LM: Porażka PGE Skry Bełchatów na inaugurację Ligi Mistrzów

W swoim pierwszym meczu Ligi Mistrzów w tym sezonie PGE Skra Bełchatów we własnej hali  uległa francuskiemu Chaumont VB 52 1:3.

Lepiej w mecz weszła drużyna gości, już na samym początku wypracowując sobie czteropunktową przewagę (2:6). Spora w tym zasługa Boyera, który dobrze spisywał się w polu serwisowym i ataku. Wicemistrzom Polski udało się jednak szybko odrobić ten dystans i na pierwszej przerwie technicznej Francuzi prowadzili już tylko jednym punktem (7:8). Zaraz po niej bełchatowianie zaczęli grać na swoim poziomie: skutecznie atakowali Milad Ebadipour oraz Mariusz Wlazły, a Grzegorz Łomacz doskonałą zagrywką sprawiał rywalowi niemałe problemy. Po dobrym bloku Polaków na Nikoli Mijailoviciu na tablicy pojawił się wynik 17:10 dla gospodarzy i trener Chaumont musiał reagować. Na boisku za Gonzaleza i Boyera pojawili się Michael Saeta i Wassim Ben Tara. Zmiany jednak na niewiele się zdały, ponieważ wicemistrzowie Polski całkowicie kontrolowali przebieg pierwszej partii. Był to dobry czas dla środkowych polskiej drużyny: Lisinac i Kłos byli nie do zatrzymania dla rywali. Ostatecznie premierową odsłonę bełchatowianie wygrali 25:19 po nieudanej zagrywce Boyera.

Drugiego seta otworzyli goście udanym atakiem francuskiego atakującego. Już na samym początku ekipie z Chaumont udało się wypracować dwupunktową przewagę po bloku na Bartoszu Bednorze (5:8). Francuzi złapali wiatr w żagle i byli lepsi od Skry niemal we wszystkich siatkarskich elementach. Różnicę punktową między drużynami powiększył asem serwisowym Javier Gonzalez (9:14) i trener Piazza musiał interweniować. Na boisku za Karola Kłosa pojawił się Patryk Czarnowski, jednak już w pierwszej jego akcji został zablokowany przez Sauli Sinkkonena (12:17). Gra bełchatowian kompletnie się posypała. Zagrywką został ustrzelony Ebadipour (13:19) i wyglądało na to, że Francuzi doprowadzą do remisu w spotkaniu. Reszta seta była pod całkowitą kontrolą Chaumont. Dwie końcowe piłki należały do Louatiego, który popisał się dwoma doskonałymi serwisami. Drugą partię wygrali goście 25:18.

Trzecią odsłonę lepiej zaczęli Francuzi. Trener Roberto Piazza zdecydował się na zmianę: na boisku za Bednorza pojawił się Penchev. W swojej pierwszej akcji zdobył on punkt (8:10), silnie uderzając po bloku rywala. Potem jednak było już znacznie gorzej: ani Bułgar, ani Mariusz Wlazły nie mogli sforsować francuskiego bloku, a ich ataki były podbijane przez zawodników Chaumont (8:12). W dodatku świeżo zmieniony przyjmujący został ustrzelony zagrywką i na tablicy pojawił się wynik 8:14.  Na drugiej przerwie technicznej goście prowadzili 11:16. Tuż po niej nastąpiło przebudzenie bełchatowian: skuteczny atak Pencheva i dobry blok Ebadipoura na Louatim pozwoliły zbliżyć się wicemistrzom Polski do rywala na dwa punkty (14:16). Wtedy o przerwę poprosił Silvano Prandi. Przyniosła ona oczekiwany efekt, bo zaraz po niej wytrącony z równowagi Irańczyk zaatakował w aut (14:18). Set nieuchronnie zmierzał do niepomyślnego dla kibiców zgromadzonych w hali Energia końca, jednak nadzieję na wyrównaną końcówkę dał Lisinac, który zdobył punkt serwisem (18:21).  Bełchatowianie popełnili jednak za dużo prostych błędów, co skrzętnie wykorzystali rywale. W końcówce tej partii, tak samo jak poprzedniej, największą rolę odegrała zagrywka: Milaijovic dwukrotnie punktował zza linii dziewiątego metra. Chaumont wygrało trzecią partię 25:19 i mogło być pewne co najmniej punktu wywiezionego z Bełchatowa.

Czwartą odsłonę oba zespoły rozpoczęły równo. W drużynie wicemistrzów Polski dobrze w ataku spisywał się jak zwykle niezawodny Lisinac, natomiast u gości to Boyer wysoko stawiał poprzeczkę. Siatkarzom Skry w środkowej części seta udało się wyjść na dwupunktowe prowadzenie (15:13) za sprawą bloku Ebadipoura na Louatim, jednak chwilę później popisał się on asem serwisowym i straty zostały odrobione. Zapowiadało się na emocjonującą końcówkę partii, bo żadna z drużyn nie odpuszczała i cały czas gra toczyła się punkt za punkt. Wydawać by się mogło, że bełchatowianie mają nieco ułatwione zadanie, bo grają u siebie, jednak nawet to nie pomogło uratować tego meczu. Stephen Boyer obił blok żółto-czarnych i tym samym dał pierwszą piłkę meczową tego wieczoru (23:24). Potem jednak popsuł zagrywkę, jednak ulga podopiecznych Roberta Piazzy nie trwała długo, bo po chwili Gonzalez wygrał przepychankę na siatce (24:25). Okazało się jednak, że dotknął przy tym siatki i to zespół z Bełchatowa miał piłkę setową (25:24). Sytuację szybko opanował jednak francuski atakujący, który zagrał dziś fenomenalne spotkanie. Gracze Chaumont zagrali skutecznym blokiem i to oni byli bliżej wygrania (25:26). Zimną krew zachował Nikołaj Penchev, wybijając po rękach przeciwnika piłkę w aut (26:26), lecz chwilę potem serwis popsuł Patryk Czarnowski. Po udanym ataku Ebadipoura (27:27) Bułgar w polu serwisowym także posłał piłkę w aut (27:28). Wykorzystali to goście- Gonzalez ustrzelił zza linii dziewiątego metra Pencheva i tym samym skończył seta, a zarazem całe spotkanie. Bełchatowianie przegrali 1:3 i już na samym początku rozgrywek utrudnili sobie sytuację w grupie. Należy bowiem pamiętać, że oprócz rewanżu we Francji, czekają ich bardzo wymagające spotkania z dwoma rosyjskimi drużynami, które głodne zwycięstwa, są nieprzewidywalne i bardzo silne.

PGE Skra Bełchatów – Chaumont VB 52  1:3 (25:19, 18:25, 19:25, 27:25)

PGE Skra: Lisinac, Wlazły, Kłos, Bednorz, Ebadipour, Łomacz, Piechocki (libero).

Chaumont: Louati, Vandoorn, Gonzalez, Boyer, Mijailović, Rodruguez, Duquette (libero).

Autor: Aleksandra Mrozicka
Źródło: inf. własna

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*