Post PL: Pierwsza ligowa wygrana Indykpolu AZS Olsztyn w sezonie pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Mecz lepiej otworzyli siatkarze z Będzina – po ataku Adriana Buchowskiego prowadzili 5:3. Gospodarzom udało się doprowadzić do remisu i walka toczyła się przez moment punkt za punkt, jednak ich rywale ponownie wypracowali przewagę, tym razem trzypunktową (10:13). Po przerwie wziętej na żądanie trenera Roberto Santilliego nadeszło odrodzenie olsztynian – ich pogoń za będzińskim przeciwnikiem zakończyła się pomyślnie, a pierwszego seta wygrali na przewagi (26:24) po nie lada emocjach.
W drugiej partii walka toczyła się punkt za punkt. W szeregi Indykpolu AZS Olsztyn wkradły się jednak błędy, przez które w pewnym momencie tracili już nawet cztery „oczka” (10:14 po ataku Jakuba Peszki). Poczynione przez trenera Santilliego zmiany oraz błysk Sebastiana Wardy i Miłosza Zniszczoła w bloku pomogły nie tylko wyrównać stan rywalizacji w secie, ale także obudzić nadzieję na zwycięstwo (21:20). As serwisowy Marcela Luxa zaś dał gospodarzom piłkę setową (24:21). Owa nadzieja ostatecznie nie okazała się złudna – zawodnicy z Warmii wygrali do 23.
Niepowodzenie w poprzednich odsłonach nieco odbijało się na podopiecznych trenera Gido Vermeulena – już na początku trzeciego seta tracili do rywala cztery (1:5), a następnie pięć punktów (3:8). Będzinianie mieli na koncie coraz więcej pomyłek – Jakub Peszko i Jake Langlois zgaśli w ataku, zaś akademicy z Olsztyna byli – głównie za sprawą Miłosza Zniszczoła i Jana Hadravy – na fali i w rezultacie na tablicy wyników pojawił się wynik 12:5. Rafał Faryna próbował swoimi bardzo dobrymi zagrywkami pobudzić drużynę z Będzina do walki, jednak starania okazały się bezskuteczne, bowiem Hadrava i Marcel Lux nie pozwolili przeciwnikom na wiele, dzięki czemu olsztynianie mogli cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w tym sezonie (25:15).
Indykpol AZS Olsztyn – MKS Będzin 3:0 (26:24, 25:23, 25:15)
MVP: Jan Hadrava
Składy drużyn:
Indykpol AZS Olsztyn: Kapelus, Woicki, Zniszczoł, Warda, Hadrava, Lux, Żurek (libero) oraz Gil, Kańczok
MKS Będzin: Kozub, Williams, Ratajczak, Buchowski, Grzechnik, Langlois, Potera (libero) oraz Kowalski, Faryna, Peszko
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna
Post PL: Pierwsza ligowa wygrana Indykpolu AZS Olsztyn w sezonie pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post PL: Triumf ONICO Warszawa na rzeszowskiej ziemi pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Początek meczu był wyrównany. Niedużą, bo dwupunktową przewagę Asseco Resovia osiągnęła po nieudanym przyjęciu zagrywki przez Piotra Łukasika (6:4). Po chwili jednak sytuacja się odwróciła – po dwóch asach serwisowych Bartosza Kwolka i wykorzystaniu przechodzącej piłki przez wspomnianego wcześniej Łukasika to warszawianie mogli cieszyć się z prowadzenia (8:11). Ich spokój w wykonywaniu różnych elementów siatkarskiego rzemiosła sprawiał, że gospodarze nie byli w stanie odrobić strat, co spowodowało, że jakość ich gry spadła jeszcze mocniej – bloki na Mateuszu Mice i Jakubie Jaroszu uczyniły zwycięstwo ONICO w pierwszym secie niemalże pewnym (15:21). Ostatecznie podopieczni Stephane’a Antigi triumfowali do 18.
Na starcie drugiej odsłony meczu walka również toczyła się „łeb w łeb”. W pewnym momencie siatkarze prowadzeni przez Andrzeja Kowala postanowili wziąć sprawy we własne ręce – dwa bloki Davida Smitha oraz po punktowej zagrywce Marcina Możdżonka osiągnęli czteropunktową przewagę (12:8) i konsekwentnie ją utrzymywali (16:12, 19:14). Kiedy po przesuniętej krótkiej Davida Smitha na tablicy widniał wynik 20:15, wydawało się, iż rzeszowianie nie pozwolą sobie wydrzeć wygranej. Nic bardziej mylnego – po ich stronie zaczęły pojawiać się błędy, zaś stołeczni zawodnicy pewnie wykorzystywali kontry oraz grać lepiej w bloku, co pozwoliło im nie tylko doprowadzić do wyrównania, lecz także wygrać do 23.
Przebieg poprzedniej partii zdawał się nieco wpływać na postawę graczy Asseco Resovii – po ataku Damiana Schulza tracili do rywali trzy „oczka” (4:7). Błędy gości pomogły im jednak w osiągnięciu remisu (12:12). Od tamtego momentu gra toczyła się punkt za punkt – wtedy też zaczęło się przebudzenie rzeszowskiej mocy, bowiem gospodarze na wszelkie sposoby starali się zbudować dystans punktowy w stosunku do przeciwnika. Udało się to dopiero po błędzie Bartosza Kwolka, który zaatakował w aut (23:21). Pomimo tego, że losy całego seta były na ostrzu noża, rzeszowianie nie stracili zimnej krwi (25:23).
Czwarty, ostatni akt tego meczu stał pod znakiem mocnego wejścia gości – na pierwszą przerwę techniczną schodzili z trzypunktowym prowadzeniem (5:8). Drużyna z Podkarpacia próbowała nawiązać równorzędną rywalizację (8:9 po wykorzystanej kontrze Damiana Schulza z prawej flanki), jednak po ataku Grahama Vigrassa było już 9:13, zaś po zagraniu Rafaela Araujo – 10:15. Wtedy nastąpiła następna próba doprowadzenia do remisu – kolejna kontra Schulza oraz as serwisowy Davida Smitha dawał nadzieję na interesujący przebieg końcówki partii (14:15). Gra warszawskich siatkarzy była jednak na tyle ułożona, że bez trudu odpierali ataki rywala (17:20 po bloku Piotra Łukasika) i, kiedy właśnie Łukasik zakończył mocnym atakiem mecz, mogli cieszyć się z ważnej wygranej.
Asseco Resovia Rzeszów – ONICO Warszawa 1:3 (18:25, 23:25, 25:23, 21:25)
MVP: Rafael Araujo
Asseco Resovia Rzeszów: Redwitz, Jarosz, Mika, Możdżonek, Smith, Buszek, Perry (libero) oraz Szerszeń, Masłowski (libero), Schulz, Shoji, Perłowski
ONICO Warszawa: Brizard, Kwolek, Wrona, Łukasik, Vigrass, Araujo, Wojtaszek (libero) oraz Janikowski, Jaglarski (libero), Wiese, Nowakowski, Kowalczyk
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna
Post PL: Triumf ONICO Warszawa na rzeszowskiej ziemi pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Benjamin Toniutti: Myślę, że osiem drużyn powalczy o Mistrzostwo Polski pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Dla Francuzów minione Mistrzostwa Świata skończyły się bolesną porażką, co przyznał Toniutti. – Byliśmy rozczarowani, graliśmy bardzo dobrze – już w Lidze Narodów. Oczekiwaliśmy równie dobrej gry podczas mistrzostw świata. Turniej rozpoczęliśmy nieźle, ale w tym systemie rozgrywek nie gra się łatwo, trudno wrócić. Awansowaliśmy do drugiej rundy z dwiema porażkami i to wszystko.
– Cieszę się z sukcesu reprezentacji Polski, ponieważ mam w tym zespole wielu przyjaciół, ale również cieszy mnie to, że udało nam się z nią wygrać – powiedział Francuz. – Byliśmy potem rozczarowani tym, że nie udało się nam awansować do półfinałów i sięgnąć po medal. Myślę jednak, że było osiem, dziewięć drużyn, które było w stanie go zdobyć. Polacy byli wśród nich, ale nie spodziewałem się, że zdobędą złoto. Zasłużyli na to, bo grali naprawdę dobrze.

Jakie nastawienie ma rozgrywający Trójkolorowych przed rozpoczęciem sezonu PlusLigi? – Po Mistrzostwach Świata dostaliśmy tydzień wolnego. Dobrze było więc wrócić do Francji i nieco odpocząć. Do Kędzierzyna wróciłem w poniedziałek. Jestem zadowolony, że mogę wrócić do treningów z drużyną. Jest wiele rzeczy, nad którymi musimy popracować. Musimy wiele ze sobą rozmawiać, aby zrozumieć, jak musimy grać. Musimy być gotowi na pierwszy mecz z Będzinem.
– Problemy na starcie sezonu są rzeczą normalną. Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość i pracować. Wtedy wszystko będzie OK. Utrzymaliśmy pion drużyny, powinniśmy sobie pomagać, aby robić postępy. Sezon będzie naprawdę ciężki – podkreślił zawodnik ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. – Jest sporo drużyn, które mają dobrych graczy, tak jak Szczecin czy Jastrzębie. Skra będzie silniejsza, Resovia także. Myślę, że osiem drużyn powalczy o mistrzostwo Polski. Wiemy, że w play-offach zagra tylko sześć klubów, więc będą rozczarowania. Musimy tylko pracować i być gotowi na duże granie.
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: opracowanie własne na podstawie ZAKSA TV
Post Benjamin Toniutti: Myślę, że osiem drużyn powalczy o Mistrzostwo Polski pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ: Amerykanie z brązowymi medalami Mistrzostw Świata 2018 pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Początek meczu był bardzo wyrównany, a na pierwszą przerwę techniczną z dwupunktowym prowadzeniem wyszli reprezentanci Serbii (8:6 po nieczystym odbiciu Kawiki Shoji). Amerykanom udało się dogonić rywali (10:10 po ataku Taylora Sandera), jednak to tylko wzmożyło czujność bałkańskich zawodników, którzy po chwili – przede wszystkim dzięki błędom rywali – uciekli na trzy oczka (17:14). Po autowym serwisie Aarona Russella było już 22:20, zaś serbscy siatkarze ostatecznie triumfowali do 23. Seta zakończył Aleksandar Atanasijević.
Porażka wyraźnie zmotywowała podopiecznych Johna Sperawa, którzy w drugiej partii od razu przejęli pałeczkę pierwszeństwa, wykorzystując niemoc Serbów w ataku (6:10). Po udanym bloku na Nemanji Petriciu, kilku wykorzystanych i pomyłce Marko Podraščanina ich przewaga wzrosła do siedmiu punktów (9:16). As serwisowy Maxwella Holta sprawił, że praktycznie pewne stało się to, iż ta odsłona meczu padnie łupem graczy z USA (10:18) i tak też się stało (17:25).

„Czapa” na Aaronie Russellu dała Serbom dwupunktowe prowadzenie na starcie trzeciego seta (4:2), jednak to Jankesi – po bloku na Aleksandarze Atanasijeviciu oraz dwóch znakomitych akcjach Matthew Andersona – mogli po pierwszej przerwie technicznej wejść na boisko z większą satysfakcją z wyniku (5:9). Trzy asy serwisowe Andersona powiększyły stratę podopiecznych Nikoli Grbicia (11:15), ale w amerykańskich szeregach nagle pojawiły się błędy, które pomogły im wyjść po chwili na prowadzenie (16:15). Końcówka okazała się bardzo zacięta – bliżej zwycięstwa po punktowej zagrywce Maxwella Holta byli siatkarze z USA (17:19), jednak po chwili gra zaczęła toczyć się punkt za punkt, a następnie na przewagi (24:24). Więcej zimnej krwi zachowali Amerykanie (30:32).
Spokój nie opuszczał ich także wtedy, kiedy zaczynali czwartą partię – po wykorzystanej kontrze przez Aarona Russella, asie serwisowym i ataku Matthew Andersona prowadzili 6:2. Serbowie jednak doprowadzili do remisu po zagraniu Dražena Luburicia oraz bloku na wspomnianym wcześniej Russellu (7:7). Od tamtego momentu obie reprezentacje szły łeb w łeb. Siatkarze prowadzeni przez Johna Sperawa powrócili niedługo potem na ścieżkę dominacji dzięki Micah Christensonowi, Russellowi i Maxwellowi Holtowi (11:15). Wyraźnie podniosło to ich morale – ich przewaga wzrosła do sześciu punktów (12:18) i brąz był już na wyciągniecie ręki. Ostatecznie postawili kropkę nad „i”, wygrywając do 19 i pieczętując tym samym zdobycie trzeciego miejsca na tegorocznych Mistrzostwach Świata.
Serbia – USA 1:3 (25:23, 17:25, 30:32, 19:25)
Serbia: Jovović, Atanasijević, Podraščanin, Lisinac, Petrić, Ivović, Rosić (libero) oraz Kovacević, Kostić, Luburić, Majstorović (libero), Katić
USA: Christenson, Anderson, McDonnell, Holt, Russell, Sander, E. Shoji (libero) oraz Langlois, Smith
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna
Post MŚ: Amerykanie z brązowymi medalami Mistrzostw Świata 2018 pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post Występ Piotra Nowakowskiego w finale Mistrzostw Świata pod znakiem zapytania pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
30-letni środkowy w zeszłym roku przeszedł operację kręgosłupa, przez co stracił cały poprzedni sezon reprezentacyjny. Obecna kontuzja nie jest jednak z tym powiązana. – To nie jest odnowienie tamtego urazu. Decyzja w sprawie występu Piotrka zapadnie tuż przed meczem – poinformował fizjoterapeuta reprezentacji Polski Tomasz Pieczko.
Uraz prawdopodobnie jest pokłosiem poprzedniego występu – po półfinale rozegranym Nowakowski przeszedł przsz strefę dziennikarzy z grymasem bólu na twarzy, trzymając się za dolną część pleców. Mecz finałowy rozpocznie się o 21:15.
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: opracowanie własne na podstawie interia.pl
Post Występ Piotra Nowakowskiego w finale Mistrzostw Świata pod znakiem zapytania pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ: Polacy w finale Mistrzostw Świata! pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Świetne otwarcie Polaków
Mecz lepiej rozpoczęli Amerykanie (1:4), jednak już po chwili w ich szeregi wkradły się błędy, co pomogło biało-czerwonym wyjść na prowadzenie (8:6). Po chwili ich przewaga wzrosła do siedmiu punktów (14:7) dzięki bardzo dobrej postawie w kontrach, w polu zagrywki oraz w bloku. Podopieczni Johna Sperawa usiłowali jeszcze odrobić straty (14:10), jednak ilość ich błędów mnożyła się i byli tym samym bezradni wobec silnych zagrywek oraz skutecznych bloków Polaków, co doprowadziło do tego, że stracili pięć punktów z rzędu (19:10). Pod koniec seta w polskie szeregi weszła dekoncentracja, co jednak nie przeszkodziło siatkarzom prowadzonym przez Vitala Heynena w rozstrzygnięciu tej partii na swoją korzyść (25:22).
Spokój przepisem na przewagę Amerykanów
Na starcie drugiego seta minimalną przewagę utrzymywali reprezentanci USA (6:8, 10:13). Świetne ataki Artura Szalpuka i Bartosza Kurka oraz bloki: Piotra Nowakowskiego na Davidzie Smithu i wspomnianego Kurka na Aaronie Russellu okazały się krokami do osiągnięcia prowadzenia na drugiej przerwie technicznej (16:14). W grę biało-czerwonych wkradł się jednak chaos, który dla Amerykanów okazał się wiatrem w ich żagle – Russell, Taylor Sander oraz Maxwell Holt przyczynili się do ucieczki punktowej ich drużyny (17:21). Wykorzystywanie kontr oraz czujność na siatce były dla nich kluczem do zwycięstwa w tej odsłonie (20:25).
Ambitna pogoń, ale bez powodzenia
Otwarcie trzeciej partii znowu należało do reprezentantów Stanów Zjednoczonych (5:7), jednak dzięki udanej kontrze i bardzo szczęśliwej zagrywce Polakom udało się doprowadzić do remisu (7:7). Biało-czerwoni zaczęli popełniać błędy własne, co bezlitośnie wykorzystali ich przeciwnicy – po bloku Aarona Russella na Bartoszu Kurku, błędzie Jakuba Kochanowskiego w ataku i asie serwisowym Taylora Sandera było 9:15. Wejście Dawida Konarskiego, który pokazał się z dobrej strony na zagrywce oraz w ataku, nieco uspokoiło grę reprezentacji Polski (15:17), natomiast jej wzmożona aktywność w bloku i kontrze umożliwiła odrobienie strat (22:22). Atak Kurka w aut przekreślił szansę Polaków na pozytywne zakończenie seta (23:25).
Autostrada do tie-breaka
Po bloku Aleksandra Śliwki i Mateusza Bieńka na Matthew Andersonie oraz pomyłce Aarona Russella było 5:3 dla podopiecznych Vitala Heynena. Chociaż Amerykanie deptali polskim siatkarzom po piętach, nie przeszkodziło im to powiększyć przewagę do czterech punktów (10:6 po błędzie Taylora Sandera). Na drugą przerwę techniczną schodzili natomiast z zaliczką wynoszącą dwa oczka (16:14). Ambitna gra w kontrach, szczególnie Bartosza Kurka i Michała Kubiaka, a także błędy zawodników Johna Sperawa przemieściły reprezentację Polski na autostradę do tie-breaka (23:19). Prowadzenia nie oddała już do końca (25:20).
Historia lubi się powtarzać
Tie-break zaczął się od dwóch błędów Matthew Andersona (2:0). Bloki Bartosza Kurka i Piotra Nowakowskiego na Taylorze Sanderze oraz jego atak z kontry zwiększyły stratę Amerykanów do pięciu punktów (6:1), zaś „czapa” Aleksandra Śliwki na Aaronie Russellu i as serwisowy Michała Kubiaka – do sześciu (9:3). Wejście Daniela McDonella na zagrywkę zaczęło nieco odmieniać losy piątego seta (11:9), jednak asem w rękawie okazał się Śliwka, który zwiększył dystans punktowy pomiędzy Polską a USA (13:9). Ostatecznie biało-czerwoni triumfowali do 11 i ich awans do finału Mistrzostw Świata stał się faktem!
Polska – USA 3:2 (25:22, 20:25, 23:25, 25:20, 15:11)
Polska: Drzyzga, Kurek, Kubiak, Szalpuk, Nowakowski, Bieniek, Zatorski (libero) oraz Kwolek, Kochanowski, Śliwka, Schulz, Łomacz, Konarski
USA: Christenson, Anderson, Sander, Russell, Holt, Smith, Shoji E. (libero) oraz McDonell
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna
Post MŚ: Polacy w finale Mistrzostw Świata! pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ, grupa I: Wielki triumf Brazylii po tie-breaku pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Wyrównane początki
Przez praktycznie całość pierwszego seta gra toczyła się punkt za punkt – na pierwszą przerwę techniczną z punktowym prowadzeniem wyszli Brazylijczycy (8:7), zaś na drugą – Rosjanie, posiadając podobną zaliczkę po bloku na Douglasie Souzie da Silvie (15:16). Przełomowe okazały się: wykorzystana kontra Maksima Michajłowa oraz as serwisowy, które pozwoliły rosyjskim siatkarzom zbudować przewagę wynoszącą trzy oczka (17:20). Usilne próby odrobienia strat przez Canarinhos okazały się daremne wobec znakomitej postawy Dmitrija Muserskiego w końcówce (20:25).
Rosjanie idą za ciosem
Po punktowej zagrywce Maksima Michajłowa było 4:2 dla Rosji, jednak po chwili wynik na tablicy zmienił się na korzyść reprezentantów Brazylii po ataku Douglasa (6:4). W pewnym momencie osiągnęli trzypunktową przewagę (11:8), jednak ciężar ścigania rywali wziął na swoje barki Dmitrij Wołkow – dzięki jego atakom oraz świetnym zagrywkom to podopieczni Siergieja Szlapnikowa mogli cieszyć się z prowadzenia przed zejściem na drugą pauzę techniczną (14:16). Wallace usiłował pobudzić swoją drużynę do walki, jednak nie przyniosło to oczekiwanych skutków – cierpliwość Rosjan w grze opłaciła im się (21:25).

Nagły, brazylijski zwrot akcji
Trzecią partię lepiej otworzyli siatkarze prowadzeni przez Renana Dal Zotto – po ataku Wallace’a było 5:3. Przewaga wzrosła do czterech (10:6 po błędzie własnym Dmitrija Wołkowa), a następnie pięciu punktów po ataku Luiz Felipe Marques (12:7). Sborna uruchomiła swoje posiłki w polu zagrywki oraz na kontrze, dzięki czemu – z nie lada mozołem – udało im się odrobić straty (18:18). Wydawało się, że zmotywuje ich to do walki o zwycięstwo do zera, jednak do głosu ponownie doszedł Felipe (23:20) i Brazylia nie oddała prowadzenia już do końca, zamykając partię atakiem Evandro Guerry (25:22). Godny zauważenia jest fakt, że gra Canarinhos uległa pozytywnej zmianie dzięki wejściu Williama na rozegranie.
Canarinhos na fali
Początek czwartej odsłony meczu nie zapowiadał dalszej dominacji Brazylii – toczył się bowiem spokojnie i w wyrównany sposób. Rosjanie zaczęli okazywać swoją słabość w przyjęciu, co pomogło podopiecznym trenera Dal Zotto wyjść na prowadzenie (11:9). Wprawdzie po chwili zaczęli czuć oddech punktujących blokiem reprezentantów Sbornej na plecach, jednak udało im się uspokoić swoją grę, co zaowocowało czteropunktową przewagą (19:15). Rosyjscy zawodnicy doprowadzili do remisu (20:20); mimo to ich upór nie wystarczył do pokonania zimnokrwistej gry rywala (25:23).

Rosjanie na kolanach, pokaz mocy Brazylii
Na starcie tie-breaka to zawodnicy trenowani przez Siergieja Szlapnikowa objęli prowadzenie (2:4), jednak już po chwili atak Felipe Fontelesa z przechodzącej piłki dał korzystny dla Canarinhos wynik przy zmianie stron (8:6). Zagranie Wiktora Poletajewa w aut sprawiło, że strata Rosjan powiększyła się do trzech oczek (11:8). Blok na Dmitriju Muserskim dał brazylijskim siatkarzom piłkę meczową (14:10), jednak ich przeciwnicy nie zamierzali ustawać w próbie wyrównania wyniku (14:12 po kontrze Maksima Michajłowa). Ostatecznie jednak to Wallace i spółka mogą cieszyć się z cennego zwycięstwa!
Brazylia – Rosja 3:2 (20:25, 21:25, 25:22, 25:23, 15:12)
Brazylia: Bruno, Wallace, Fonteles, Mauricio, Douglas, Lucas, Thales (libero) oraz Arjona, Guerra, Santos, Silva
Rosja: Butko, Wołkow, Muserski, Michajłow, Kluka, Kurkajew, Wierbow (libero) oraz Grankin, Poletajew, Bierieżko
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna
Post MŚ, grupa I: Wielki triumf Brazylii po tie-breaku pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ, grupa F: Niewykorzystane szanse Australijczyków, Brazylia z awansem do czołowej szóstki pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Niewykorzystane okazje się mszczą

Początek spotkania był wyrównany. Po chwili jednak Australijczycy wyszli na trzypunktowe prowadzenie (12:9). Wzrosło ono do czterech oczek (18:14), jednak reprezentanci Belgii nie chcieli sprzedać tanio skóry (19:18). Wydawało się, że siatkarze z Antypodów spokojnie doprowadzą partię do końca (22:20), jednak cierpliwa gra podopiecznych Andrei Anastasiego dala im zwycięstwo (26:28). Drugi set również toczył się przez pewien czas „na remis”, jednak Australia dzięki dobrej grze na siatce oraz błędom rywali zyskała na koniec partii przewagę (21:18). Sprawy w swoje ręce postanowił wziąć Igor Grobelny – to dzięki jego fantastycznej postawie Belgia rozstrzygnęła losy tego seta na swoją korzyść (26:28). Przytłoczyło to nieco siatkarzy prowadzonych przez Marka Lebedewa. Chociaż udało im się na początku zniwelować prowadzenie przeciwnika (12:12), to nie przełożyło się to na dobrą postawę w dalszej części partii – Belgowie wyszli na drugą przerwę techniczną z czteropunktową przewagą (12:16), którą udało im się utrzymać bez większych problemów, pomimo australijskich prób pogoni za wynikiem (20:25).
Australia – Belgia 0:3 (26:28, 26:28, 20:25)
Australia: Graham, Sanderson, Peacock, Mote, Walker, Carroll, Perry (libero) oraz Dosanjh, Passier, Smith, Williams
Belgia: Tuerlinckx, Deroo, D’Hulst, Grobelny, Verhees, Van de Voorde, Stuer (libero) oraz Van den Dries, Ribbens, Valkiers, Rousseaux, Coolman
Statystyki pomeczowe:

Brazylia w najlepszej szóstce turnieju

Początkowo mecz toczył się punkt za punkt (6:6), jednak Felipe Fonteles pomógł Brazylijczykom wyjść na pierwszą przerwę techniczną z dwupunktowym prowadzeniem (6:8). Wzrosło ono do czterech oczek (8:12) i utrzymywało się do momentu, w którym Tine Urnaut postanowił wziąć sprawy w swoje ręce (18:19). Nie przeszkodziło to Canarinhos w zwycięstwie (22:25). Drugi set również dawał nadzieję na wyrównaną walkę (7:8). Isac Santos wykonał fantastyczną pracę w polu zagrywki, dając swojej drużynie pięciopunktową przewagę (10:15). Alen Šket jednak odpowiedział trzema asami serwisowymi i walnie przyczynił się do odrobienia strat przez Słoweńców (15:15). Więcej zimnej krwi ostatecznie zachowali podopieczni Renana Dal Zotto (21:25). W trzeciej partii Brazylia od razu uciekła na trzy (5:8), a następnie cztery punkty (7:11). Siatkarze Slobodana Kovača byli bezradni wobec brylującego rywala, który w pewnym momencie prowadził już ośmioma punktami (13:21). Ostatecznie ulegli Brazylijczykom do 15. Dzięki temu Canarinhos mogli być pewni awansu do najlepszej szóstki turnieju.
Słowenia – Brazylia 0:3 (22:25, 21:25, 16:25)
Słowenia: Gasparini, Urnaut, Kozamernik, Čebulj, Pajenk, Ropret, Kovacić (libero) oraz Štern, Vinčić, Šket, Pavlović, Stalekar
Brazylia: Souglas, Isac, Wallace, Lucas, Bruno, Fonteles, Hoss (libero) oraz Evandro, Eder, William, Mauricio, Loh
Statystyki pomeczowe:

Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna/statystyki: FIVB
Post MŚ, grupa F: Niewykorzystane szanse Australijczyków, Brazylia z awansem do czołowej szóstki pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ, grupa H: Francja żegna się z marzeniami o medalu, horror w polsko-argentyńskim wydaniu pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Serbia-Francja 3:2 (22:25, 26:24, 25:20, 18:25, 18:16)
Serbia: Jovović, Ivović, Lisinac, Atanasijević, Kovačević , Podrasčanin, Rosić (libero) oraz Petrić, Luburić, Krsmanović, Kostić, Katić, Okolić, Majstorović (libero)
Francja: Toniutti, Ngapeth, Le Roux, Boyer, Rossard, Le Goff, Grebennikov (libero) oraz Lyneel, Brizard, Tillie, Chinenyeze
Francuzi znakomicie otworzyli spotkanie – po ataku Stephana Boyera prowadzili 8:4. Serbowie jednak zaczęli pewnie wykorzystywać kontry, doprowadzając tym samym do remisu, co jednak nie zmniejszyło motywacji Les Bleus, którzy odbudowali swoje prowadzenie jeszcze przed drugą przerwą techniczną (13:16). Podopieczni Nikoli Grbicia mieli jeszcze nadzieję na zwycięstwo w tym secie (18:17), jednak okazała się ona daremna (22:25). Drugi set zaczął się podobnie jak poprzedni – Francuzi uciekli na trzy (5:8), a następnie pięć oczek (9:14). Pomimo ambitnej gonitwy Serbów ze spokojem, za sprawą zagrywek Juliena Lyneela doprowadzili do piłki setowej (22:24) i wydawało się, że bez problemu zwyciężą. Earvin Ngapeth i Thibault Rossard zaczęli się jednak mylić w ataku, co Serbowie skwapliwie wykorzystali (26:24). W trzeciej odsłonie meczu to właśnie oni wiedli prym – wyszli na pierwszą przerwę techniczną, prowadząc 8:4, by po chwili powiększyć przewagę do pięciu oczek za sprawą ataków Aleksandara Atanasijevicia (13:8). Antoine Brizard próbował jeszcze zmotyować swoją drużynę do walki (16:17), ale reprezentanci Serbii nie pozwolili rywalom rozwinąć skrzydeł (25:20). Porażka zadziałała na francuskich siatkarzy jak płachta na byka – pewnie wykorzystywali potknięcia przeciwnika, zaś na skrzydle nastąpiło odrodzenie Stephana Boyera, przez co po chwili na tablicy wyników widniał wynik 13:7 na ich korzyść. Spowodowało to przestój w grze serbskich zawodników, którego nie przerwało nawet wejście Drazena Luburicia i do rozstrzygnięcia losów spotkania konieczny okazał się tie-break (18:25). Tie-break okazał się niezwykle emocjonujący – jego start był wyrównany (4:4), następnie niewielkie prowadzenie utrzymywali Francuzi (8:10). Ciężko im jednak było zatrzymać Aleksandara Atanasijevicia, który był motorem napędowym reprezentacji Serbii w ataku (12:12). Nie przeszkodziło to Les Bleus w doprowadzeniu do piłki meczowej (13:14), jednak ich przeciwnicy zadziwili ich swoją siłą spokoju, wygrywając 18:16. Mecz zwieńczył asem serwisowym Uroš Kovačević, praktycznie pogrzebując szanse Francji na awans do czołowej szóstki MŚ.

Polska – Argentyna 3:2 (25:16, 19:25, 23:25, 25:23, 14:16)
Więcej o meczu tutaj.
Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna/statystyki: FIVB
Post MŚ, grupa H: Francja żegna się z marzeniami o medalu, horror w polsko-argentyńskim wydaniu pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>Post MŚ, grupa B: Sensacja w meczu Francji z Holandią, pierwsza wygrana Egipcjan pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>
Chiny – Egipt 1:3 (26:28, 24:26, 25:17, 21:25)
Chiny: Chuan Jiang, Tianyi Mao, Daoshuai Ji, Longhai Chen, Libin Liu, Shuhan Rao, Jiahua Tong (libero) oraz Binglong Zhang, Yaochen Yu, Haixiang Du, Chuanhang Tang, Ruantong Miao
Egipt: Bekhit, Abou, Abdelhay, Masoud, Shafik, Abdelrahman, Abdelaai (libero) oraz Seoudy, Ewais, Mohamed, Abdalla, Hassan, Aly (libero)
W premierowej partii toczyła się zażarta walka. Szósty bieg włączył jednak Ahmed Abdelhay i to jego znakomita postawa przyczyniła się do zwycięstwa Egipcjan w pojedynku „na przewagi” (26:28). W kolejnej odsłonie zaczęli jednak popełniać błędy własne, dzięki czemu podopieczni Raula Lozano zeszli na drugą przerwę techniczną z czteropunktową przewagą (16:12). Abdelhay okazał się nie do zatrzymania – doprowadziło to do odrobienia strat i zyskania prowadzenia (19:20), a dokładając do tego znakomitą obronę oraz świetne zagrywki Ahmeda Shafika reprezentanci Egiptu ponownie rozstrzygnęli rywalizację na swoją korzyść (24:26). To wyraźnie podrażniło Chińczyków, którzy w trzecim secie znacznie poprawili się w bloku i ataku, kreując lidera w postaci Chuana Jianga i triumfowali do 17. Próbowali to kontynuować również w ostatniej partii, jednak Egipcjanie pokazali, że jest to ich dobry dzień, wieńcząc mecz wygraną w secie do 21. Jest to ich pierwsze zwycięstwo podczas tych MŚ!

Holandia – Francja 3:2 (23:25, 19:25, 25:21, 25:23, 15:13)
Holandia: Abdel-Aziz, Koelewijn, Ter Horst, Van Haarlem, Diefenbach, Jorna, Sparidans (libero) oraz Keemink, Van Garderen. Rauwerdink, Ter Maat, Dronkers (libero)
Francja: Rossard, Toniutti, Ngapeth, Boyer, Le Goff, Chineyeze, Grebennikov (libero) oraz Tillie, Lyneel, Patry, Bultor, Brizard
Holendrzy fantastycznie zaczęli mecz – świetne ataki Thijsa Ter Horsta pomogły im wypracować sześciopunktową przewagę (10:4). Cieszyli się nią jednak tylko do stanu 23:20 – reprezentacja Francji ruszyła w pościg, i – chociaż nie było to łatwe – odrobiła straty, ostatecznie wygrywając seta (23:25). Dzięki udanej pogoni Trójkolorowi poczuli się dużo pewniej i już na początku wypracowali sobie prowadzenie – w ataku rozkręcali się Earvin Ngapeth i Thibault Rossard, wspomagani przez Stephena Boyera, dzięki czemu nie oddali go już do końca (19:25). Trzecia odsłona meczu to początek odrodzenia podopieczych Gido Vermeulena. Bardzo dobrze w ataku spisywali się Nimir Abdel-Aziz i Thomas Koelewijn, zaś siatkarze prowadzeni przez Laurenta Tillie zaczęli popełniać coraz więcej błędów. Thibault Rossard, na którego spadł ciężar gry Francuzów, nie był w stanie samodzielnie odrobić strat i zwycięstwo Holandii w tej partii stało się faktem (25:20). Czwartą partię dużo lepiej otworzyli jej rywale, którzy imponowali postawą w bloku (10:5) i wydawało się, że pewnie zmierzają po zwycięstwo za trzy punkty. Nagle po ich stronie pojawiły się pomyłki, które bardzo wiele ich kosztowały – „Oranje”, z Abdel-Azizem i Michaelem Parkinsonem na czele, nie omieszkali tego nie wykorzystać i doprowadzili do tie-breaka (25:23). W tie-breaku jeszcze mocniej nabrali wiatru w żagle – fantastycznie czytali grę Francuzów i wykorzystywali każdą okazję do zdobycia punktu, dzięki czemu zostali sprawcami ogromnej, kolejnej już niespodzianki!

Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna/statystyki: FIVB
Post MŚ, grupa B: Sensacja w meczu Francji z Holandią, pierwsza wygrana Egipcjan pojawił się poraz pierwszy w Volley Flash.
]]>