Siatkówka, rak i kobiety – recenzja książki „Życiowy tie-break”

Kiedy czytam jakaś książkę, mam dla niej dwa testy. Pierwszy to czytanie książki późnym wieczorem, kiedy jestem już bardzo zmęczona. Drugi to czytanie w podróży, często monotonnej i nudnej. Jeśli publikacja przejdzie te dwa testy, czyli zaciekawi mnie na tyle, że ani sen, ani patrzenie na drogę nie okażą się bardziej fascynujące, to znaczy, że jest dobra. „Życiowy tie-break” Andrzeja Niemczyka i Marka Bobakowskiego przeszedł obie próby celująco!

Rób swoje, ryzyko jest Twoje!

„Tysiąc razy słyszałem, że mam anioła stróża. Ktoś, kto w niewytłumaczalny sposób dba, aby nic złego mi się nie stało, abym mógł żyć, jak mi się podoba, abym mógł przekazać swoje doświadczenie”

Powyższy cytat idealnie oddaje opisane w książce życie trenera Andrzeja Niemczyka. Przygoda w dzieciństwie z kilkoma sportami jednocześnie (w tym nawet boksem!), epizod z psychologiem, później rozkwit miłości do siatkówki w Łodzi, potem w Mielcu, przemycanie dolarów do Włoch, bezkompromisowe decyzje o pracy w Niemczech czy Turcji… Andrzeja Niemczyka energia wręcz roznosiła. Przypuszczam, że układ nerwowy w obliczu tak szybkiego życia i płynącej w żyłach skłonności do rewolucji kompletnie przestał reagować. Sekret sukcesów? Robił swoje! Doskonale wiedział, że ryzyko może dzięki ciężkiej pracy równać się wygranej, więc w rzeczywistości komunistycznej zdecydował się na wyjazd do Niemiec Zachodnich. Wiedział, że jego dziewczyny będą odważnie dążyć do zwycięstw tylko wtedy, kiedy będą miały uporządkowane sprawy prywatne, więc dążył do tego, by im pomóc! Jego zrozumienie dla kobiet jest już legendarne! Przykład? Zmiana zasad w reprezentacji Polski w 1975 roku, które od tamtej pory zakładały przyjazd mężów, narzeczonych i kochanków na zgrupowania czy opiekunkę dla dzieci podczas nich. Albo nakaz posiadania makijażu podczas meczów, aby zawodniczki czuły się pewnie, a rywalki zdeprymowane. Takie działania też były objęte niemałym ryzykiem, a jednak trener je podjął! Pół żartem, pół serio stwierdza się, że książka „Jak zrozumieć kobiety?” byłaby składanką pustych stron. Jestem jednak zdania, że Andrzej Niemczyk wypełniłby każdą stroniczkę bardzo drobnym druczkiem! Może w pewnym momencie zabrakło tej atmosfery (niesnaski z Małgorzatą Glinką w 2006 roku, które uruchomiły lawinę artykułów w gazecie i mocno zaburzyły kręgosłup drużyny), ale to tylko pokazało lepiej jego styl pracy – otwartość, tworzenie komfortu mentalnego, ale i równe traktowanie, brak kompromisów. Cały on!

Niepokoje i problemy? Hartują!

„Na najwyższym poziomie nie można mieć ani momentu zwątpienia. Trzeba być aż do przesady pewnym siebie i swoich umiejętności. Trzeba być bezczelnie w sobie zakochanym.”

Im dalej w las, tym język jest bardziej dosadny, konkretny. Ta książka jest wręcz brutalnie szczera – jest zatem lustrzanym odbiciem charakteru szkoleniowca „Złotek”. Zapewne dlatego, czytając tę książkę o godzinie 7:40, będąc w drodze autobusem do Warszawy, miałam wrażenie, że trener Niemczyk siedzi obok mnie na siedzeniu i, paląc papierosa, ze spokojem i uśmiechem opowiada mi o swoim życiu, od czasu do czasu intonując „No, to wypijmy za błędy”. Na tych błędach się zatrzymajmy, bo właśnie one hartowały bohatera książki najbardziej, a trochę ich było – romanse, rozwody będące konsekwencją zbyt małej ilości czasu poświęcanego rodzinie, inwestycja giełdowa, która zakończyła się utratą całego majątku (notabene naprawdę dużego, w Turcji zyskał astronomiczną sumę z premii dzięki niewierze włodarzy drużyny, w której wówczas pracował), kiepskie relacje z córką, Małgosią. Andrzej Niemczyk w książce pisanej wraz z Markiem Bobakowskim otwarcie się do tego przyznaje. Nie wybiela się, ma świadomość swoich złych wyborów, dlatego tym bardziej cenię tę autobiografię. To nie jest cukierkowa opowieść o nieskazitelnej, wybitnej osobistości. To opowieść o człowieku jak każdy inny, który przeżywał w swoim życiu zarówno wielkie wzloty, jak i spektakularne upadki, ale jednocześnie ich nie tuszował. W jego słowach przebija się samokrytycyzm, a jednocześnie pewna wyrozumiałość dla siebie – przecież błędy popełnia każdy. Nawet wybitny trener.

Wszystkie kobiety Niemczyka

„Cóż jest bowiem piękniejszego w życiu mężczyzny niż towarzystwo seksownej, inteligentnej, powabnej, interesującej, fascynującej, tajemniczej, wyjątkowej, cudownej, elokwentnej, zaskakującej, nieprzewidywalnej, namiętnej, oryginalnej , delikatnej, uroczej, romantycznej, spontanicznej kobiety?”

Trochę ich było, począwszy od nauczycielki, z którą przeżył swój „pierwszy raz”, przez Barbarę, pierwszą żonę, która była synonimem pięknej, płomiennej, ale bardzo trudnej i z czasem pełnej kłótni miłości; Austriaczkę, z którą wziął ślub dla pracy na Zachodzie, skończywszy na znacznie młodszej od niego Sigrid, tym razem synonimu dość stabilnego i spokojnego, pomimo wszystko, życia. Były córki – Małgosia, Natascha, Saskia, także „Złotka”, w tym ta najbardziej wyjątkowa, Agata Mróz, którą dzięki telefonowi Macieja Binkiewicza odkrył, a następnie powołał do kadry, której oddałby zdrowie, po której śmierci czuł się prawdziwie bezsilny. Prawdziwą kobietą jego życia była jednak siatkówka, będąca prawdziwą koroną jego życia kosztem szczęścia rodzinnego. Tutaj koniecznie należy wymienić chociaż część z i tak bardzo imponującej listy sukcesów – sześciokrotne mistrzostwo Niemiec, czterokrotne mistrzostwo Turcji, medale Pucharu Europy z drużynami z obu tych państw i te najważniejsze medale dla Polski zdobyte w dwóch różnych sytuacjach. W pierwsze złoto z 2003 roku mało kto wierzył, po nim zaczęło się wielkie „bum” na siatkówkę, drugie złoto w 2005 roku zdobywał zaś zespół o wiele dojrzalszy, który miał świadomość celu, który sobie obrał. Te dwa zespoły łączyły jednak dwie rzeczy – niezłomność i waleczność. To właśnie Andrzej Niemczyk dał swojej miłości życia, co pięknie sportretowała książka.

Rak kontra Andrzej

„Miałem taki sen: schody w dół, wysoka temperatura, czerwona poświata, dobiegające głosy imprezowiczów – no piekło jak nic. Zawsze powtarzam, że tam właśnie trafię.”

W książce znalazło się trochę miejsca dla choroby i „życia po życiu” trenera Niemczyka. Nie zrobił tego, czego spodziewali się „paranoiczni Niemcy”, kiedy dowiedział się o chorobie. Dzielnie stawił jej czoła i niejednokrotnie musiał pocieszać siatkarki, z którymi pracował. Dystans, z jakim został opisany cały proces choroby, sprawił, że myślę, iż śmierci bał się o wiele mniej, niż życia, choć żyć bardzo pragnął. To właśnie ten dystans i siła pomogły mu wygrać (w domyśle „zapić”, bo z ukochanej whisky nie zrezygnował) nowotwór. A życie po życiu? Stało pod znakiem komentowania spotkań i bycia ekspertem w TVP czy Polsacie Sport i tradycyjnej bezkompromisowości oraz ostrych opinii… i żartów (należący już do klasyki gatunku żart o braciach Kaczyńskich grających na korcie tenisowym w siatkówkę). Ten rozdział to idealna klamra do charakterystyki trenera. Nieco niespójna i według mnie niezbyt współgrająca z całą treścią była wkładka z rozmowami z zawodniczkami współpracującymi z Andrzejem Niemczykiem – dla mnie jest to za to idealny materiał na osobną książkę, który uzupełniłby wiedzę o „Złotkach”. Szkoda tylko, że im dalej końca, tym większą pustkę się odczuwa – autobiografia trenera Niemczyka zdaje się przez jego odejście niedokończona. Rak nie dał się zapić i zadymić po raz drugi…

Reasumując, „Życiowy tie-break” był warty przeczytania. Warto było nie zasypiać w autobusie do Warszawy o godzinie 7:40. Warto było wstać niewyspanym do pracy, po czytaniu książki do godziny pierwszej w nocy. Ta opowieść dzięki swojej szczerości wciąga. Czytelnik czuje się zaproszony do świata pełnego papierosów, whisky, ciężkiej pracy i miłości do siatkówki. I paradoksalnie w tym świecie można się dzięki lekkości tekstu odnaleźć.

„Szła sobie miłość siatkarska wąską dróżką i napotkała moje serduszko. Przystanęła, nie zapukała, ale w nie weszła i już została.”

Przeczytanie książki było możliwe dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.

Autor: Martyna Ostrowska
Źródło: informacja własna

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*