Andrea Gardini: Chcę być cały czas na bieżąco

Wyjaśniła się obecność byłego drugiego trenera reprezentacji na niedzielnym spotkaniu Plus Ligi Jastrzębskiego Węgla i BBTSu Bielsko Biała. O powodach swojej obecności na hali Włoch opowiedział w ciekawym wywiadzie na oficjalnej stronie Jastrzębskiego Węgla

 

Może Pan zdradzić cel Pańskiej wizyty w Jastrzębiu-Zdroju?

Andrea Gardini: Chciałem spędzić trochę czasu z moimi dobrymi przyjaciółmi, Vannym Miale i Lorenzo Bernardim. Mam teraz trochę wolnego czasu, a że kocham siatkówkę, to trochę jeżdżę po Europie. Chcę być cały czas na bieżąco, ponieważ to jest moja praca. W jastrzębskim klubie mam wielu przyjaciół, z którymi lubimy wspólnie posiedzieć, porozmawiać o siatkówce. Miałem okazję obejrzeć mecz jastrzębian, chętnie poobserwuję również trening Jastrzębskiego Węgla. Dzisiaj wracam jednak do Warszawy, bo jutro mam już lot do Włoch.

Obserwował Pan ostatni mecz Jastrzębskiego Węgla w PlusLidze przeciwko drużynie BBTS-u Bielsko-Biała. Jakie wrażenia?

Z punktu widzenia Jastrzębskiego Węgla spotkanie to przebiegło bez większych komplikacji. Widać, że zarówno w klubie, jak i drużynie panuje świetna atmosfera. To był niezły występ jastrzębian. Szansę pokazania się dostało kilku graczy spoza podstawowej szóstki, ale zagrali ze spokojem i pomysłowo. Myślę, że jest w tym sezonie jest szansa na jeszcze lepszy wynik sportowy. Lorenzo wykonuje dobrą robotę.

Jak Pan oceni występ Pana byłych podopiecznych z reprezentacji Polski?

Oglądam praktycznie wszystkie mecze ligi włoskiej i polskiej, dlatego też siłą rzeczy z uwagą śledzę występy „naszych” chłopaków. „Kubi” był z nami w kadrze przez ostatnie trzy lata, ciężko pracował i poczynił postępy. Okrzepł, jest skoncentrowany, na tym co robi. Damian w tym sezonie również wykonał z nami dobrą pracę. Robił wszystko, by się polepszyć, napierał naprawdę mocno. To bystre chłopaki, rozumieją siatkówkę doskonale. Kadra polski będzie mieć z nich pożytek.

To nie jest Pańska pierwsza wizyta w Jastrzębskim Węglu. Lubi Pan tutaj wpadać?

Nawet bardzo. Od trzech lat, kiedy tylko jest okazja, pojawiamy się z wizytą w Jastrzębiu. Jastrzębski Węgiel to wspaniały klub. Bywać tutaj, to prawdziwa przyjemność. Znakomicie oddycha się tutaj siatkówką.

Pomówmy o kadrze narodowej. Czuje się Pan rozczarowany faktem, że PZPS zwolnił Andreę Anastasiego wraz z jego sztabem po Mistrzostwach Europy?

Cóż, taki bywa los trenerów. Przykro mi szczególnie z jednego powodu. Otóż, miałem nadzieję, iż zostaniemy na ławce trenerskiej do Mistrzostw Świata w Polsce. To byłoby nieprawdopodobne doświadczenie, biorąc pod uwagę atmosferę towarzyszącą tej dyscyplinie w Waszym kraju.

Pana zdaniem zasłużyliście wraz z Andreą Anastasim na jeszcze jedną szansę?

Wierzę, że te kolejne szanse dostaniemy, ale już z innych reprezentacji narodowych bądź klubów. Nie mam pojęcia, co wydarzy się w przyszłości: czy będę pracować w kraju, czy zagranicą, z Andreą czy sam. Ostatnim razem, kiedy zakończyliśmy współpracę z włoską federacją, również nosiłem się z zamiarem samodzielnej pracy klubowej. Ale Andrea prosił mnie bardzo, bym jednak został jego asystentem w kadrze Polski, a ja skorzystałem z tej propozycji z wielką ochotą.

Czy obecnie otrzymał Pan już jakieś propozycje pracy?

Do grudnia przyszłego roku jestem związany kontraktem z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej i na razie nie mogę skorzystać z innych ofert. W przyszłości na pewno chciałbym podjąć kolejne wyzwanie związane z pracą trenerską. Jeśli takowe miałoby pochodzić z Polski, było wspaniale. Te trzy lata spędzone tutaj w pracy były niesamowitym doświadczeniem zarówno pod względem zawodowym, jak i ludzkim.

W swojej karierze przeżył Pan wiele wspaniałych momentów. Który z nich wspomina Pan z największym sentymentem?

Jeśli chodzi o karierę zawodniczą, to doskonale wspominam pierwsze mistrzostwo świata z kadrą Włoch, które zdobyliśmy w Brazylii w 1990 roku. Dwa lata wcześniej nikt nawet o tym nie marzył! Pamiętam to jak dziś. Natomiast jako trener najlepiej wspominam wygraną w Lidze Światowej w Sofii z polską reprezentacją. Naprawdę z wielką przyjemnością oglądało się wówczas grę Polaków. Chłopcy stanowili monolit na boisku, walczyli jak lwy, wszystko pracowało jak należy. To był prawdziwy koncert gry Polaków.

Przytoczy Pan jakąś ciekawą historię związaną z Lorenzo Bernardim, Pańskim byłym kompanem z boiska, a obecnie szkoleniowcem Jastrzębskiego Węgla?

W tej chwili ciężko wybrać jeden szczególny moment czy opowieść związaną z Lorenzo. Było tego trochę. Spędziliśmy w sumie ponad 10 lat w kadrze narodowej Włoch, ale i w klubie z Treviso. Razem wiele wygraliśmy. Mogę powiedzieć, że traktuję go jak brata. Cieszę się, że z powodzeniem pracuje w jastrzębskim klubie i życzę mu jak najlepiej!

Źródło: www.jastrzebskiwegiel.pl

Share Button

Komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*