co oceniać to miasto. Jest z pewnością bardzo ładne. Byłem tutaj dwa weekendy i do tego czasu, który tutaj spędziłem nie mam żadnych zastrzeżeń.” – odpowiedział zapytany o to, jak ocenia Szczecin.
https://www.instagram.com/p/Borg5zaHwUJ/?utm_source=ig_web_button_share_sheet
Autor: Magdalena Żywicka, Pola Iwańczuk
Źródło: informacja własna / plusliga.pl
Post Dwa oblicza Janka Nowakowskiego pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Jakub Bednaruk: Źle rozegraliśmy końcówkę trzeciego seta pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Ekipa z Grodu nad Brdą miała swoje szanse w pojedynku z radomianami, jednak nie potrafiła dostatecznie ich wykorzystać. Szkoleniowiec Chemika po meczu nie krył swojego rozczarowania grą zawodników. „Tak jak parę dni w Gdańsku. W trzecim secie mamy wynik 21:20 i nie potrafimy dokończyć. Później się łamiemy troszkę. Ciężko grać też na wysokiej piłce tak dobrze przez cały mecz. Źle rozegraliśmy końcówkę tego trzeciego seta. To zaważyło potem na początku czwartego.
W całym meczu z dobrej strony pokazał się Bartosz Filipiak oraz Bartłomiej Lipiński. Szkoleniowiec bydgoszczan uważa, że szczególnie ten drugi popisał się dużą skutecznością. Na jego uznanie zasłużył też Paweł Gryc, który posłał w przeciwnika kilka efektywnych zagrywek. W ostatecznym rozrachunku jednak nie wystarczyło to do powstrzymania rywala. „Gryca w końcu nam „złamali”, bo nie grał najgorzej, ale wiadomo, że ta presja na zagrywce na nim była ciągle. Na pewno bardzo dobre zawody rozegrał dziś Bartek Lipiński, po raz kolejny. Wyrasta na lidera naszej drużyny” – przyznał Jakub Bednaruk.
Po zwycięstwie w drugiej odsłonie niewiele brakowało, a Chemik Bydgoszcz triumfowałby także w trzecim secie. Zwycięzca wyłonił się dopiero w końcówce, w której to goście zachowali więcej chłodnej głowy. „Zabrakło… znowu nam zabrakło pół centymetra. Mamy zero punktów i to jest frustrujące. Poza środkiem czwartego seta, kiedy nam odjechali, graliśmy naprawdę dobrą siatkówkę. Umówmy się, to jest wicelider PlusLigi. Byliśmy blisko prowadzenia na 2:1, ale to się nie udało. Pracujemy dalej – zakończył trener bydgoszczan.
Autor: Agnieszka Piasecka
Źródło: informacja własna
Post Jakub Bednaruk: Źle rozegraliśmy końcówkę trzeciego seta pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Robert Prygiel: Trzeci set zaważył na tym, że wygraliśmy całe spotkanie pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Mecz był pełen wyrównanej walki, która w ważnych momentach przechylała szalę zwycięstwa na korzyść przyjezdnych. Mimo kompletu punktów, które zapisali na swoim koncie wielokrotnie musieli stawić czoła dobrej grze bydgoszczan. „Wiedziałem, że to będzie bardzo ciężki mecz i nie jestem zaskoczony. To dla nas cenne zwycięstwo. Proszę mi wierzyć, to nie jest kurtuazja – byliśmy przekonani, że zwycięstwo może nas bardzo dużo kosztować, a nawet możemy przegrać i to się potwierdziło. Na szczęście niuanse zadecydowały o tym, że my wygraliśmy trzeciego seta, potem mentalnie byliśmy lepsi w czwartym secie i przełożyliśmy to na dyspozycję na parkiecie” – mówił po końcowym gwizdku trener Cerradu Czarnych Radom, Robert Prygiel.
Po zwycięstwie gospodarzy w drugim secie niewiele brakowało, aby ich łupem padła także kolejna partia. Dopiero końcówka, zaciętego czwartego seta zadecydowała o tym, że to radomianie osiągnęli zwycięstwo. „Nie wiadomo jakby się potoczył mecz, gdybyśmy przegrali trzeciego seta, ale mam wrażenie, że mogło być 1:3 dla Bydgoszczy. Ta trzecia partia była cały czas wyrównana i w końcówce osiągnęliśmy dwupunktową przewagę i doprowadziliśmy ją do końca. Analizując to, co się wydarzyło, to w mojej opinii ten trzeci set zaważył na tym, że wygraliśmy całe spotkanie – dodał Robert Prygiel.
Przed przyjazdem do Bydgoszczy radomianie mieli na swoim koncie już cztery wygrane. Ich wczorajszy rywal ugrał jedynie dwa zwycięstwa, a po ostatnich meczu kontuzji dostał jeden z kluczowych zawodników, Nikola Kovacevic. Trener Cerradu Czarnych Radom uważa, że to korzystnie wpłynęło na mentalność jego drużyny. „Mieliśmy fajną serię czterech zwycięstw bez straty seta przed tym spotkaniem. Chemik miał trzy mecze przegrane i gdzieś w podświadomości zawodników to siedzi. Uprzedzaliśmy, że to nie będzie łatwy mecz, bo przeciwnik nie miał nic do stracenia i do tego ta kontuzja Kovacevicia mogła nas w jakiś sposób rozluźnić, że zespół bez bardzo ważnego zawodnika będzie jeszcze łatwiejszym przeciwnikiem. Dla mnie jako trenera jest bardzo cenne to, że wróciliśmy do dobrej gry w trakcie meczu. W tamtym sezonie zdarzało się tak, że jak ktoś nas złamał, to nie potrafiliśmy się podnieść. Tym razem było inaczej” – zakończył Prygiel.
Autor: Agnieszka Piasecka
Źródło: informacja własna
Post Robert Prygiel: Trzeci set zaważył na tym, że wygraliśmy całe spotkanie pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>