Paweł Pietraszko: Są elementy, które mogę wykonywać dużo lepiej

Wczorajsze zwycięstwo zapewniło GKS-owi Katowice jedenaste miejsce w tym sezonie. Było ono wyjątkowe, nie tylko ze względu na wygraną 3:0, ale także dlatego, że karierę zakończył Dominik Witczak. Niestety udziału w meczu nie mógł wziąć kontuzjowany Paweł Pietraszko. Dopingował on jednak swoich kolegów podczas spotkania, po którym udało nam się z nim porozmawiać.

Co czułeś po swoim pierwszym plusligowym meczu?
PP: Zadowolenie, bo był to wygrany mecz. Na pewno większe emocje towarzyszyły mi przed samym meczem. Wiadomo, że każdy siatkarz marzy o tym, aby grać w PlusLidze, jedni trafiają do niej zaraz po ukończeniu wieku juniora, drudzy tak jak np. ja w wieku 26 lat. Mimo to bardzo się cieszę, że dostałem taką szansę i staram się ją wykorzystywać jak najlepiej potrafię.

Czy zdarzały Ci się momenty, w których miałeś dość, a w twojej głowie była tylko jedna myśl „po co mi to wszystko”?
PP: Myślę, że takie momenty zdarzają się w życiu każdego sportowca, trzeba jednak z nimi walczyć. Ja podczas bardzo ciężkich treningów, gdy tylko pojawia się myśl: „po co mi to wszystko?“ staram się jak najszybciej wyrzucić ją z głowy i koncentrować się na kolejnym zadaniu, mówię sobie wtedy, że muszę ciężko pracować, aby były efekty.

Byłeś obserwatorem ostatniego spotkania GKS-u w tym sezonie. Jak oceniłbyś ten mecz?
PP: Zagraliśmy dobre spotkanie, zarówno w ataku, jak i bloku byliśmy lepsi od Szczecina i uważam, że zasłużenie wygraliśmy.

Dobrze rozpoczęliście sezon (po ośmiu kolejkach mieliście na koncie sześć zwycięstw), a potem zaczęliście grać trochę słabiej. Co było tego powodem i co wpłynęło na to, że nie udało wam się w pewnym momencie odbić?
PP: Początek sezonu faktycznie był dla nas bardzo udany. Terminarz ułożył nam się tak w tym sezonie, że pierwsze kolejki graliśmy z zespołami, które były pod nami w tabeli, więc wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie z nimi wygrać i tak też było. Problemy zaczęły się od meczu z ZAKSĄ, która sprawiła nam straszne lanie w Spodku. Po tym meczu przez bardzo długi okres czasu nie mogliśmy wrócić do swojej dobrej gry. Tak naprawdę dopiero w rundzie rewanżowej, po wygraniu kilku meczów z rzędu powróciła pewność siebie.

Poprzedni sezon zakończyliście na dziesiątym miejscu, teraz na jedenastej pozycji. Jesteście tym trochę rozczarowani?
PP: Może nie tyle rozczarowani, co po prostu źli, bo dobrze wiemy, że w kilku meczach z rywalami w naszym zasięgu mogliśmy zagrać dużo lepiej. Gdyby tak się stało sezon zakończylibyśmy w ósemce. Po dobrym poprzednim sezonie jako beniaminek, każdy z nas miał troszkę większe ambicje w tym roku, trzeba się jednak pogodzić z lokatą, którą zajęliśmy.

Jak oceniasz poziom plusligowych rozgrywek?
PP: Ten sezon pokazał, że większość zespołów może powalczyć z każdą drużyną PlusLigi. Cieszy to, że mecze są wyrównane oraz to, że zdarzyło się kilka niespodzianek. Myślę, że w przyszłym sezonie poziom jeszcze się podniesie, bo będzie czternaście zespołów zamiast szesnastu, więc rywalizacja stanie się jeszcze ciekawsza.

Jak Ci się z trenerem Gruszką oraz kolegami z drużyny pracowało w tym sezonie?
PP: Bardzo dobrze, atmosfera w szatni była rewelacyjna, każdy z każdym się dogadywał, dzięki temu mogliśmy skupić się tylko i wyłącznie na treningach. Treningi u trenera Gruszki były ciężkie, ale uważam, że tylko w taki sposób można „pójść do przodu“.

Jak oceniłbyś ten sezon?
PP: Może nie do końca udany, jeśli spojrzymy na miejsce, które zajęliśmy. Ja jednak bardzo się cieszę, że trener obdarzył mnie dużym zaufaniem i praktycznie cały sezon rozegrałem w pierwszej szóstce. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.

Z pewnością byłeś jednym z lepszych zawodników. Jak oceniłbyś zatem samego siebie jako zawodnika?
PP: Uważam, że są elementy, które mogę wykonywać dużo lepiej, dlatego trzeba cały czas ciężko nad nimi pracować. Chciałbym przede wszystkim utrzymywać równą formę we wszystkich meczach, a w tym sezonie miałem kilka słabszych spotkań.

Niestety podczas pierwszego starcia w walce o jedenaste miejsce przydarzyła Ci się kontuzja, co zakończyło Twoją grę nieco wcześniej. Czy ze względu na to czujesz jakiś niedosyt? Myślisz sobie „kurczę, jak musiało się to stać, to dlaczego nie w ostatnim spotkaniu”?
PP: Na tego typu kontuzje niestety nie mamy wpływu. Po prostu się stało. Z jednej strony szkoda, że został do rozegrania tylko jeden mecz, a z drugiej teraz będę miał więcej czasu, aby spokojnie przywrócić nogę do pełnej sprawności.

Czy masz już jakiś konkretny plan na przyszły sezon? Związany z Katowicami lub też nie.
PP: Póki co mam z Katowicami kontrakt do końca maja. Jest kilka propozycji, nad którymi się zastanawiam, jednak nie chciałbym jeszcze zdradzać szczegółów.

Co do klubów, kilka masz ich już na koncie. Który zatem wspominasz najlepiej?
PP: Ciężko jednoznacznie określić, w którym było najlepiej. W każdym klubie spotkało mnie coś pozytywnego. Poznałem masę fantastycznych ludzi. Z Katowicami awansowałem do PlusLigi, a także rozegrałem w niej swój pierwszy sezon, więc myślę, że to miejsce póki co będę wspominał najlepiej.

Czy podobnie jak w zeszłym roku ponownie zaangażujesz się w siatkówkę plażową?
PP: Oczywiście, że tak. Gdy tylko wyleczę kontuzję zabieram się do trenowania na piasku. Jest to dla mnie bardzo przyjemnie spędzany czas. Nie gram na plaży dla trofeów, tylko aby dobrze się bawić. Oczywiście, gdy już dochodzi do meczu, staram się zrobić wszystko, aby w nim wygrać. Myślę, że jest to bardzo fajna forma spędzania okresu między sezonami, bo cały czas ma się kontakt z piłką i można się w jakimś stopniu przygotować do sezonu halowego.

Dla volleyflash.pl rozmawiała Magdalena Żywicka.

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*