Italia niewątpliwie słynie z angażowania obcokrajowców w swojej reprezentacji, co często przynosi liczne sukcesy międzynarodowe dla tego kraju. Jednak fakt ten zwykle jest wyolbrzymiany. Wielu widząc obce nazwisko w kadrze Włoch nie zna historii, jaka stoi za danym zawodnikiem. Często kibice nawet nie są świadomi, że duża część z nich tak naprawdę we Włoszech żyje i gra od dziecka.
Tydzień temu pisaliśmy o siatkarzach obcego pochodzenia, grających w rosyjskiej reprezentacji, czas przeszedł na kolejną nację znacząco korzystającą z pomocy obcokrajowców – Włochach. Każdy mniej lub bardziej obeznany kibic jest w stanie wymienić chociaż dwa nazwiska, co oznacza, że wsparcie w grze dla całego zespołu z ich strony jest ogromne.

Najbardziej rozpoznawanym reprezentantem Italii nie tylko pośród tych siatkarzy nie będących z pochodzenia Włochami, ale i prawdopodobnie pośród wszystkich siatkarzy z półwyspu Apenińskiego w ogóle, jest oczywiście Ivan Zaytsev. Atakujący Perugii z pochodzenia jest Rosjaninem, jego ojciec to Wiaczesław Zajcew – kapitan reprezentacji Związku Radzieckiego. To z nim w składzie ZSRR odnosiło największe sukcesy, tj. dwa mistrzostwa świata, złoto olimpijskie czy siedem mistrzostw Europy. Matka Ivana, Irina Pozdniakowa była natomiast pływaczką. Sam Ivan urodził się we Włoszech, kiedy to jego ojciec pod koniec lat 90. grał we włoskiej lidze. Swoją przygodę z siatkówką zaczął w Sankt Petersburgu w wieku 7 lat, jednak gdy miał 10 lat już na stałe zamieszkał we Włoszech. W 2001 roku dołącza do młodzieżowej drużyny Umbria Volley. W 2008 roku, kiedy Zaytsev skończył 20 lat, otrzymał włoskie obywatelstwo i w tym też roku zadebiutował we włoskiej reprezentacji, w której dziś jest prawdopodobnie największą gwiazdą. Niedawno miał nawet okazję powrócić do swojej „pierwszej” ojczyzny, w latach 2014-2016 grał dla moskiewskiego Dynamo.

Drugim Rosjaninem, którym może się poszczycić włoska reprezentacja jest przyjmujący Trentino – Oleg Antonov. Podobnie jak Zaytsev, również on jest synem reprezentanta Związku Radzieckiego. Jarosław Antonow przez dwa lata miał nawet okazję grać z Wiaczesławem Zajcewem w reprezentacji, a jego brat, również Oleg Antonow także był siatkarzem, a obecnie jest trenerem Dynamo Moskwa. Młody Oleg Antonov urodził się w Moskwie. W latach 90. jego ojciec grał we włoskiej lidze, co ostatecznie zadecydowało jak potoczy się kariera Olega. W 2003 roku zaczął grać w młodzieżowej drużynie Treviso, gdzie rozpoczął później profesjonalną karierę. Antonov dopiero w 2015 roku otrzymał włoskie obywatelstwo, chociaż w Italii spędził tak naprawdę większość życia. W tym samym roku rozpoczął karierę reprezentacyjną. Oleg Antonov nigdy nie miał nawet okazji grać w żadnym rosyjskim klubie, chociaż twierdzi, że jeśli dostałby ciekawą ofertę z Rosji, na pewno by z niej skorzystał.

Spory udział w dużym dorobku włoskiej reprezentacji ostatnich lat mają również gracze polskiego pochodzenia. Jednym z nich jest urodzony we Wrocławiu Michał Łasko. Podobnie jak w przypadku Ivana Zaytseva, również on jest synem wielkiego niegdyś zawodnika. Reprezentacja Polski z Lechem Łasko w składzie zdobyła złoto olimpijskie w Montrealu w 1976 roku. Michał jeszcze jako dziecko wraz z rodziną przeprowadził się do Włoch i tam też rozpoczął swoją przygodę z siatkówką. Pierwsze siatkarskie kroki stawiał w Sisley Treviso. W jednym z wywiadów powiedział kiedyś – Nie wiem czy czuję się bardziej Włochem czy bardziej Polakiem. Jeśli chodzi o siatkówkę to oczywiście Włochem, jednak co do reszty Polakiem. Los sprawił, że miał okazję grać w polskiej PlusLidze aż 4 sezony, gdzie w Jastrzębskim Węglu występował jako Polak, gdyż posiada podwójne obywatelstwo. Mimo wszystko od 2005 roku występował w seniorskiej reprezentacji Włoch.

Drugim polskim akcentem jest oczywiście Michele Baranowicz. Jest synem 62-krotnego reprezentanta Polski Wojciecha Baranowicza, który w latach 80. pod koniec swojej kariery grał we włoskiej lidze. Wojciech Baranowicz został w Italii i tam też urodził się jego syn. Michele w 2003 roku zaczął trenować w Mondovi, a już rok później przejęło go nieistniejące już dziś utytułowane Cuneo. Tak jak Michał Łasko, również Michele Baranowicz posiada podwójny paszport, co wykorzystał grając w sezonie 2010/2011 w Resovii Rzeszów. W tym też roku po raz pierwszy wystąpił dla reprezentacji Włoch seniorów.
Synem serbskiego reprezentanta Jugosławii jest natomiast Dragan Travica. Jego ojciec Ljubomir Travica przez trzy sezony był nawet szkoleniowcem Resovii Rzeszów. Jako zawodnik ze swoją kadrą nie zwojował wiele, tak naprawdę to dopiero Serbowie od lat 90. zaczęli osiągać sukcesy na międzynarodowej arenie, jego syn miał zatem więcej szczęścia jeśli chodzi o trofea, jednak zdobył je już w zupełnie innej reprezentacji. Dragan Travica urodził się w stolicy Chorwacji Zagrzebiu, jednak już w dzieciństwie zamieszkał we Włoszech i to tam zaczął grać w siatkówkę w 2000 roku dla Treviso. Włoskie obywatelstwo otrzymał w 2004 roku, co trzy lata później pozwoliło mu na grę dla reprezentacji Włoch.
Pozostając już przy bałkańskich zawodnikach, należy wspomnieć również o Hristo Zlatanovie. Jego ojcem jest Dimitr Zlatanov, reprezentant Bułgarii w latach 70. i 80. Mimo że Bułgaria nie odnosiła wtedy jakichś znaczących sukcesów, sam Zlatanov wyrastał ponad swoich kolegów i grywał w najlepszych radzieckich klubach. Hristo Zlatanov urodził się w Sofii w Bułgarii. Siatkarsko dorastał jednak we Włoszech, gdzie w 1993 roku zaczął grać dla Milano Volley. Włochy po raz pierwszy reprezentował w 1997 roku i już wtedy razem z zespołem zdobył złoto Ligi Światowej w Moskwie. W drużynie azzurrich występował przez 11 lat i oczywiście pojawiły się pytania, właściwie dlaczego wybrał Włochy, a nie Bułgarię. Odpowiedź jest niestety przykra, ponieważ nigdy nie dostał nawet propozycji z bułgarskiej federacji by dołączył do reprezentacji Bułgarii. Mimo wszystko Hristo Zlatanov nie zapomina o swojej ojczyźnie i przynajmniej raz w roku przyjeżdża do Bułgarii.

Wyraźnie widać tendencję, że wśród obcokrajowców włoska reprezentacja upodobała sobie Słowian, bo również Jiří Kovář, z pochodzenia Czech, miał okazję grać dla Italii. Urodził się w miejscowości Zlín w ówczesnej Czechosłowacji, gdzie mieszkał bardzo krótko, ponieważ jego rodzice, którzy też kiedyś grali w siatkówkę, wyjechali do Niemiec za pracą. Jiří Kovář próbował różnych dyscyplin, od badmintona, przez piłkę nożną, po koszykówkę, jednak skończyło się na siatkówce. Gdy miał 13 lat został zauważony przez skauta Treviso, który zaproponował przeprowadzkę do Włoch. Była to trudna decyzja i dla niego, i dla jego rodziców, ale zdecydował się rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Początkowo z kolegami z drużyny porozumiewał się po angielsku, ale szybko nauczył się języka włoskiego. Po raz pierwszy dla reprezentacji Włoch zagrał w 2011 roku.

Sytuacja Osmany’ego Juantoreny jest z pewnością o wiele bardziej skomplikowana, niż u pozostałych. Przede wszystkim dlatego, że wcześniej reprezentował swoją prawdziwą ojczyznę. Z pewnością właśnie ten fakt wywołuje wśród kibiców największe negatywne emocje. Kubańczyk w swoim rodzinnym mieście Santiago de Cuba w wieku 12 lat zaczyna grać w siatkówkę. W 2000 roku rozpoczyna karierę reprezentacyjną, gdzie w 2005 roku udało mu się wywalczyć brąz LŚ, w 2003 roku natomiast przez 3 lata występował w rosyjskiej lidze. Wtedy to, w 2006 roku wykryto u niego substancję dopingującą, co spowodowało 2 lata zakazu siatkarskiej aktywności. Po tym czasie wybrał się do Włoch, gdzie podpisał umowę z Trentino, na co kubańska federacja nie wyraziła zgody, co już na zawsze przekreśliło jego szanse występowania dla Kuby. Nim Juantorena w 2015 roku dołączył do włoskiej kadry przyznał, że mimo wszystko nie chciałby już reprezentować Kuby – Po pierwsze minęło już wiele czasu odkąd tam grałem. Po drugie, w liście wysłanym do federacji wyraziłem chęć gry w reprezentacji, odpowiedź była pozytywna pod warunkiem, że muszę opuścić Włochy. W ten sposób miałbym być praktycznie cały rok nieaktywny, by grać jedynie dla reprezentacji. Dla niego gra dla Włoch była jedyną szansą na występ na Igrzyskach, ponieważ gra dla Kuby jest już niemożliwa – Jestem Kubańczykiem, reprezentuję Kubę, ale to moja kariera. Lata lecą, a niemożliwym jest tylko siedzieć i czekać. Albo Rio, albo nic.
Wielu stwierdziłoby, że należałoby wspomnieć również o Mateju Černiču, jeśli już poruszamy kwestię obcokrajowców we Włoskiej kadrze. Otóż jego przykład może idealnie pokazać jak bardzo możemy się mylić w naszej ocenie, a także to, że wtykanie obcych nazwisk w takiej a takiej reprezentacji nie ma najmniejszego sensu. Matej Černič urodził się i wychował we włoskim mieście Gorizia leżącym przy granicy ze Słowenią. Miasto oraz sam region posiada bardzo liczną mniejszość słoweńską, z której Černič się wywodzi. I to nie tylko on! Również z Gorizii jest i tak samo reprezentuje mniejszość słoweńską libero Piacenzy Loris Manià, który wspominał niegdyś – Z Matejem zazwyczaj rozmawiam po słoweńsku, ale kiedy są z nami inne osoby przerzucamy się na włoski, żeby nie wyglądało to, że kogoś obgadujemy za plecami. Matej Černič tylko to potwierdził – To prawda, między sobą mówimy po słoweńsku, ale wydaje mi się, że z szacunku dla tych, którzy są obok nas należy używać włoskiego. Z Travicą, który jest Chorwatem, zarzucam czasem żartami po chorwacku, jednak są to tylko krótkie frazy nauczone na wakacjach.
Wymienieni zawodnicy występują lub występowali dla włoskiej reprezentacji, jednak bardzo częstym jest przyznawanie niektórym zawodnikom włoskiego obywatelstwa, by w lidze zgadzała się liczba obcokrajowców. Należał do nich Bruno Rezende, którego matka posiada włoskie korzenie, w zeszłym roku dla Lube jako Włoch grał również Ivan Miljković. Santiago Orduna, rozgrywający Modeny, jest Argentyńczykiem, jednak posiada też włoski paszport. Ma go również Dick Kooy, którego żona jest Włoszką, jednak Holender nie wykorzystał jeszcze tego dla gry we włoskiej lidze. Mimo wszystko okazuje się, że Włosi nie rozdają paszportów jak ulotek na ulicy, kilka dni temu odmowę o włoskie obywatelstwo otrzymał Kubańczyk Leonel Marshall.
Obcokrajowcy w kadrach narodowych przeważnie wywołują oburzenie. Tylko dlaczego? Włosi mieli okazję stworzyć tak znakomitą ligę, że ściągała ona najlepszych zawodników świata, którzy również na półwyspie Apenińskim zakładali rodziny, a ich potomkowie tutaj stawiali pierwsze siatkarskie kroki. Na pewno nie ma mowy o zdradzie ojczyzny, poza Osmanym Juantoreną, żaden z zawodników nie reprezentował nawet w kadrze juniorów, a ojczyzna nie zawsze jest miejscem, gdzie się urodziliśmy, lub skąd są nasze korzenie. Mimo wszystko fakt ten często irytuje i denerwuje i to nie bez powodu. W porównaniu do Włoch, Polska jest krajem mało zróżnicowanym pod względem innych narodowości, nie tylko tych od wieków żyjących w naszym kraju, ale i niedawnych imigrantów. To, co dla Włochów jest na porządku dziennym, dla nas Polaków wydaje się nie do przyjęcia. Włosi jak widać nie mają nacjonalistycznego podejścia, wykorzystują nadarzające się okazje, które później procentują i nikogo tym nie krzywdzą, gdyż decyzja każdego z wymienionych zawodników o grze dla Italii jest decyzją dobrowolną. Być może przez właśnie takie podejście Wilfredo Leon nie dostał jeszcze szansy na grę w polskiej kadrze.
Autor: Anna Biernacka
Źródło: bergamonews.it, championat.com, gazzetta.it, gelocal.it, oasport.it, volleycountry.com, trentinovolley.it

