Marcin Komenda: Awansujemy do półfinału i myślę, że będzie dobrze

Jest głównym rozgrywającym GKS-u Katowice, a Piotr Gruszka zaufał mu, pomimo młodego wieku. Na koncie ma już także występ w reprezentacji, gdzie został doceniony przez Vitala Heynena. Marcin Komenda, bo o nim mowa, odpowiedział na kilka naszych pytań o „byciu siatkarzem” oraz najgorętszym temacie w chwili obecnej – o Igrzyskach i kwalifikacjach.

Magdalena Żywicka, volleyflash.pl: Jak to jest – doświadczenie z reprezentacji przeniosłeś do klubu, czy odwrotnie?

Marcin Komenda: Jasne, że tak. Staram się to doświadczenie, które udało mi się zebrać ogólnie w tym i w tamtym roku jak najlepiej przełożyć. Na pewno dużo mi to dało, tutaj nie ma tutaj co ukrywać. Trenowanie z takimi zawodnikami, jacy są w reprezentacji, to jest zaszczyt i staram się z tego jak najwięcej wyciągnąć. Myślę, że dało mi to bardzo dużo, mogłem w większym wymiarze potrenować, a nawet pokazać się na boisku, więc naprawdę było to bardzo istotne dla mojego rozwoju. Dlatego jak najmocniej staram się to wszystko przekładać na klub. Wydaje mi się, że czasem to wychodzi lepiej, czasem gorzej, ale cały czas chcę się rozwijać, cały czas mam w głowie to, żeby iść do przodu i robię wszystko, żeby tak było.

Chyba jednak wyszło lepiej, bo jesteś głównym rozgrywającym GKS-u.

MK: Tak jest. Gram w dużym wymiarze. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo jestem młodym, inaczej – dość młodym rozgrywającym, także na pewno doświadczenie zebrane na parkiecie jest bardzo istotne i to pozwala mi się rozwijać. Bardzo się cieszę, że trener obdarzył mnie dużym zaufaniem i stara się jak najbardziej mi pomagać, stara się robić wszystko, żebym się jak najbardziej rozwijał i za to jestem mu wdzięczny. Wiadomo, że pozycja rozgrywającego jest specyficzna i trener musi zaufać zawodnikowi, żeby miało to ręce i nogi, także mam nadzieję, że to zaufanie będzie trwało.

No właśnie, jesteś młodym zawodnikiem, a w dobrych słowach wypowiedział się już o tobie trener Heynen.

MK: Bardzo jest mi miło, jeżeli wypowiedział się o mnie w taki sposób. Wiemy, co osiągnął z naszymi zawodnikami, z naszą kadrą, więc jest to dla mnie taki „skok do przodu”, jeżeli takcy szkoleniowcy się o mnie dobrze wypowiadają. Bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że na boisku będę się bronił i pochwały, które gdzieś tam są na mój temat wygłaszane, będą po prostu broniły się moją grą. To jest mój plan i mam nadzieję, że będzie to szło w tym kierunku.

Wiemy, jakim człowiekiem jest trener Heynen, natomiast na co dzień współpracujesz z Piotrem Gruszką. Z jakim trenerem zatem pracuje ci się lepiej – polskim, czy zagranicznym?

MK: Myślę, że to nie ma większego znaczenia, bo język siatkarski jest na tyle uniwersalny, że wydaje mi się, że wszystkie szkoły, czy polskiego trenera, czy to zagranicznego wnoszą to samo i to, skąd jest trener, nie ma znaczenia. Ważne, żeby taka osoba chciała dobrze i wtedy ja jestem w pełni przekonany i ufam tej osobie. Do tej pory spotkałem samych trenerów, którzy mieli na celu przede wszystkim dobro drużyny. Ciężko mi się wypowiedzieć, który trener jest lepszy. Uważam, że każdy ma w sobie wiele pozytywnych cech, które można z nich wyciągnąć, nauczyć się.

Skupmy się zatem na Igrzyskach. To, że turniej kwalifikacyjny odbywać się będzie w Polsce jest motywacją do świetnej gry, czy wręcz przeciwnie budzi jeszcze większą presję?

MK: Myślę, że to jest duży plus, bo wiemy jak wspaniałą publicznością są Polacy i jak bardzo mogą pomóc naszej reprezentacji. Wydaje mi się, że to nie będzie większa presja, tylko coś, co może nam pomóc w awansie.

Są jednak tacy, którzy Gdańsk kojarzą z Mistrzostw Europy i niestety tak dobrze go nie wspominają.

MK: Mam nadzieję, że w tych kwalifikacjach do Igrzysk to się zmieni i wszyscy – zawodnicy, sztab oraz kibice będą go wspominać pozytywnie i będziemy wszyscy wspólnie cieszyć się z awansu na tę ważną imprezę.

Trener Heynen bardzo skupia się na tym turnieju, jest to właściwie jego główny cel. Czy jako siatkarz, który potencjalnie może dostać powołanie do reprezentacji myślisz już o tym, że są też zupełnie inne turnieje w tym sezonie. Czy są one dla was siatkarzy równie ważne? A może to właśnie Igrzyska są waszym głównym celem?.

MK: Myślę, że o to trzeba zapytać też tych zawodników, którzy są w kadrze już od kilku ładnych lat. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że jeżeli uda się być w tej kadrze, to każdy mecz będzie niezwykle istotny i niezależnie od tego, jaki to będzie turniej będę się mega cieszył, że mogę być w tej grupie. Dlatego myślę, że takie pytania – o to, który turniej jest ważniejszy – należy zadawać tym bardziej doświadczonym zawodnikom. Ja jestem młokosem, dopiero udało mi się zadebiutować, więc nie chciałbym się w takich kategoriach wypowiadać. Będzie dla mnie zaszczytem, jeżeli będę mógł być w tej kadrze i bez względu na to, w jakim spotkaniu będę mógł wystąpić.

Im głośniej o Tokio 2020, tym częściej fani siatkówki zauważają pewną zależność. Wygrana w Mistrzostwach Świata w 2014 i nagle słaby wynik na Igrzyskach w Rio dwa lata później. W 2018 roku to my zostaliśmy Mistrzami Świata…

MK: Moim zdaniem jesteśmy topową drużyną, co pokazaliśmy i na tamtych i na tych Mistrzostwach. Uważam, że to będą przełomowe Igrzyska. Awansujemy do półfinału i myślę, że będzie dobrze. Mamy bardzo mocny skład, fajną mocną ligę, w której gra większość zawodników, także jak najbardziej uważam, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby osiągnąć coś fajnego.

Dużo kibiców komentuje także fakt, że Mistrz Świata i zwycięzca poprzednich Igrzysk muszą walczyć o udział w tej imprezie. Co Ty o tym myślisz?

MK: Myślę, że Mistrz Świata powinien mieć zagwarantowane miejsce na Igrzyskach, no ale każda Federacja ma swoje zasady. Z drugiej strony, jeżeli ktoś jest Mistrzem Świata to z pewnością posiada takie umiejętności, które pozwolą mu wywalczyć awans w tych turniejach kwalifikacyjnych, bo jest świetnym zespołem. Natomiast, gdybym mógł decydować, to Mistrz Świata miałby ten awans zagwarantowany.

Tym bardziej, że dalej pójdzie tylko jedna drużyna z każdej grupy.

MK: Dokładnie. Są natomiast jeszcze turnieje kontynentalne, więc ten awans można w kilku turniejach zdobyć. Nie zmienia to jednak faktu, że kwalifikacje będą bardzo ciężkie. Szczególnie mecz z Francją, bo ona wydaje się naszym największym rywalem. Ale z kolei my jesteśmy taką ekipą, która może sobie z nimi poradzić.

Czy można tutaj zatem powiedzieć sobie „jak nie uda się za pierwszym, to uda się za drugim razem”?

MK: Myślę, że tak, ale szczerze mówiąc, wydaje mi się, że uda się za pierwszym. Natomiast, jeżeli się nie uda, to jestem pewien, że i tak ten awans wywalczymy. Jesteśmy topową drużyną i uważam, że dziwne by było, gdybyśmy nie wystąpili na Igrzyskach.

Wspomniałeś o Francji. Czy patrząc zatem na to, z kim jesteśmy w grupie, można sobie zadać to słynne już pytanie „z kim my tu mamy przegrać”?

MK: Takich pytań lepiej nie stawiać, bo to zawsze kończy się źle, ale tak jak wspomniałem, uważam, że to Francuzi są naszym najcięższym rywalem. Jeżeli natomiast zagramy swoją dobrą siatkówkę, tę z Mistrzostw Świata to przeciwnicy nam ulegną.

Rywala trzeba się bać, czy podchodzić do niego „na pewniaka”?

MK: Myślę, że trzeba podejść na pewniaka, bo każdy z nas Polaków zna wartość naszej drużyny. Jesteśmy na tyle dobrzy, że musimy podejść do tych spotkań w pełni skoncentrowani i jak najlepiej przygotowani. Wtedy będzie dobrze.

Teraz trochę o czym innym. Patrząc na Ciebie ludzie widzą… oazę spokoju. Czy Ty się w ogóle stresujesz?

MK: Na pewno jakiś lekki stres przed meczami jest, ale staram się tego nie pokazywać. Pozycja rozgrywającego jest taką pozycją, na której raczej trzeba te emocje ukrywać i studzić, jeśli jakieś negatywne w drużynie się pojawiają. Staram się taki być, myślę, że do tego dążę, ale zdarzają się jeszcze momenty, w których gdzieś tam nie wytrzymuję i potrafię zrobić jakieś głupie błędy. Cały czas nad tym pracuję, wiem, jaki jest kierunek, jestem dobrej myśli.

Usłyszałam kiedyś, że pozycja rozgrywającego to przede wszystkim umysł. Jak to jest?

MK: Myślę, że umysł jest mega istotny, ale tak samo istotna jest technika użytkowa, bo w różnych sytuacjach jesteśmy, w różnych sytuacjach musimy te piłki wystawiać. Do tego właśnie jest potrzebna ta technika. A jak dołoży się jeszcze umysł, to dany zawodnik może być wybitnym rozgrywającym, bo ta mieszanka to kosmos.

Dla volleyflash.pl rozmawiała Magdalena Żywicka.

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*