PL: GKS Katowice pokonał Trefl Gdańsk i zajął jego miejsce w tabeli

W ramach 15. kolejki PlusLigi w Katowicach rozegrany został mecz pomiędzy tamtejszym GKS-em, a Treflem Gdańsk. Obie ekipy podchodziły do spotkania bez graczy, borykających się z problemami zdrowotnymi. Po stronie gospodarzy zabrakło Bartosza Krzyśka, a gdańszczanie musieli sobie radzić bez Piotra Nowakowskiego. Mimo potknięcia w drugiej odsłonie, katowiczanie zwyciężyli, dopisali do swojego konta trzy punkty i uplasowali się na siódmej pozycji, zajmowanej dotychczas przez gdańszczan. 

Mecz rozpoczął się od wyrównanej walki, jednak na nieznacznym prowadzeniu utrzymywali się gospodarze (6:4). Po dobrych zagraniach Karola Butryna przewaga rosła, a szkoleniowiec Trefla Gdańsk poprosił o czas (10:6). Po wznowieniu gry ekipa przyjezdnych starała się odrobić straty, jednak gospodarze stawiali skuteczny opór. Po tym, jak ataku nie skończył Ruben Schott, skuteczną akcją popisał się Tomas Rousseaux (15:10). Gdańszczanie nie mogli znaleźć skutecznej recepty na dobrą grę rywala w bloku, co skutkowało kolejnymi straconymi „oczkami” (16:11). Goście nie mieli zamiaru się poddawać i starali się odmienić losy partii, jednak ich wysiłek na nic się nie zdał. Podopieczni Piotra Gruszki do końca zachowali zimną krew i bez problemu doprowadzili do piłki setowej. Kolejny popisowy blok po stronie GKS-u zakończył zmagania w premierowej odsłonie (25:20).

Od początku drugiej partii zawodnicy z Gdańska dotrzymywali kroku przeciwnikowi. Efektywny atak Macieja Muzaja doprowadził do remisu (6:6), jednak katowiczanie ani na chwilę nie tracili koncentracji. Wykorzystywanie błędów przyjezdnych opłacało się – GKS w szybkim tempie uzyskał trzy „oczka” przewagi (9:7). Ekipa z Gdańska stanęła na nogi i dzięki walce na siatce udało im się ponownie wyrównać stan seta (10:10), a wkrótce wyjść na prowadzenie. Drużyna Trefla wyszła obronną ręką z trudnej sytuacji, chwilę później skutecznie zablokowała argentyńskiego przyjmującego gospodarzy (11:14). W decydującej fazie seta oba zespoły popełniały sporo błędów własnych. Emanuel Kohut nie był w stanie skończyć ataku ze środka, ale po ponownym otrzymaniu piłki dograł ją już bezbłędnie (17:18). Walka po obu stronach siatki zrobiła się emocjonująca. Toczyła się równa gra, a po mocnym ataku Karola Butryna na tablicy pojawił się remis (21:21). Zarówno zawodnicy z Katowic, jak i z Gdańska nie potrafili utrzymać koncentracji i mylili się w polu zagrywki. Nieznacznie lepiej w tym elemencie poradzili sobie jednak gospodarze i to oni, po asie serwisowym Bartłomieja Krulickiego mieli w zasięgu piłkę setową (24:23). Dłuższą wymianę skończył Tomas Rousseaux, ale popełnił przy tym błąd (23:25), a sprzeczka pod siatką chwilę później zakończyła się żółtą kartką dla Miłosza Hebdy. Zwycięzca seta został wyłoniony dopiero po grze na przewagi. Skończony atak Macieja Muzaja pozwolił gdańszczanom na wyrównanie stanu meczu (27:29).

Rozpędzeni gracze Piotra Gruszki nie zwalniali tempa i już na początku trzeciego seta wypracowali sobie trzypunktowe prowadzenie (4:1). Zarówno gospodarze, jak i goście dobrze spisywali się w elementach ofensywnych, jednak katowiczanie nie chcieli oddawać pozycji przewodnika. Zaniepokoiło to Andreę Anastasiego, który przy stanie 8:4 wezwał swoich zawodników na rozmowę. Bezpośrednio po powrocie na boisko ekipa GKS-u, dzięki efektownym serwisom Karola Butryna jeszcze bardziej zwiększyła przewagę (12:5). Gdańszczanie zdawali się być kompletnie rozbici i nie radzili sobie z przyjmowaniem zagrywek atakującego Katowic (13:6). Wszystko wskazywało na to, że przyjezdnym trudno będzie wyjść z ciężkiej sytuacji, w której się znaleźli. Bartłomiej Mordyl zastąpiwszy na boisku Wojciecha Grzyba prawie od razu zdobył punkt dla swojej drużyny (16:10). Podobnie jak w poprzednich odsłonach, również w tej decydująca faza była pełna błędów. Bardzo dobry atak Rubena Schotta (20:13) zapoczątkował serię punktów wywalczonych przez podopiecznych Andrei Anastasiego. Dobrą passę przerwał Tomas Rousseaux (22:16), a Dominik Depowski kończąc atak zakończył kolejną odsłonę (25:19).

Belgijski przyjmujący Katowic nadal prezentował się z bardzo dobrej strony i sprawiał sporo kłopotów przeciwnikowi. Po jego ataku z drugiej linii na tablicy pojawił się wynik 6:4. W ślad za kolegą z zespołu szedł Karol Butryn, który również nie szczędził sił w dzisiejszym starciu (16:10). Szkoleniowiec gdańszczan nie był zadowolony postawą swoich zawodników i martwił się, że nie radzą sobie oni w grze ofensywno-defensywnej. Po bloku w wykonaniu przeciwnika, Andrea Anastasi poprosił o czas (17:10). Chwila oddechu przyniosła oczekiwany skutek i drużyna Trefla zaczęła gonić gospodarzy (18:14). Mało brakowało, a stan seta wyrównałby się, jednak katowiczanie w porę się zorientowali i po raz kolejny odskoczyli gdańszczanom. Świetna akcja w wykonaniu Tomasa Rousseauxa, a chwilę później blok na Rubenie Schocie i ekipa Piotra Gruszki mogła cieszyć się ze zdobycia kompletu „oczek” (25:18).

MVP: Marcin Komenda

GKS Katowice – Trefl Gdańsk 3:1 (25:20, 27:29, 25:19, 25:18)

GKS Katowice: Komenda, Butryn, Quiroga, Rousseaux, Kohut, Krulicki, Mariański (libero) oraz Woch, Sobala, Sobański, Depowski

Trefl Gdańsk: Janusz, Muzaj, Schott, Grzyb, Niemiec, Milajlović , Olenderek (libero) oraz Kozłowski, Hebda, Jakubiszak, Mordyl

Autor: Agnieszka Piasecka
Źródło: informacja własna

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*