Rafał Sobański: Spodek w tym sezonie coś nam nie gra

W poniedziałek tegoroczny beniaminek stawił czoła gościom z Katowic. Oczywiście gospodarze jak zwykle mogli liczyć na gromki doping zgromadzonych na hali kibiców. Nie dziwi nikogo, że z takim wsparciem zawiercianie czuli się bardzo pewnie, co ostatecznie miało też swoje przełożenie na wynik końcowy spotkania. Co więcej ta wygrana dla drużyny z Zawiercia była bardzo istotna, jako że uchroniła ich od strefy spadkowej i zagwarantowała jedenastą lokatę w tabeli, tuż za GKS-em Katowice. Pomimo porażki katowiczanie nie poddają się i z optymizmem patrzą w przyszłość, na nadchodzące derbowe spotkanie z Jastrzębskim Węglem. Po spotkaniu udało nam się na chwilkę zatrzymać przyjmującego GKS-u Katowice – Rafała Sobańskiego i zadać mu kilka pytać dotyczących samego spotkania i nie tylko.

Kamila Walczak, VolleyFlash: Jak podsumujesz spotkanie z Aluronem Virtu Wartą Zawiercie?

Rafał Sobański:  Na pewno od początku wiedzieliśmy, że będzie to ciężki mecz,ale nie myśleliśmy, jakby to powiedzieć, że przez dłuższy czas nie będziemy w pobliżu pułapu Zawiercia. Myśleliśmy, że bardziej się przeciwstawimy. Chcieliśmy to robić, ale w praktycznie każdym elemencie byliśmy słabsi od Warty.

 W tym sezonie nie udało się ani razu pokonać Aluronu.

RS: No niestety, się nie udało się chociaż w swojej historii mamy już zwycięstwa z tym zespołem, ale co można powiedzieć. W pierwszym secie i w drugim byli zdecydowanie lepsi. Pokazali to na boisku. My nie przeciwstawiliśmy się im tak jak potrafimy i tutaj można tak naprawdę w każdym elemencie szukać przyczyny naszej porażki. Trzeba z chłodna głową usiąść, przekalkulować to, przeanalizować, wyciągnąć wnioski i grać dalej.

Niestety, było wiele akcji, które najprościej zostały niewykorzystane.

RS: Dokładnie. Gdzieś sami sobie prostymi błędami przy prostych piłkach, które powinniśmy wykonywać perfekcyjnie, napędzamy błędy. Jeśli my popełniamy błędy, to gdzieś tam punkty nam uciekają i wpadamy w taki dołek z którego nie możemy potem wyjść. Pierwszy set to przykład, gdzie prostymi błędami zapoczątkowaliśmy serię i set przegraliśmy do piętnastu, a mogło się tak naprawdę skończyć do dziesięciu.

W czasie spotkania mieliście duże problemy z blokiem Aluronu.

RS: Doskonale nas czytali. To pewnie zasługa też ich statystyka. Myślę, że my też ułatwiliśmy im naszym przyjęciem, bo nie było ono perfekcyjne i na pewno nie pomagało naszym rozgrywającym. W przerwie meczu też było powiedziane, że musimy pomóc rozgrywającym bo dwie osoby, dwóch rozgrywających gra wszędzie i próbują zrobić co muszą. Jeśli nie pomagamy rozgrywającym to wystawiają to co mogą z danej piłki. Tutaj Warta była w stanie ustawić skuteczny blok, co im bardzo wychodziło, czy to blok punktowy czy to wyblok i mogli kontynuować dalej akcję po swojemu.

Co działo się podczas dziesięciominutowej przerwy w szatni?

RS: No może nie było agresji z naszej strony czy trenera. Gdzieś była chłodna kalkulacja, zostały poprawione założenia taktyczne i bardzie tutaj motywowano nas, że po prostu potrafimy i trzeba zakasać rękawy i wskoczyć na poziom Aluronu. Niestety nie udało się, chociaż było blisko.

Patrząc na wasze ostatnie spotkania przychodzi mi do głowy jedno pytanie: Gdzie zniknęła ta waleczność z podatku sezonu?

RS: Ciężko stwierdzić, bo mamy mecze gdzie to przeplatamy. W czasie meczu z Zawierciem nie było tego. Patrząc dwa mecze wstecz z Kędzierzynem nagle jest. Ciężko stwierdzić, gdzie to ucieka. Myślę, że my sami dołujemy się tym o czym mówiłem wcześniej, tymi prostymi błędami. Jeśli popełniamy je, to każdy głowę opuszcza w dół i nie dość że na siebie się denerwujemy to jeszcze na kolegę z boku, myśląc jak mógł popełnić taki prosty błąd.

Granie na hali w Zawierciu jest bardzo specyficzne. Jak Tobie się tutaj grało?

RS: Na pewno i to w dużej mierze zasługa kibiców. Chociaż hala też jest specyficzna, bo niższa niż inne, ale atmosfera była super i mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane tutaj wrócić.

Niejeden zespół poległ w Zawierciu przez tę atmosferę.

RS: Jakby nie patrząc, gdzieś tam każdy zespół patrzy, aby ze swojego terenu robić kociołek i żeby nie dać rywalom wywozić punktów. Zawiercie potrafi to robić u siebie, także gratulacje dla nich bo to pokazali.

Czyli trzeba zapomnieć o tej porażce i teraz trzeba skupić się na kolejnych zwycięstwach.

RS: Mamy jeszcze cztery mecze do końca sezonu i tak naprawdę z każdym zespołem możemy zagrać i urwać im punkty. Na pewno w meczu z Rzeszowem, Jastrzębiem czy też Olsztynem nie będziemy faworytami, ale myślę, że jesteśmy w stanie urwać im punkty, a nawet pokusić się o niespodziankę i wygrać.

Na sam koniec fazy zasadniczej czekają Was cztery ciężkie spotkania.

RS: Tak, bo mamy Jastrzębie, potem Rzeszów, jeśli się nie mylę to Olsztyn i Lubin w tej kolejności. Żałujemy na przykład meczu z poprzedniej rundy z Lubinem, gdzie byliśmy w stanie urwać punkty u siebie i nam się to nie udało. Jedziemy z nadzieją, że możemy to osiągnąć u nich. No i przyjeżdża Olsztyn do nas. Zobaczymy. Do spotkania są jeszcze niecałe trzy tygodnie i nasza hala. Może uda nam się powalczyć z Olsztynem.

Może niedzielne spotkanie okaże się szczęśliwsze, jako że będzie rozgrywane przed większą publicznością w Spodku.

RS: Ten Spodek w tym sezonie coś nam nie gra, ale jak nie teraz to kiedy. Także musimy gdzieś przerwać tą passę i wygrać spotkanie.

Co może być tym antidotum na tę złą passę?

RS: Antidotum na naszą złą passę? Wygrana! Po prostu wygrana. Dobra gra z naszej strony. Jeśli pokażemy to co potrafimy, co umiemy i pokazujemy na treningach to na prawdę będziemy mogli sprawić niespodziankę nawet w niedzielę, jeśli wskoczymy na ten swój normalny poziom.

Czego mogę Wam życzyć na nadchodzące spotkania?

RS: Zdobycia największej ilości punktów.  Tak naprawdę tego co mówiłem, żeby wrócić do tek swojej gry. Kiedy do niej wrócimy ot jestem pewny, że i punkty uda nam się zdobyć.

 Dla volleyflash.pl rozmawiała Kamila Walczak.

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*