Późne podsumowanie czarnego sezonu reprezentacyjnego

Łącznie kilkaset godzin spędzonych na treningach, kilkaset butelek wody, kilkanaście tysięcy osób na arenach i miliony przed telewizorami. Kolejno grane “Zawsze tam gdzie Ty”, “Pieśń o Małym Rycerzu”, skandowanie “W górę serca, bo Polska wygra mecz” i tradycyjnie “Polska biało-czerwoni”. Za to – kilkanaście sekund, żeby to wszystko poszło na marne.
Najlepsze przygotowanie, na jakie było nas stać i z pewnością najwspanialszy doping na świecie nie pomógł. To co pomoże? Czy ktoś wie?

To już przewałkowany temat, choć niewiele czasu minęło od ostatniego meczu z Bułgarami. Wypowiadali się eksperci, pseudoeksperci, trenerzy, zawodnicy. Nie mam bladego pojęcia, co o polskiej siatkówce mogą wiedzieć obcokrajowcy, ale i oni chcieli zabłysnąć, doszukując się powodów naszej porażki.
Jedno jest pewne – to boli bardziej, niż Igrzyska.
Tam było usprawiedliwienie – bo byliśmy zbyt skoncentrowani na zwycięstwie, bo chcieliśmy od razu zmieść wszystkie drużyny, a one dały nam po nosie, mało czasu na regenerację i lepsze przygotowanie, spadek formy. Przeboleliśmy to, ale mając w domyśle podmiot “my”, nie mam na myśli zawodników. Wygląda na to, że do tej pory nie pozbierali się po ćwierćfinale z Rosjanami…
Mieliśmy zawodników na poziomie, trzymających formę. Zmieniło się wszystko, wraz z mentalnością. Każdy z nas na pewno zauważył, że nie było takiej radości, ekspresji, wybuchów emocji po udanych akcjach, jak to miało miejsce w LŚ w 2012. Trener Anastasi był głuchy na wszelkie prośby kibiców, żeby wprowadzić Fabiana Drzyzgę na boisko, ponieważ Żygadło ewidentnie gra siatkówkę zbyt prostą i łatwą do odgadnięcia przez przeciwnika. Ci doskonale wiedzieli, że Andrea zagra na 99% Łukaszem i mieli go prześwietlonego na wylot. W przeciwieństwie do Drzyzgi Juniora, jak i Grzegorza Boćka.

Z Boćkiem to trochę inna sytuacja, gdyż Jarosz grał na równym poziomie i mimo, że czasami mu nie szło – nie można mu wytknąć widocznych gołym okiem błędów. Bociek wdarł się do drużyny po dobrych sparingach z Serbią, których nie dane nam było zobaczyć na antenie Polsatu Sport, a szkoda. Bo na pewno grał dwa razy lepiej, niż na Mistrzostwach Europy. Ale jemu można te potknięcia wybaczyć – jest młody, wielka kariera przed nim, jeszcze się nauczy. Jestem pewna, że czeka go piękny sezon w ZAKSIE, pod skrzydłami Sebastiana Świderskiego.
Przyjęcie było stabilne, ale coś niedobrego zaczęło się dziać z perfekcyjnym, jak dotąd, w tym elemencie Michałem Winiarskim – dziewięć procent? Naprawdę? Takiego wyniku można było się spodziewać po trzecioligowym graczu Huraganu Swarzędz, a nie jednym z najlepszych siatkarzy świata. Było, minęło. Winiar szybko się otrząsnął i zachwycał swoją chłodną głową w trudnych momentach meczu, kończąc jedną piłkę po drugiej.
Nie uważam, żeby Paweł Zatorski godnie zastąpił Krzysztofa Ignaczaka. Przynajmniej nie teraz, nie po tej porażce, z resztą i przed turniejem nie byłam do niego przekonana. Chłopak ma na pewno wielki talent i w przyszłości będzie z niego uciecha, ale to jeszcze nie jest jego czas! Charakteru zawodnika nie zmienimy, więc nie wymagajmy od niego, aby wykazał się taką charyzmą jak Igła. Jego gra była równa i wyciągnął naprawdę kilka, jak nie kilkanaście, trudnych do obrony piłek, ale to naprawdę tyle.

Potrzebujemy psychologa sportowego i to migiem. Żeby zamknąć temat Londynu raz na zawsze. Zawodnicy czują presję, ale przecież niepotrzebnie! Żaden prawdziwy kibic nie oczekuje, że po przegranych imprezach wywalczą złoty medal. Będziemy zadowoleni, kiedy zobaczymy dawną reprezentację, która zaginęła w okolicznościach do dziś nieznanych.
Powinniśmy korzystać z doświadczonych zawodników, których mamy, a w zaciszu spalskiej sali przygotowywać młodych na występy w przyszłości. Mariusz Wlazły, Paweł Zagumny, Krzysztof Ignaczak – gdybyśmy ich dołączyli do obecnej reprezentacji, moglibyśmy zatrzymać i Sokolova, i Aleksieva, i Ngapetha, a nawet Pavlova.
Potencjał jest wielki, trzeba go tylko umiejętnie wykorzystać. A świadomość, że ktoś będzie grał z Orłem na piersi i dla wierzących w niego kilka milionów rodaków powinna być na tyle silna, że zażegna spór na linii zawodnik-trener.

Autor: Karolina Olechowska
Źródło: Inf. własna

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*