Daniel Pliński to nie tylko jeden z najbardziej doświadczonych polskich siatkarzy, ale także człowiek, który zawsze mówi to, co chce powiedzieć. Dzięki temu między innymi znalazł uznanie wśród wielu kibiców. Były reprezentant Polski swój dwudziesty sezon rozegra w Indykpolu AZS-ie Olsztyn.
Daniel Pliński podsumował mecz swojej drużyny z Jastrzębskim Węglem. Podkreślił, że bardzo by się cieszył ze zwycięskich trzech punktów na początku rozgrywek PlusLigi. Jednak zespół z Olsztyna musi się cieszyć z jednego punktu. AZS Indykpol Olsztyn przegrał z Jastrzębskim Węglem 2:3.
Środkowy AZS-u powiedział, że w tracie meczu były dość nerwowe sytuacje: Dostaliśmy czerwoną kartkę za to, że chłopak wbiegł na boisko, to jak mieliśmy się nie denerwować? Oficjalna decyzja arbitra była taka, że pokazał czerwony kartonik, bo nie wykonaliśmy zagrywki. Ale przecież Miłosz Zniszczoł przebił piłkę na drugą stronę, więc tak naprawdę, powinniśmy mieć zaliczonego asa serwisowego. Cóż, każdy się myli, my też popełniamy mnóstwo błędów. Jedyne, co mogę dodać, to że już w autobusie przeczuwałem, że będziemy mieli problemy. To nie jest krytyka, absolutnie, ale po prostu miałem takie przeczucie.
Do Olsztyna dołączyło wielu nowych zawodników. Daniel Pliński również wspomniał, że z dnia na dzień i z meczu na mecz jego drużyna zgrywa się od nowa. Ja się cieszę, że jestem w Olsztynie, bo mamy naprawdę fajną ekipę. Przed sezonem można opowiadać bajki na każdy temat, a potem i tak wszystko zweryfikuje 81 metrów kwadratowych boiska. W sobotę weryfikacja nastąpiła bardzo szybko, bo wydawać by się mogło, że przy prowadzeniu 23:20 nie powinniśmy przegrać seta. Praca, praca i jeszcze raz praca.
Były reprezentant Polski wypowiedział się na temat powiększenia PlusLigi oraz nowych przepisach, które obowiązują od tego sezonu: Czapki z głów dla ludzi, którzy wpadli na pomysł o likwidacji przerw technicznych. Były dwie przerwy techniczne, cztery czasy na życzenie trenerów i challenge – to zabijało siatkówkę. Przerwy były męczące zwłaszcza, gdy oglądało się mecz w telewizji, a przecież mnóstwo ludzi ogląda transmisje. Dobrą decyzją wydaje mi się także powiększenie ligi. Formuła play- offów ze „złotym setem” jest lepsza od tego, co było w zeszłym roku. Wprawdzie w „złotym secie”, który będzie decydował o mistrzostwie Polski stres będzie ogromny, ale też i emocje. Najlepiej więc wygrać dwa mecze. Ubolewam jedynie nad tym, że mamy tak potężną ligę, a nie było czasu na to, by rozegrać Superpuchar. Był natomiast czas na inne rzeczy. Mam na myśli to, co działo się w miniony weekend. Wydaje mi się, że Superpuchar to bardzo fajne rozpoczęcie sezonu. Włosi stworzyli nawet Final Four, rewelacyjny turniej, z wielkimi emocjami w wykonaniu najlepszych drużyn minionych rozgrywek. Szkoda, ale nie ja o tym decyduję. Być może kiedyś będę decydował i wtedy zorganizuję taki turniej.
Po ostatnich Igrzyskach Olimpijskich w Rio pojawiło się wiele pogłosek na temat zmiany trenera reprezentacji Polski. Wśród następcy Stephana Antigi miał się znaleźć także Raul Lozano, z którym nasza kadra z Danielem Plińskim w składzie zdobyła wicemistrzostwo świata w 2006 roku. Środkowy przyznał, że z Lozano pożegnał się w zgodzie i podkreślił, że to właśnie dzięki argentyńskiemu trenerowi zdobyliśmy mistrzostwo Europy.
Można by powiedzieć, że swoim doświadczeniem Daniel Pliński mógłby pomóc w podjęciu decyzji o wyborze nowego trenera bądź pozostawieniu Antigi na stanowisku: Umysł mi podpowiada, że jednak będzie zmiana trenera. Lozano to wybitny fachowiec, ale praca z nim jest ciężka i zastanawiam się, czy kadrowicze są teraz w stanie pracować po 6-7 godzin dziennie, bo szkoła francuska nie preferowała aż tak ciężkich treningów. Mam też wrażenie, że następcą Antigi nie będzie Polak.
Środkowy AZS-u Olsztyn po drugim secie Polaków z Amerykanami w Rio powiedział, że mamy środkowych, którzy nie blokują: Mateusz Bieniek za chwilę zacznie blokować. Akurat w tym elemencie doświadczenie gra olbrzymią rolę, a on dopiero wchodzi na światowe salony. Chłopak ma dobrą zagrywkę, dobry atak i moim zdaniem robi swoje. Karol Kłos jest dobrym blokującym. Piotrek Nowakowski dochodził do siebie i na igrzyskach prezentował się nieźle. Na tej pozycji mamy duży potencjał, bo są jeszcze Bartłomiej Lemański i Jakub Kochanowski. Myślę, że rocznik Kuby, 1997, za chwilę dostanie szansę gry na szczeblu seniorskim i sobie z tym poradzi. Problem polega na tym, że my ciągle patrzymy na obecną kadrę przez pryzmat mistrzów świata. Tymczasem, nie ma w niej Pawła Zagumnego, a on był głównym kluczem do sukcesu. Trzeba też pamiętać, że turniej graliśmy u siebie w domu i tak się złożyło, że wszyscy zawodnicy byli w wyśmienitej formie, co nie trafia się często. Trzeba więc szukać innych rozwiązań. Nam wszystkim – kibicom, opinii publicznej, działaczom związkowym potrzeba jednak więcej cierpliwości. Postawmy na czteroletni cykl przygotować reprezentacji i dajmy spokojnie popracować trenerowi, ktokolwiek nim będzie.
Były reprezentant Polski podkreślił, że głównym elementem, w którym Polacy sobie nie radzili, była zagrywka. Podczas Mistrzostw Świata w 2014 roku to nasza reprezentacja sprawiała najwięcej kłopotów przeciwnikowi w odbiorze piłki po serwisie. Zawodnicy tacy jak Karol Kłos, Mateusz Mika, Paweł Zagumny czy też Piotr Nowakowski posyłali bardzo trudne do przyjęcia zagrywki. Pliński także zwrócił uwagę na to, że w pełni rozegrany sezon przedolimpijski miał tylko jeden z naszych przyjmujących i był to Bartosz Bednorz, który grał w 10. zespole PlusLigi.
Autor: Anna Błażejewska
Źródło: plusliga.pl

